Najprawdopodobniej zmieni się prawo zamówień publicznych. Przetargi trzeba będzie ogłaszać tylko dla przedsięwzięć, których wartość wyniesie co najmniej 30 tys. euro. Posłowie PO proponują nawet zwiększenie tego limitu do 50 tys. euro.
Obecnie przetarg rozpisuje się, gdy szacunkowa wartość zamówienia przekracza 14 tys. euro. Po zmianach próg ten będzie dwukrotnie wyższy. Zdaniem komentatorów - to dobre rozwiązanie dla urzędów, ale niekoniecznie korzystne dla firm.
Zdaniem zwolenników nowelizacji prawa wartość zamówienia publicznego, od której należy organizować przetarg, powinna wzrosnąć. Pozwoli to obniżyć koszty przeprowadzania przetargów. Urzędnicy narzekają na papierkową robotę i wydłużające się procedury nawet przy prostych inwestycjach.
![]() | »VAT, dyskonty i złodzieje - największe bolączki sklepikarza |
Z drugiej strony mamy przedsiębiorców, którzy obawiają się, że zwiększenie progu wyłączy małe i średnie firmy z możliwości ubiegania się o realizację zamówień publicznych. Dodają, że im wyższe progi, tym większe ryzyko korupcyjne.

Polska nie jest najbogatszym państwem w Europie. Nowy proponowany limit sugeruje jednak, że będziemy należeć do czołówki najdroższych krajów, gdzie wydatki rzędu 58 tys. zł to za mało, by informować o tym obywateli - często przedsiębiorców, którzy mogliby wziąć udział w organizowanym przetargu i wygrać. Dlatego trudno nie zgodzić się z przeciwnikami podnoszenia progu, którzy twierdzą, że negatywnie wpłynie to na konkurencję. Z szacunków UZP wynika, że po podwyższeniu limitu do ponad 120 tys. zł nie trzeba będzie obejmować procedurą przetargową 25% zamówień.
Polska najdroższym państwem UE
Przeciętnie w większości krajów Unii Europejskiej próg wartości zamówienia, od którego należy organizować przetarg, wynosi 15 tys. euro. W Irlandii to 25 tys. euro, na Litwie - 3 tys. euro. Słowem, polski próg może okazać się jednym z najwyższych w całej Unii Europejskiej. Nawet we Francji limit ustalono na poziomie 15 tys. euro.
Wysokie koszty organizacji przetargów oraz wydłużające się procedury to niewątpliwie uciążliwe kwestie, które są argumentem za podniesieniem progu. Z drugiej strony debata toczy się o sposób wydatkowania pieniędzy publicznych. W tym wypadku bardziej zasadne wydawałoby się uproszczenie i skrócenie procedur niż zwiększanie limitu, który przecież nie odbiega od europejskiej średniej.
Łukasz Piechowiak
Główny ekonomista Bankier.pl
































































