Ostrej obniżce stóp procentowych w Rezerwie Federalnej towarzyszył brak zmian w trzech wielkich bankach centralnych świata. Ceny pieniądza nie zmienili ani Anglicy, ani też Chińczycy i Japończycy.


Kierownictwo Rezerwy Federalnej w środę zdecydowało się na ostrą, 50-punktową obniżkę stóp procentowych. Równocześnie przewodniczący Powell dość nieudolnie usiłował przekonywać, że ta w swej istocie „awaryjna” obniżka jest jedynie „rekalibracją” polityki pieniężnej, a gospodarka USA jest w dobrym stanie. Na razie rynki finansowe udają, że wierzą w tą narrację, czego przejawem są nowe szczyty na S&P500 i Dow Jonesie.
Tym razem Amerykanie dość długo trzymali względnie wysokie stopy procentowe. Cena kredytu w Fedzie utrzymywana była na podwyższonym poziomie przez 14 miesięcy, a więc tylko o miesiąc krócej niż w rekordowym pod tym względem okresie (2006-07) przed Wielkim Kryzysem Finansowym. Wcześniej poluzowanie polityki pieniężnej zaczęło się m.in. w Szwajcarii (i to już w marcu), strefie euro (w czerwcu), Wielkiej Brytanii (w sierpniu), Kanadzie czy Szwecji.
W ten sposób w ostatnich miesiącach rozpoczął się globalny cykl luzowania polityki pieniężnej po tym, jak w latach 2022-23 byliśmy świadkami najgwałtowniejszego od 40 lat jej zaostrzenia. Zwykle Fed odgrywa tu rolę „przywódcy watahy” i inne wielkie banki centralne podążają jego śladem. Tym razem jest jednak trochę inaczej. Raz, że Fed nie jest pierwszy. A dwa, że władze monetarne innych krajów nie podążają ślepo jego tropem.
Było to widać w tym tygodniu. Bank Anglii w czwartek nie zdecydował się na drugą w tym cyklu obniżkę stóp procentowych. Ale zamiast tego wdrożył „ilościowe zacieśnienie” (QT) polityki pieniężnej poprzez redukcję rezerw bankowych o 100 miliardów funtów w horyzoncie następnych 12 miesięcy. Przypomnijmy tutaj, że wielu bankierom centralnym nadal nie udało się zdusić presji inflacyjnej i w największych gospodarkach świata inflacja CPI nadal przewyższa dopuszczalne 2%. W Stanach Zjednoczonych w sierpniu było to 2,5%, w strefie euro 2,2%, a w Japonii 3,0%. Wielka Brytania też nie jest wolna od tego problemu – sierpniowy CPI rósł tam o 2,2% rdr.

Znacznie ważniejsze były jednak decyzje, które w piątek w nocy ogłoszono w Azji. Ludowy Bank Chin po kilku niewielkich obniżkach tym razem utrzymał jednoroczną stopę pożyczkową bez zmian na poziomie 3,35%. To najniższy poziom w historii, ale i tak względnie wysoki zważywszy na fakt, że oficjalna inflacja CPI w Chinach od 1,5 roku nie przekracza 1%, a zimą notowano tam nawet „świńską” deflację.
„Samuraje” dają na wstrzymanie
Z kolei z następną podwyżką stóp procentowych wstrzymał się Bank Japonii, który na piątkowym posiedzeniu pozstowił główną stopę procentową bez zmian, na poziomie 0,25%. Przypomnijmy tylko, że pod koniec lipca BoJ zaskoczył rynek podwyżką stopy referencyjnej z 0,1% do 0,25%. Nawet taka kosmetyczna podwyżka doprowadziła do krachu na giełdzie w Tokio. Reperkusje zamykania spekulacji typu carry trade na początku sierpnia doprowadziły do silnych spadków na globalnych rynkach akcji, nie omijając przy tym naszej GPW.
Bank Japonii ma jednak poważny problem i wygląda na to, że w najbliższej przyszłości będzie jednak musiał nadal podnosić stopy procentowe pomimo ich spadku w Stanach Zjednoczonych i strefie euro. Chodzi o to, że japońska inflacja nie dość, że utrzymuje się na podwyższonym poziomie, to jeszcze rośnie. W sierpniu wskaźnik CPI rósł w tempie 3,0% rdr, a więc najszybciej od października ’23. Bazowa inflacja CPI przyspieszyła z 2,7% do 2,8% przy celu inflacyjnym na poziomie 2%. W ten sposób Japonia ma jedne z najgłębiej ujemnych realnych stóp procentowych w swojej historii, podczas gdy w świecie Zachodu cena pieniądza wyraźnie przewyższa inflację za ostatnie 12 miesięcy. Na dłuższą metę taka sytuacja jest nie do utrzymania.
Reasumując, działający przez ostatnie 40 lat w miarę zgodnie kartel bankierów centralnych powoli się sypie. Widać to już było w poprzednich dwóch latach, gdy każdy walczył z inflacją na własną rękę. Teraz każdy duży bank centralny podejmuje decyzje bez oglądania się na Fed, starając się pobudzić wzrost gospodarczy pomimo wciąż nierozwiązanego problemu inflacyjnego.
W tym kontekście interesująca wygląda przypadek Polski, gdzie NBP po dwóch przedwczesnych, przedwyborczych cięciach sprzed roku utrzymuje stopy procentowe na niezmienionym poziomie i nie wykazuje ochoty do ich obniżania w najbliższej przyszłości. Spekuluje się, że do pierwszej obniżki stopy referencyjnej NBP może dojść dopiero w drugiej połowie 2025 roku. Czyli ponad rok po pierwszych obniżkach na Zachodzie.































































