Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa opublikowało projekt rozporządzenia, który nałożyłby na deweloperów i miasta obowiązek budowy stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Taka propozycja wydaje się ciekawa ze względu na rosnącą popularność tego typu aut, ale czy aby na pewno wspieranie rynku "elektryków" powinno zaczynać się od tej strony?
O projekcie Rozporządzenia z dnia 11 maja 2016 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie pisaliśmy już na łamach Bankier.pl, przywołując zmiany, jakie miałoby zaprowadzić w przypadku nowo budowanych mieszkań (przeczytaj: "Rząd zakaże kuchenek gazowych w kawalerkach?"). W tym samym dokumencie znalazł się zapis dotyczący tematu samochodów elektrycznych. Jego postanowienia wiązałyby się dodatkowymi kosztami inwestycji dla deweloperów i mogłyby uszczuplić budżety jednostek samorządu terytorialnego – musieliby finansować budowę stacji ładowania dla "elektryków". Pytanie tylko, czy jest już komu te ładowarki stawiać?
Ładowarki tylko w dużych miastach
Ładowarki miałyby stać się obowiązkowym wyposażeniem parkingów przy budynkach mieszkalnych wielorodzinnych i budynkach użyteczności publicznej. Jeśli projekt przejdzie konsultacje i zostanie przyjęty, po dwóch latach stacje ładowania mogą stać się stałym elementem polskiego krajobrazu. Ambicje dotyczą jednak tylko większych miast.
Zobacz także
Zgodnie z treścią rozporządzenia, powyższe wymagania obowiązywałyby jedynie w miastach liczących ponad 100 tys. mieszkańców, w których zarejestrowano powyżej 60 tys. pojazdów, zachowując wskaźnik motoryzacji na poziomie co najmniej 400 pojazdów na 1000 mieszkańców. Zgodnie z danymi GUS-u za 2013 r., pierwszy warunek spełnia 39 miast. Dwa kolejne wymogi wykluczą co najwyżej kilkanaście z tych. Pewne natomiast byłyby ładowarki w m.in. Warszawie, Wrocławiu, Krakowie czy Poznaniu.
W największych miastach samorządy i prywatni przedsiębiorcy już jednak zadbali o to, by w centrum pojawiło się od kilku do nawet kilkunastu stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Nie zawsze są darmowe, ale zaczątki infrastruktury ratującej kierowców "elektryków" w mieście zostały już zrealizowane. Dlatego należałoby się zastanowić czy resort, chcąc zachęcić do zaangażowania się Polaków w rozwój rynku samochodów z alternatywnym napędem, nie powinien tego wesprzeć w inny sposób. Tym bardziej, że dzienniki lokalne już pisały o tym, że ładowarki nie cieszą się dużą popularnością.

Start w złym miejscu?
Pisaliśmy już o rządowych programach napędzających sprzedaż samochodów elektrycznych, uchodzących za dużo bardziej ekologiczne, w artykule "Dopłaty do elektryków w Polsce? Na pewno nie w najbliższej przyszłości". W większości przypadków te rozwiązania zaczynały się od dotacji lub zwolnienia z podatku od zakupu tego typu samochodu. Rozwiązania polegające na nadawaniu dodatkowych przywilejów kierującym "elektrykami" i rozszerzaniu sieci ładowarek pojawiały się dopiero w konsekwencji tego pierwszego ruchu.
O wsparcie dla właścicieli aut elektrycznych pytaliśmy już w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Ministerstwie Środowiska – w obu otrzymaliśmy odmowne odpowiedzi na pytanie, czy są prowadzone lub mają dopiero pojawić się programy finansowe wspierające zakup "elektryka" przez osoby prywatne.
Na zachodzie Europy takie akcje powoli są wygaszane, ponieważ spełniły założenia tamtejszych rządów – przyczyniły się do wzrostu liczby zarejestrowanych samochodów elektrycznych do określonego wolumenu. W Polsce samochodów elektrycznych jest mało i ta sytuacja jeszcze będzie się utrzymywać przez najbliższych kilka lat.
To rodzi obawy o sens wydawania pieniędzy podatników na stacje ładujące przy instytucjach użyteczności publicznej. Po co wydawać pieniądze na urządzenia, z których skorzysta zaledwie garstka osób? Szczególnie, że miałyby się one pojawić w największych miastach, w których co najmniej kilka ładowarek już z reguły funkcjonuje.
W rzeczywistości, nawet jeśli projekt rozporządzenia zostanie przyjęty jeszcze w tym roku, zapisy dotyczące wymogów budowy stacji ładowania zaczną obowiązywać dopiero po 2 latach. Wydaje się to być jednak wciąż zbyt krótkim okresem, żeby wydane na ten cel pieniądze nie okazały się zmarnowane.






























































