Według częściowych wyników partia władzy Jedna Rosja otrzymała 57,54 proc. głosów w krytykowanych przez ekspertów i zachodnich polityków wyborach do Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu – poinformowała w niedzielę Centralna Komisja Wyborcza (CKW).


Częściowe wyniki
Według badań exit poll państwowego ośrodka WCIOM i instytutu INSOMAR, do Dumy wejdą również lojalne wobec Kremla ugrupowania: Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF), Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR), Sprawiedliwa Rosja i Nowi Ludzie.
Wybory do 450-osobowej Dumy rozpoczęły się już w piątek. W ramach systemu mieszanego połowę, tj. 225 deputowanych wybrano w jednomandatowych okręgach wyborczych; druga połowa mandatów obsadzana jest z kolei w głosowaniu proporcjonalnym na federalne listy partii politycznych.
Według informacji CKW, frekwencja o godz. 20.55 (czasu moskiewskiego) wyniosła 56,66 proc. Tylko w pierwszych dwóch dniach wyborów zagłosowało ponad 44 proc. wyborców, a większość głosów (29 proc.) oddano w piątek, który dla większości wyborców był dniem roboczym.
Żadna partia opozycyjna nie została dopuszczona do udziału w wyborach. W połowie sierpnia rosyjski Sąd Najwyższy odrzucił apelację złożoną przez antywojenną partię Jabłoko w sprawie zakazania jej udziału w wyborach; według sondaży miała ona szansę na przekroczenie 5-procentowego progu wyborczego.
Lider Jabłoka Nikołaj Rybakow demonstracyjnie unieważnił swoją kartę do głosowania, wpisując na niej nazwę swojej partii oraz hasło „Za pokojem”. Wcześniej wzywał on do oddawania nieważnych głosów, z wyjątkiem okręgów jednomandatowych, gdzie startowali kandydaci Jabłoka.
Przebywający na emigracji rosyjscy działacze opozycyjni Julia Nawalna i Maksim Kac zaapelowali jeszcze przed początkiem wyborów, aby oddawać głosy na dowolną listę partyjną przeciwko Jednej Rosji. W okręgach jednomandatowych wyborcy byli przez nich zachęcani do głosowania na najsilniejszego kandydata, którego „wysoki wynik byłby nieprzyjemny dla Kremla i Jednej Rosji”.
Awaria systemu do głosowania
W Moskwie doszło w niedzielę do awarii elektronicznego systemu spisu wyborców, co tymczasowo uniemożliwiło wydawanie papierowych kart do głosowania. W sobotę z kolei władze informowały o licznych atakach na systemy wyborcze i linie komunikacyjne; zapewniły jednak, że sytuacja jest pod kontrolą.
Atak dronowy na obwód moskiewski
Ukraina przeprowadziła w niedzielę największy atak dronowy na obwód moskiewski, w wyniku którego zginęły trzy osoby; trafiona została również stołeczna rafineria, jeden z największych tego typu zakładów w Rosji. Mer Moskwy Siergiej Sobianin napisał w Telegramie o „bezprecedensowym ataku” w celu zakłócenia wyborów. Ponadto w wyniku ataku dronem w kontrolowanej przez Rosję części obwodu chersońskiego na Ukrainie zginęły dwie osoby, w tym urzędnik wyborczy.
Kreml traktował wybory do Dumy jako manifestację poparcia dla żołnierzy walczących na wojnie przeciwko Ukrainie. Na listach Jednej Rosji i partii lojalnych wobec władz znalazło się wielu żołnierzy, którzy walczyli przeciwko Ukrainie. Wzywając w środę do udziału w głosowaniu prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził, że oddanie głosu pomoże zapewnić zwycięstwo i będzie demonstracją odporności narodowej w obliczu zewnętrznej presji.
Wybory do Dumy Państwowej były krytykowane przez ekspertów i przedstawicieli państw zachodnich jako niedemokratyczne. W piątek rzecznik Komisji Europejskiej Christian Wigand ocenił, że „sposób przeprowadzenia wyborów do rosyjskiej Dumy pokazuje erozję demokracji w Rosji”, a „Kreml pozbawił wyborców możliwości prawdziwego wyboru”.
Organizację głosowania na okupowanych terytoriach Ukrainy skrytykowało ukraińskie MSZ. „Żadne »głosowanie« organizowane przez Rosję pod lufami karabinów nie zmienia uznanego międzynarodowo statusu tych terytoriów” – przypomniał w piątkowym oświadczeniu ukraiński resort.
W niedzielę również polskie MSZ stanowczo potępiło przeprowadzenie przez Rosję wyborów na okupowanych terytoriach Ukrainy, a także w Naddniestrzu, Osetii Południowej i Abchazji. Według resortu, pseudo-wybory organizowane przez rosyjskiego okupanta nie wywołują skutków prawnych.
Jak informował ukraiński wywiad wojskowy (HUR), po wyborach do Dumy władze rosyjskie planują przeprowadzić mobilizację. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekazał pod koniec sierpnia, powołując się na HUR, że Rosja chce w powszechnej mobilizacji wcielić do armii kilkaset tysięcy ludzi do końca roku i w kolejnej fali w 2027 r.(PAP)
mrf/ kj/






























































