W centrum uwagi znalazł się Intel, który według niepotwierdzonych oficjalnie informacji ma być celem przejęcia przez konkurencję.


Nie była to przesadnie fascynująca sesja. S&P500 z początku próbował się korygować po czwartkowej zwyżce, ale ostatecznie zakończył dzień tylko nie znacznie po kreską, tracąc 0,19%. Przypomnijmy, że dzień wcześniej ten najważniejszy giełdowy indeks świata ustanowił nowe historyczne maksimum, wybijając wakacyjne szczyty.
Na niewielkim minusie sesję zakończył także Nasdaq Composite, który straciwszy 0,36% finiszował z wynikiem 17 948,32 punktów. Dow Jones zdołał zyskać 0,09% i poprawił swój rekord wszech czasów, osiągnąwszy na zamknięciu wartość 42 063,36 pkt.
Amerykański rynek akcji pozostaje pod wpływem środowej wolty w polityce pieniężnej Rezerwy Federalnej. Nie chodzi tylko o to, że Fed zaczął cykl poluzowania monetarnego od ostrego cięcia o 50 pb., ale że zapowiedział dość agresywny cykl obniżek stóp w kolejnych kwartałach. Warto przy tym odnotować, że w ślady „potwora z Jekyll Island” w tym tygodniu nie poszły inne duże banki centralne. Bank Anglii, Ludowy Bank Chin oraz Bank Japonii nie zmieniły stóp procentowych.

W końcówce piątkowej sesji uwaga rynków skoncentrowała się na Intelu, którego akcje podrożały o ponad 4%. Dawny potentat w produkcji procesorów od wielu lat boryka się z problemami finansowymi, a jego kapitalizacja tylko w tym roku spadła o ponad połowę. W piątek na rynku pojawiły się spekulacje, że konkurencyjny Qualcomm złożył propozycję przejęcia swojego starszego rywala.
Ewentualna transakcja byłaby znakiem czasu. Intel to legenda i pionier branży półprzewodników, założona przeszło pół wieku temu i do niedawna będąca synonimem nazwy jednostki napędzającej komputery osobiste. Qualcomm liczy sobie niespełna 40 lat i „urósł” na dostawach podzespołów dla smartfonów. Przejęcie Intela byłoby więc symbolicznym wydarzeniem i zmianą warty w sektorze technologicznym
KK



















































