Zwolennicy ograniczania powierzchni użytkowej domów i mieszkań zorganizowali swój własny ruch społeczny. Przyglądamy się temu ciekawemu zjawisku.


Eksperci portalu RynekPierwotny.pl niedawno przygotowali dla czytelników Bankier.pl interesujący artykuł na temat zalecanej przez naukowców proekologicznej redukcji metrażu. Wspomniany tekst wywołał spore kontrowersje i był szeroko komentowany. Trudno się temu dziwić, bo perspektywa zamieszkania na 14 metrach kwadratowych przez jedną osobę nie wydaje się szczególnie kusząca - nawet w naszym kraju, gdzie mieszkania i domy nadal są dość zatłoczone. Tym razem eksperci RynekPierwotny.pl postanowili poruszyć dość podobny temat, który również nie był często prezentowany w Polsce. Mowa o ruchu małych domków (ang. tiny house/small house movement), którego uczestnicy promują zamieszkanie w kompaktowym lokum.
Zwolennicy małych domów zaczęli się jednoczyć w USA
Stany Zjednoczone raczej trudno kojarzyć z mieszkaniową wstrzemięźliwością. Tamtejsze domy należą bowiem do największych na świecie i przeciętnie liczą sobie około 180 mkw. Warto też wspomnieć, że typowy mieszkaniec USA obecnie ma do dyspozycji ponad dwa razy większy metraż (65 mkw.), aniżeli Polak (29 mkw.). Zatem fakt, że ruch małych domów narodził się właśnie w USA, z pozoru może wydawać się nieco dziwny. Taka sytuacja prawdopodobnie stanowiła jednak odpowiedź na problemy, które wynikają z dość dużego zadłużenia mieszkaniowego Amerykanów i pogoni za coraz większym lokum postrzeganym jako wyznacznik statusu społecznego.
Amerykańscy zwolennicy opisywanego ruchu argumentują, że wielu mieszkańców USA wydaje nawet 30-50% swojego dochodu na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych. Wysoki poziom obciążenia wydatkami mieszkaniowymi to jeden z czynników, które sprawiają, że ponad 60% Amerykanów żyje „od pierwszego do pierwszego” i nie może zgromadzić większych oszczędności. Ruch małych domków nieprzypadkowo zaczął zdobywać większą popularność po tąpnięciu na amerykańskim rynku nieruchomości (lata 2007-09). Wtedy wielu dłużników straciło lokum kupione na ryzykowny kredyt. Wspomniane wydarzenia sprawiły, że zainteresowanie małymi domami wzrosło również w kontekście pomocy dla osób bezdomnych i pozbawionych dochodów.
Mały dom ma być tylko jednym z elementów stylu życia
Niewielki metraż zakupionego lub wynajmowanego domu to z pewnością wyróżnik opisywanego ruchu. Chodzi o powierzchnię nieprzekraczającą 400 stóp kwadratowych (ok. 37 mkw.). Czasem mówi się także o mniej radykalnych postulatach, których zwolennicy ograniczają rozmiar posiadanych „czterech kątów” do 1000 stóp kwadratowych (ok. 93 mkw.). Taki metraż jest o wiele bardziej akceptowalny dla Polaków i przywodzi na myśl powierzchnię wielu mniejszych szeregówek. Natomiast w specyficznych amerykańskich warunkach część sympatyków ruchu małych domków buduje swoje lokum na bazie przyczepy kempingowej.

Ruch małych domków nie ma bardzo jednolitej podbudowy światopoglądowej. Jego uczestnicy zwykle zwracają jednak uwagę, że mały dom jest tylko elementem stylu życia odrzucającego konsumpcjonizm, materializm oraz działania negatywnie wpływające na środowisko naturalne. Sympatycy ruchu małych domów czasem odwołują się do spuścizny, jaką pozostawił po sobie Henry David Thoreau (1817 r. - 1862 r.) - transcendentalista oraz autor m.in. zbioru esejów pod tytułem „Walden, czyli życie w lesie”. Licząca około 15 mkw. chatka, którą nad stawem Walden zbudował Thoreau, obecnie jest wzorem do naśladowania dla wielu zwolenników mieszkaniowego minimalizmu.
„Domkowi” minimaliści nie wzbudzają kontrowersji
Aktualnie ruch małych domków nie jest już wyłącznie amerykańskim fenomenem. Jego naśladowców znajdziemy między innymi w Australii, Kanadzie, Nowej Zelandii, Niemczech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii oraz Szwecji. Po sprawdzeniu informacji z internetu można wywnioskować, że w Polsce idea małych domów również cieszy się pewnym zainteresowaniem. Niezależnie od miejsca zamieszkania zwolennicy mieszkaniowego minimalizmu nie wzbudzają szczególnych kontrowersji. Ich ruch jest bowiem zdecentralizowany i skupia się przede wszystkim na indywidualistycznym podejściu do idei minimalizmu. To przeciwieństwo pomysłów zakładających ingerencję państwa w celu ograniczania powierzchni mieszkaniowej oraz zużycia zasobów.
Andrzej Prajsnar





























































