REKLAMA
RAPORT BANKIER.PL

Ekspertka NASK o „praniu informacji”: rosyjski przekaz może wracać jako „wiadomość z Chin”

2026-09-20 19:20
publikacja
2026-09-20 19:20
Dodaj Bankier.pl w Google

Informacja przedstawiana jako pochodząca z chińskiego źródła może być dla części polskich odbiorców bardziej wiarygodna niż przekaz bezpośrednio z Rosji – ocenia Patrycja Krzyśpiak z NASK. Jej zdaniem potrzebna jest większa świadomość zagrożeń informacyjnych związanych z Chinami.

Ekspertka NASK o „praniu informacji”: rosyjski przekaz może wracać jako „wiadomość z Chin”
Ekspertka NASK o „praniu informacji”: rosyjski przekaz może wracać jako „wiadomość z Chin”
fot. HakanGider / / Shutterstock

Patrycja Krzyśpiak, ekspertka Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK – PIB, w rozmowie z PAP komentuje wyniki raportu „Rosyjski głos za Wielkim Murem: współpraca rosyjsko-chińska na przykładzie narracji dotyczących Polski”, którego jest autorką.

Opisuje w nim m.in. mechanizm tzw. „prania informacji”. Polega on na przenoszeniu propagandowej lub dezinformacyjnej narracji do innego medium albo kanału, przez co jej pierwotne źródło staje się dla odbiorcy mniej widoczne. Przekaz obecny w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej może np. zostać powielony przez chińskie media lub platformy, a następnie trafić do kolejnych odbiorców jako materiał pochodzący ze źródła chińskiego.

– Informacja podpisana jako ta z chińskiego źródła niesie za sobą większą wiarygodność niż ta ze źródła rosyjskiego, chociażby ze względu na podstawowy fakt, że Chiny nie prowadzą obecnie przeciw Polsce zakrojonych na szeroką skalę działań hybrydowych, które łączą się również z aktami kinetycznej agresji. W tym kontekście przeciętnemu odbiorcy trudno jest widzieć w nich zagrożenie dla naszego kraju – mówi Krzyśpiak.

Ekspertka zastrzega jednak, że nie zawsze można odtworzyć drogę konkretnego przekazu i wykazać, że trafił on z Rosji przez Chiny do Polski czy innych państw europejskich. – Dany przekaz często zostanie powielony przez pokaźną liczbę kanałów, zanim dotrze do infosfer europejskich. Problemem jest też fakt, że kanały rosyjskie i prorosyjskie same z siebie również emitują dany przekaz na rynek zachodni, w związku z czym często niemożliwe jest określenie „co było pierwsze” – wyjaśnia.

W raporcie mowa jest więc o ryzyku występowania takiego mechanizmu, a nie o udowodnieniu, że każdy analizowany przekaz przebył drogę Rosja–Chiny–Europa. Zdaniem Krzyśpiak problemem pozostaje stosunkowo niska świadomość zagrożeń informacyjnych związanych z Chinami.

Scammingout

– Często mylimy dezinformację z propagandą, co prowadzi do konkluzji, że „chińskiej dezinformacji nie ma” albo jest jej bardzo mało, w związku z czym nasz kraj nie jest celem operacji informacyjno-kognitywnych Chińskiej Republiki Ludowej – mówi ekspertka.

NASK określa dezinformację jako celowe rozpowszechnianie fałszywych lub wprowadzających w błąd treści w celu uzyskania korzyści. Propaganda służy natomiast wpływaniu na opinie i postawy odbiorców na rzecz określonych idei lub interesów i nie musi opierać się wyłącznie na fałszywych informacjach.

– Potrzebne jest zwiększanie świadomości społecznej na temat tych zagrożeń – czym one są, z czego wynikają, z jakiego systemu się biorą – podkreśla ekspertka.

W kontekście europejskim ekspertka wskazuje również na potrzebę bardziej zdecydowanych działań wobec podmiotów i osób, które – według jej oceny – są zaangażowane w realizowanie interesów informacyjnych Rosji i Chin.

Jak czytamy w raporcie, w chińskiej infosferze zidentyfikowano 966 materiałów dotyczących Polski, które zawierały treści identyczne lub niemal identyczne z rosyjską propagandą i dezinformacją. Najwięcej – 523 – znaleziono na Weibo, a 255 na platformie Sina. Pozostałe pojawiały się m.in. w Xinhua, CCTV, Baidu i Douyin.

– Tym, co nas zaskoczyło i nadal do pewnego stopnia zaskakuje w badaniu chińskiej infosfery, jest systematyczność i ciągłość pokrywających się z przekazem rosyjskim narracji dezinformacyjnych i propagandowych na temat Polski. Wszystkie opisane w raporcie narracje są bardzo wyraźnie widoczne również dzisiaj – mówi Krzyśpiak.

Najczęściej Polska przedstawiana była jako państwo prowadzące „konfrontacyjną i agresywną politykę zagraniczną”. Inne przekazy obarczały NATO odpowiedzialnością za konflikty w Europie Wschodniej, przedstawiały Polskę jako kraj nadmiernie się militaryzujący, a Unię Europejską – jako politycznie i społecznie niestabilną.

Pojawiały się także treści quasi-historyczne i rewizjonistyczne, m.in. fałszywe przekazy przypisujące Polsce odpowiedzialność za rozbiory, a nawet za wybuch II wojny światowej. Krzyśpiak zwraca uwagę, że użyteczne mogą być nawet przekazy wzajemnie sprzeczne, jeśli służą wzmacnianiu narracji antyzachodniej. Jako przykład podaje obraz „tradycyjnej Polski”, przedstawianej raz jako „zaścianek”, a innym razem jako „przedmurze cywilizacji”, np. ze względu na sprzeciw wobec migracji.

Według ekspertki Rosja i Chiny mogą mieć odmienne cele w konkretnych sprawach, ale ich przekazy spotykają się na poziomie szerszej narracji dotyczącej Zachodu.

– Rosja i Chiny faktycznie mają inne cele informacyjne na poziomie taktycznym – czyli realizacji konkretnych, partykularnych interesów, ale na poziomie strategicznym cel jest jeden: podważenie obecnego porządku światowego opartego na dominacji szeroko rozumianego Zachodu, czyli przede wszystkim USA, NATO i UE – ocenia Krzyśpiak.

Jak tłumaczy, Polska może być wykorzystywana do wzmacniania takiej narracji m.in. ze względu na swoją pozycję na wschodniej flance NATO i sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.

Ekspertka podkreśla, że nie chodzi o „przejmowanie” chińskiej przestrzeni informacyjnej przez Rosję. Rosyjskie media i kanały polityków działają w niej legalnie, m.in. na mocy porozumień o wymianie informacji, jednak – jak wskazuje – zdecydowana większość materiałów zawierających narracje zbieżne z przekazem Kremla pochodzi z kanałów chińskich.

Krzyśpiak zwraca uwagę, że chińska przestrzeń informacyjna jest ściśle kontrolowana.

– Nie ma możliwości, żeby treści o charakterze politycznym, bo tego najczęściej dotyczą dezinformacyjne wpisy na temat Polski, mogły swobodnie wędrować po mediach społecznościowych bez cichego przyzwolenia Wydziału Propagandy chińskiego KC – ocenia.

Jak dodaje, treści, których nie ma w oficjalnych przekazach Xinhua, CCTV czy głównych dzienników rządowych, mogą pojawiać się w mediach społecznościowych. Gdy zwraca się uwagę na narracje uderzające w wizerunek Polski, argumentem podmiotów chińskich i prochińskich jest – według ekspertki – to, że pochodzą one jedynie z anonimowych kanałów na Weibo czy Sina. – To sprytny zabieg – ocenia Krzyśpiak.

Jako przykład szerszego mechanizmu wskazuje narrację o „nowym ładzie światowym”, w której Rosja i Chiny przedstawiane są jako obrońcy cywilizacji i pokoju oraz alternatywa dla Zachodu. Według ekspertki taki przekaz rozpowszechniany przez kanały chińskie może trafiać również do osób, które nie chcą być kojarzone z poglądami prorosyjskimi.

Krzyśpiak podkreśla, że takie działania należy rozpatrywać w długiej perspektywie.

– Nikt nie oczekuje, że Polacy za rok „pokochają” Rosję i Chiny – wystarczy, że przekazy będą systematycznie wzmacniać erozję zaufania do państwa, do organizacji takich jak UE czy NATO, a także przekonywać, że miejsce naszego kraju cywilizacyjnie leży na wschodzie – ocenia.

Ekspertka zwraca też uwagę na zmianę sposobu postrzegania Chin. Jak mówi, badania niezależnych ośrodków wskazują, że w ostatnich latach sposób postrzegania Chin przez Europejczyków, w tym Polaków, uległ poprawie.

– A przecież Chiny nie zaczęły nagle przestrzegać praw obywatelskich i praw człowieka, nie zaprzestały represji na tle narodowościowym, nie zaprzestały agresywnych działań w basenie Morza Południowochińskiego – wręcz przeciwnie, od 2012 r. stopniowo obserwujemy zwrot reżimu autorytarnego w kierunku, który można nazwać totalitarnym. Chiny nie zaprzestały też współpracy z Rosją, która objawia się m.in. wsparciem technologicznym i militarnym w kontekście wojny w Ukrainie. A jednak część osób patrzy na ten model polityczno-społeczny i widzi w nim „panaceum” na problemy liberalnych demokracji. Nie jest to przypadkowa zmiana – mówi Krzyśpiak.

Analiza objęła okres od 7 stycznia do 31 sierpnia 2025 r. Przez osiem miesięcy eksperci Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK – PIB monitorowali ponad 25 chińskich kanałów medialnych, m.in. Xinhua, CCTV, Baidu, Sina i Weibo. Monitoring internetu i mediów społecznościowych połączono z ręczną analizą materiałów.

Analiza dotyczyła Polski i ma być punktem wyjścia do dalszych badań obejmujących inne kraje regionu i Europy. Krzyśpiak zapowiada również kolejną publikację Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK dotyczącą współpracy Rosji i Chin w polskiej przestrzeni informacyjnej.(PAP)

wl/ bar/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Cyberbezpieczeństwo

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki