REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Rywalizacja Chin i USA na morzu: czy dojdzie do konfrontacji między mocarstwami?

2026-04-19 13:00
publikacja
2026-04-19 13:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Deklaracja prezydenta USA Donalda Trumpa, zakładająca koncentrację działań Waszyngtonu na półkuli zachodniej, jest zbieżna z planami rozbudowy amerykańskich sił morskich. Potencjał marynarki wojennej rozwijają także Chiny, co tworzy pole do zaostrzenia rywalizacji flot obu krajów.

Rywalizacja Chin i USA na morzu: czy dojdzie do konfrontacji między mocarstwami?
Rywalizacja Chin i USA na morzu: czy dojdzie do konfrontacji między mocarstwami?
fot. Evelyn Hockstein / /  Reuters / Forum

Trump ogłosił na początku 2026 r., że USA zbudują nowe okręty dla własnych sił morskich. Mają to być pancerniki, a nazwa okrętów tej klasy ma nawiązywać do nazwiska urzędującego prezydenta.

- Można odnieść wrażenie, że powstaje jedna z najbardziej osobliwych koncepcji w historii nowoczesnej marynarki wojennej. W zasadzie nie wiadomo do końca, jak cztery planowane okręty mają być wpisane w amerykańską doktrynę użycia marynarki wojennej – zauważył w rozmowie z PAP Sławek Zagórski, ekspert ds. wojskowości, publicysta „Newsweeka” i wp.pl.

Zwrócił przy tym uwagę, że równolegle planowana jest budowa mniejszych i bardziej elastycznych w działaniach okrętów, mających zastąpić niszczyciele klasy Arleigh Burke.

Nowe amerykańskie pancerniki mają być uzbrojone w pociski manewrujące i hipersoniczne (zgodnie z założeniami – 128 pionowych wyrzutni) oraz broń laserową i elektromagnetyczną. Koszt jednego okrętu ma wynieść 20-22 mld dolarów – i są to wstępne szacunki, jako że część systemów uzbrojenia, o których mowa (w tym zwłaszcza systemy laserowe i elektromagnetyczne) pozostaje nadal na etapie projektowania. Firma General Atomics prowadzi rozmowy z rządem USA w sprawie roli broni elektromagnetycznej (railgun) na pancernikach klasy Trump – napisał amerykański portal navalnews.com.

- Z takim zestawem uzbrojenia wychodzi skrzyżowanie krążownika rakietowego i atomowego okrętu podwodnego jako nosiciela broni jądrowej. Z tym, że pozbawionego głównego atutu, czyli skrytości działań – podkreślił Zagórski. Jego zdaniem to właśnie przewidywane koszty są największym zagrożeniem dla realizacji tego projektu.

Trump zapowiedział także dalszą rozbudowę amerykańskiej marynarki wojennej (US Navy) o kolejne okręty: m.in. trzy lotniskowce i 12-15 okrętów podwodnych. Trwają również prace nad samolotami wielozadaniowymi szóstej generacji (obecnie użytkowane F-35 należą do piątej), które, w założeniu, mają znaleźć się także na pokładach lotniskowców.

Wakacje na giełdzie

Te działania wpisują się w amerykańską strategię bezpieczeństwa narodowego, opublikowaną w grudniu 2025 r., gdzie za kluczowe uznaje się interesy USA na zachodniej półkuli oraz w regionie Azji Południowo-Wschodniej. Jest to obszar, gdzie interesy Stanów Zjednoczonych ścierają się z interesami innych krajów, przede wszystkim Chin, które również realizują program rozbudowy własnych sił morskich.

Chiny posiadają jak dotąd trzy własne lotniskowce (czwarty, o napędzie atomowym, jest w trakcie budowy; mowa jest także o przygotowaniach do budowy piątej jednostki), jednak dążą do dalszej rozbudowy swojego potencjału. Już obecnie chińska flota jest liczniejsza od amerykańskiej. Nie dotyczy to jak na razie lotniskowców i okrętów podwodnych o napędzie atomowym, choć w tym ostatnim przypadku chińska marynarka wojenna wyprzedziła już Rosję i zajmuje drugie po USA miejsce na świecie (USA posiadają 71 takich jednostek, Chiny 32, a Rosja 28).

Rywalizacja pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem dotyczy przede wszystkim kontroli nad akwenami morskimi, obejmującymi tzw. łańcuchy wysp, zlokalizowane na wschód od Chin - w tym Japonię, Tajwan i Filipiny, aż po kontynent australijski. Najbardziej „zapalnym” punktem w regionie pozostaje Tajwan, uważany przez Pekin za zbuntowaną prowincję. W listopadzie i grudniu 2025 r. chińska armia przeprowadziła rozbudowane ćwiczenia swoich sił morskich i lotniczych wokół Tajwanu, w tym organizując strzelania z użyciem ostrej amunicji w rejonach bezpośrednio przylegających (lub, zdaniem władz w Tajpej, naruszających) wody terytorialne Tajwanu. Regularnie dochodzi także do incydentów z udziałem okrętów straży przybrzeżnej państw regionu oraz kutrów rybackich.

Chiny posiadają rozbudowane formacje paramilitarne, w skład których wchodzą również cywilne jednostki pływające, prowadzące działania także na korzyść chińskiej floty (m.in. misje wywiadowcze czy częściowej blokady akwenów morskich).

Największym hipotetycznym zagrożeniem w tym kontekście byłaby chińska próba siłowego przejęcia kontroli nad Tajwanem - dokonania inwazji z wykorzystaniem sił morskich i lotniczych. Wiadomo, że chińska armia od dłuższego czasu przygotowuje się do realizacji takiego scenariusza: poza lotniskowcami budowane są także okręty innych typów, w tym desantowe, jak również jednostki pomocnicze – m.in. takie, które mają za zadanie służyć jako mobilne porty, pozwalające na rozładunek wojsk i zaopatrzenie ich bez korzystania z infrastruktury portowej (porty, jako obiekty strategiczne, są zwykle silnie fortyfikowane i bronione). Nie musi to jednak oznaczać, że taki scenariusz doczeka się realizacji.

- Chińska polityka wobec Tajwanu jeszcze przez jakiś czas pozostanie ostrożna. Chińczycy wojskowo nadal nie są gotowi, byłaby to bardzo skomplikowana operacja – powiedział w rozmowie z PAP dr Tomasz Smura, dyrektor programu bezpieczeństwa międzynarodowego w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, autor książki pt. „Między nadzieją a strachem. Polityka państw regionu Indo-Pacyfiku wobec wzrostu potęgi Chin”.

Smura dodał, że jest to teren trudny pod względem wojskowym. Konieczna jest przeprawa przez Cieśninę Tajwańską, a ponadto sama wyspa to, poza terenami zurbanizowanymi, głównie góry i rozległe lasy, gdzie trudno prowadzi się działania ofensywne, a dużo łatwiej - obronne. Czynnikiem odstraszającym jest także armia Tajwanu. - To 300 tys. żołnierzy w czasie pokoju i ponad milion w rezerwie, wyposażonych w nowoczesny sprzęt, kupowany głównie w USA – podkreślił rozmówca PAP.

Głównym wyzwaniem dla USA i czynnikiem wpływającym na ich decyzję o ewentualnej interwencji w obronie Tajwanu pozostaje logistyka - przede wszystkim oddalenie amerykańskich baz w regionie (takich jak Guam czy Okinawa) od kontynentu amerykańskiego. Tym bardziej, że Chiny posiadają i rozwijają zdolności rażenia bliskiego i średniego zasięgu, celem których mogłyby być amerykańskie instalacje wojskowe w regionie (np. pocisk balistyczny średniego zasięgu DF-26, określany jako „Guam killer” – przeznaczony w założeniu do atakowania baz takich jak ta na Guam na Wyspach Mariańskich).

Nie jest jasne, jaka byłaby reakcja USA na zaostrzenie się sytuacji w regionie. - Trudno ocenić, jak zareagowałaby Ameryka, ale Tajwan był zawsze traktowany jako priorytet, w każdym z trzech wcześniejszych kryzysów tajwańskich – zauważył Smura. Dodał, że w nowej strategii bezpieczeństwa USA Tajwan jest jednym z niewielu krajów wspomnianych wprost, a sam dokument zakłada kontynuację polityki USA, także jeśli chodzi o gwarancje bezpieczeństwa. - Ze względu na te czynniki ryzyko chińskiej operacji wojskowej wobec Tajwanu można ocenić jako niskie – podsumował analityk.

Mimo małego prawdopodobieństwa otwartej wojny, z analizy opracowanej przez CNN wynika, że po 2020 r. Chiny zwiększyły o 60 proc. produkcję konwencjonalnych pocisków, także manewrujących i przeciwokrętowych. Ponadto, Pekin uważnie obserwuje przebieg działań wojennych na Ukrainie, a także operacji Izraela i USA przeciwko Iranowi z czerwca 2025 r. i - przede wszystkim - wojny, która rozpoczęła się 28 lutego 2026 r., w tym zwłaszcza pod kątem skuteczności amerykańskich systemów przeciwrakietowych, takich jak Patriot i THAAD.

To, co widać po kilku tygodniach działań (i co z pewnością nie uszło uwadze Chin), to problemy z obroną przed atakami dronowymi, jakie miały siły amerykańskie i kraje regionu wobec uderzeń irańskich bezzałogowców typu Shahed i podobnych. Innym istotnym problemem jest zagrożenie związane z potencjalnym zaminowaniem przez Iran kluczowych akwenów, takich jak cieśnina Ormuz.

Marynarka wojenna USA wycofała ze służby większość wyspecjalizowanych okrętów przeciwminowych (chodzi o trałowce typu Avenger; w służbie pozostają nadal cztery, dwa z nich mają być w drodze do regionu Zatoki Perskiej). Jest to też obszar, w którym wiele pozostaje do nadrobienia, jeśli chodzi o opracowanie i wdrożenie do służby jednostek odpowiednich do tego zagrożenia. Wydaje się to tym istotniejsze, że ewentualny konflikt Waszyngtonu z Pekinem niekoniecznie przyjmie formę otwartej i pełnoskalowej wojny.

Dariusz Materniak (PAP)

mad/ rtt/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (2)

dodaj komentarz
miketheripper
ęW zasadzie nie wiadomo do końca, jak cztery planowane okręty mają być wpisane w amerykańską doktrynę użycia marynarki wojennej – zauważył w rozmowie z PAP Sławek Zagórski, ekspert ds. wojskowości, publicysta „Newsweeka” i wp.pl. "


Bo to trzeba zapytać eksperta ds terroryzmu he he
polonu
Ameryka szuka guza kto szuka ten znajdzie wszyscy pobłażają , do czasu.

Powiązane: Wojna handlowa Chiny-USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki