REKLAMA
ZAPISY

Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 11.07.2022 r.

2022-07-12 07:16
publikacja
2022-07-12 07:16

O rozkazie prezydenta Zełenskiego mówił też ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow w wywiadzie dla poniedziałkowego wydania dziennika "The Times". "Ukraina gromadzi liczące milion żołnierzy siły, wyposażone w zachodnią broń, aby odzyskać okupowane przez Rosję tereny na południu kraju. (...) Prezydent wydał rozkaz najwyższemu dowódcy wojska, aby opracował właściwe plany” - powiedział Reznikow.

Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 11.07.2022 r.
Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 11.07.2022 r.
fot. anmbph / / Shutterstock

Poniedziałek, 11 lipca, jest sto trzydziestym szóstym dniem inwazji Rosji na Ukrainę. 

» Służby: w ostrzale miasta Czasiw Jar Rosjanie użyli pocisków Iskander. Relacja z niedzieli, 10 lipca.

Władze: Kreml może przyłączyć obwody na wschodzie Ukrainy

Rosja może spróbować przyłączyć obwody ługański i doniecki Ukrainy do swojego terytorium, a następnie wykorzysta to, by w przypadku ukraińskiej kontrofensywy ogłosić w kraju powszechną mobilizację - powiedział w poniedziałek szef władz obwodu ługańskiego Serhij Hajdaj.

"Ich plan jest następujący: zajmują obwody ługański i doniecki (na wschodzie Ukrainy), od razu przeprowadzają referendum, podejmują decyzję o wejściu tych terytoriów w skład Federacji Rosyjskiej, a następnie, kiedy Ukraina będzie już prowadzić kontrofensywę i wyzwalać okupowane terytoria, Putin po prostu ogłosi, że Ukraina rozpoczęła wojnę przeciwko Rosji i dlatego należy ogłosić pełną mobilizację” – powiedział urzędnik w wywiadzie dla portalu Liwyj Bereh.

Dodał, że Ukraina może rozpocząć kontrofensywę jedynie wtedy, gdy będzie miała wystarczającą ilość broni, a w 2014 roku nie zdecydowała się na odbicie utraconych terytoriów, gdyż jej armia była za słaba.

"Kontrofensywa ma być trzecim etapem wojny. Tego właśnie dotyczy rozkaz prezydenta (Ukrainy) Wołodymyra Zełenskiego dotyczący odzyskania terytoriów na południu Ukrainy" - powiedział Hajdaj.

Władze: ponad 7 tysięcy przedstawicieli struktur militarnych uważa się za zaginionych

Ponad 7 tysięcy członków ukraińskich struktur militarnych uważa się za zaginionych bez wieści - powiedział w poniedziałek ukraiński rzecznik do spraw osób zaginionych w szczególnych okolicznościach Ołeh Kotenko.

„Mówiąc o przedstawicielach struktur militarnych, muszę wyjaśnić, kogo mam na myśli. Są Siły Zbrojne Ukrainy, jest Służba Graniczna, jest Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, a to są różne instytucje. Siły Zbrojne Ukrainy informują o dwóch tysiącach zaginionych żołnierzy, nie wliczają zaginionych członków innych struktur siłowych. My mamy dane o miej więcej 7200 osobach. Na przykład pułk „Azow” – to Gwardia Narodowa (podporządkowana Ministerstwu Spraw Wewnętrznych) i wśród nich też są zaginieni bez wieści. Nie kontaktowali się z krewnymi, kiedy wyszli z Azowstalu” – mówi Kotenko.

Według niego większość z zaginionych jest w niewoli. Jako przykład podaje żołnierzy 1 batalionu 36 brygady Sił Zbrojnych Ukrainy. „Wiemy, że wywieziono ich do Rosji. Trzeba zdać sobie sprawę, ilu tam jest ludzi. Jeżeli ponad stu, to jasne jest, że w zasadzie cały batalion jest w niewoli. Nie ma z nimi kontaktu, dlatego uważani są za zaginionych bez wieści. Wcześniej czy później trafią na listę osób podlegających wymianie i wrócą do domu. To jeden z tych wypadków, kiedy wiemy na pewno, że zaginieni bez śladu są żywi” - powiedział rzecznik.

Ołeh Kotenko został powołany na stanowisko rzecznika do spraw zaginionych w szczególnych okolicznościach 20 maja przez ukraińską radę ministrów. Stanowisko podlega ministrowi reintegracji terytoriów tymczasowo okupowanych. Działalność Ołeha Kotenki skupia się na zbieraniu informacji o zabitych, osobach które zaginęły bez wieści, oraz nielegalnie zatrzymanych przez okupanta. Kotenko ma już doświadczenie w podobnej działalności. W 2014 roku stanął na czele organizacji społecznej „Grupa +Patriota+”. Zajmowała się ona wymianą jeńców oraz poszukiwaniem żołnierzy ukraińskich, którzy zaginęli bez wieści podczas walk w Donbasie i w obwodzie ługańskim. Organizacji udało się uwolnić 300 osób.

Sekretarz rady bezpieczeństwa o zachodniej broni: już zmienia bieg wojny

Zachodnia broń na froncie już zaczęła zmieniać bieg wojny z Rosją – ocenił w poniedziałek sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow. Jednocześnie władze w Kijowie nie przestają apelować o zwiększenie i przyspieszenie dostaw, zwłaszcza wyrzutni rakietowych typu HIMARS.

„Demoralizacja, demilitaryzacja i deokupacja to trzy najważniejsze efekty działania nowoczesnej zachodniej broni w ramach niszczenia punktów dowodzenia, sprzętu i składów amunicji raszystów (Rosjan) w ostatnim czasie” – napisał na Telegramie sekretarz RBNiO.

Jego zdaniem precyzyjna zachodnia broń umożliwia niwelowanie przewagi ilościowej wojsk rosyjskich, jeśli chodzi o artylerię lufową i rakietową.

„Zachodnia broń dla Sił Zbrojnych Ukrainy już zmienia bieg wojny. A my jeszcze nawet nie zaczęliśmy” – napisał Daniłow, z wyraźną aluzją do niedawnej wypowiedzi prezydenta Władimira Putina, który oświadczył, że Rosja na Ukrainie „jeszcze nawet niczego na poważnie nie zaczynała”. (https://tinyurl.com/59vv269h)

W ostatnich tygodniach strona ukraińska donosi o kolejnych skutecznych atakach na rosyjskie punkty dowodzenia, bazy i składy amunicji. Takie ataki są możliwe dzięki otrzymaniu od USA i sojuszników wyrzutni rakietowych o większym zasięgu, systemów HIMARS i ich odpowiedników, które mogą razić cele na odległości do 70-80 km.

Kijów podkreśla jednak, że obecna ilość tego uzbrojenia nie umożliwia przełamania sytuacji na froncie. Kilka dni temu Daniłow informował, że na Ukrainie w walkach uczestniczy dziewięć takich systemów, lecz potrzebne są „dziesiątki”.

Jeszcze jeden rodzaj broni, który jest kluczowy to systemy ochrony powietrznej, które pozwolą Ukrainie skutecznie bronić się przed rosyjskimi atakami rakietowymi. Rosja w ostatnim czasie nasiliła te ataki, a ich ofiarami codziennie stają się ukraińscy cywile. 

Minister obrony Ukrainy: Gromadzimy milion żołnierzy, by odbić tereny na południu 

Ukraina gromadzi liczące milion żołnierzy siły, wyposażone w zachodnią broń, aby odzyskać okupowane przez Rosję tereny na południu kraju - ujawnił ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow w wywiadzie dla poniedziałkowej edycji dziennika "The Times".

W pierwszym wywiadzie dla brytyjskiej gazety od rozpoczęcia rosyjskiej napaści na Ukrainę Reznikow powiedział, że prezydent kraju Wołodymyr Zełenski nakazał ukraińskiemu wojsku odzyskać okupowane obszary w rejonie Morza Czarnego, które są kluczowe dla gospodarki kraju.

"Rozumiemy, że z politycznego punktu widzenia jest to bardzo potrzebne naszemu krajowi. Prezydent wydał rozkaz najwyższemu dowódcy wojska, aby opracował plany. Po tym sztab generalny odrabia zadanie domowe i mówi, że aby osiągnąć ten cel, potrzebujemy XYZ" - powiedział. "To jest moja praca. Piszę listy do odpowiedników w krajach partnerskich, generałowie mówią o tym, dlaczego potrzebujemy tego rodzaju broni, a potem dostajemy decyzje polityczne" - wyjaśnił.

Reznikow powiedział, że jego brytyjski odpowiednik Ben Wallace był kluczem do pomocy w zmianie podejścia do dostarczania broni Ukrainie, by zamiast starego sowieckiego sprzętu otrzymywała ona broń w standardzie NATO, w tym systemów wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków kierowanych czy zaawansowanych technologicznie dronów. "To był długi proces, półtora miesiąca, ale uzyskaliśmy efekt. Ukraina miała siły zbrojne z epoki sowieckiej z trzydziestoletnią bronią. Zmieniliśmy to w trzy miesiące" - wskazał.

Powiedział, że jest zadowolony ze wsparcia, jakie Ukraina otrzymuje od partnerów z NATO, ale nie z tempa dostaw. "Potrzebujemy więcej, szybko, by ratować życie naszych żołnierzy. Każdego dnia, kiedy czekamy na haubice, możemy stracić stu żołnierzy" - przekonywał Reznikow.

Zauważył, że kraje zachodnie zwiększały dostawy broni dopiero, gdy Ukraina udowodniła, że może skutecznie walczyć, a na początku inwazji nie doceniły jej determinacji do obrony i jednocześnie przeszacowały siłę wojsk rosyjskich.

Reznikow wyraził przekonanie, że zapowiedziane przez premiera Borisa Johnsona odejście ze stanowiska nie wpłynie na złożone przez niego obietnice w kwestii szkolenia ukraińskich wojsk. Johnson podczas wizyty w Kijowie zaoferował przeszkolenie 10 tys. żołnierzy co 120 dni i obecnie w ramach tego na poligonach w Anglii brytyjscy żołnierze szkolą już dwa bataliony ukraińskich żołnierzy.

"Patrzyliśmy w oczy naszym partnerom, mam świetne relacje z Benem Wallace'em i Jamesem Heappeyem (zastępca ministra obrony - PAP), nasz minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba rozmawia z Liz Truss, widziałem w Londynie wiele ukraińskich flag na wszystkich oficjalnych budynkach i innych niż oficjalne też" - podkreślił Reznikow.

Władze: rosyjskie wojska przygotowują się do walk ulicznych w okupowanym Chersoniu 

Lojalny wobec Kijowa doradca szefa władz obwodu chersońskiego Serhij Chłań oznajmił w poniedziałek, że rosyjskie wojska szykują się do walk ulicznych w okupowanym mieście Chersoń. Samorządowiec potwierdził tym samym doniesienia o planowanej ukraińskiej kontrofensywie na południu kraju.

"W Chersoniu siły wroga przerzuciły sprzęt wojskowy na lewy brzeg Dniepru i przygotowują się do walk w mieście. (...) Coraz bardziej mnie to niepokoi, ponieważ słyszę podobne alarmujące doniesienia już od kilku dni. Potyczki uliczne stanowią duże zagrożenie dla ludności cywilnej, (dlatego) mam nadzieję, że Rosjan uda się wyprzeć z Chersonia bez walki. Trzeba być jednak gotowym na wszystko" - powiedział Chłań, cytowany przez agencję UNIAN.

Jak dodał doradca gubernatora, działania wroga mają też związek z ostatnimi ukraińskimi atakami na rosyjskie punkty dowodzenia i składy amunicji. Od piątku do niedzieli informowano o ostrzałach rosyjskich magazynów i stanowisk dowódczych w Czornobajiwce i Nowej Kachowce w obwodzie chersońskim. W rezultacie tych działań miało zginąć nawet ponad 20 wyższej rangi oficerów rosyjskich.

"Najpierw nasze wojsko uderzyło w magazyny okupantów w pobliżu linii frontu, potem najeźdźcy rozmieścili te składy bliżej Chersonia. Widzimy jednak precyzyjne ataki ukraińskich sił w (...) w Chersoniu, Chornobajiwce i Tawrijsku. (Rosjanie) zaczęli zatem przenosić (magazyny) jeszcze dalej - za Dniepr, do Nowej Kachowki, Oleszek. Ale nawet tam Ukraińcy je niszczą, co utrudnia przeciwnikowi dostarczanie amunicji i sprzętu bliżej linii frontu" - oznajmił Chłań.

W niedzielę minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow poinformował w rozmowie z brytyjskim dziennikiem "Times", że prezydent Wołodymyr Zełenski wydał dowództwu wojskowemu rozkaz przeprowadzenia kontrofensywy i wyzwolenia terenów na południu kraju, położonych nad Morzem Czarnym. W ocenie Reznikowa odzyskanie tych obszarów ma kluczowe znaczenie dla ukraińskiej gospodarki, uzależnionej w dużym stopniu od eksportu żywności, głównie zbóż, drogą morską.

Obwodowe miasto Chersoń i niemal cały obwód chersoński znajdują się pod rosyjską okupacją od początku marca. Od kwietnia jakoby trwają przygotowania do przeprowadzenia tzw. referendum w sprawie przyłączenia tych obszarów do Rosji lub utworzenia zależnej od Moskwy tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej. 25 maja prezydent Władimir Putin wydał dekret przewidujący uproszczony tryb nadawania rosyjskiego obywatelstwa mieszkańcom okupowanych terenów w regionach chersońskim i zaporoskim.

20 czerwca lojalny wobec Kijowa szef władz obwodu chersońskiego Hennadij Łahuta poinformował, że na zajętych przez wroga obszarach w tej części Ukrainy pozostało około 450-500 tys. osób.

Doradca Zełenskiego: w kolejnym ukraińskim ataku na Czornobajiwkę zginęło 12 wyższych rangą oficerów z Rosji

W przeprowadzonym w sobotę 26. ataku na rosyjskie zgrupowanie w okupowanej Czornobajiwce na południu Ukrainy zginęło 12 wyższych rangą oficerów wroga, w tym generałowie i pułkownicy - poinformował w niedzielę wieczorem na Facebooku doradca ukraińskiego prezydenta Ołeksij Arestowycz.

Jak podkreślił, trzeba do tego dodać "dziesięciu (wyższych rangą rosyjskich oficerów), którzy ponieśli śmierć lub zostali ranni w (położonej) nieco bardziej na północ Nowej Kachowce". Zniszczono tam "stanowisko dowódcze, magazyn uzbrojenia i kilkadziesiąt jednostek sprzętu wojskowego" - przekazał Arestowycz. (https://tinyurl.com/22mp92un)

W niedzielę rzecznik władz obwodu odeskiego Serhij Bratczuk oznajmił, że w niedawnym ukraińskim ataku na rosyjskie magazyny w okupowanej Nowej Kachowce w regionie chersońskim zginęło ponad 100 rosyjskich żołnierzy, a około 200 zostało rannych. Bratczuk powiadomił, że celem ostrzału był punkt dowodzenia wroga i skład pocisków obrony przeciwlotniczej.

Lotnisko w Czornobajiwce pod Chersoniem, na południu Ukrainy, jest kontrolowane przez siły rosyjskie od 27 lutego. Już w pierwszym dniu rosyjskiej okupacji Ukraińcy ostrzelali tam najeźdźców z dronów Bayraktar. Potem – z zadziwiającą dla wielu ekspertów wojskowych regularnością – niszczyli tam umieszczane przez Rosjan śmigłowce i inny sprzęt.

Analitycy szukali wyjaśnień tego "fenomenu" – część z nich argumentuje, że agresorzy używają Czornobajiwki, ponieważ nie mają wyjścia, a lotnisko nieopodal Chersonia to jedyne odpowiednie miejsce do przerzucania uzbrojenia z Krymu. Inni twierdzą, że przyczyną jest, wielokrotnie już ujawniana w czasie inwazji, "specyfika" rosyjskiego dowodzenia – ktoś z daleka wydaje rozkaz, a wojskowi muszą go wypełnić.

Już w drugiej połowie marca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ocenił, że "Czornobajiwka przejdzie do historii wojen". "To miejsce, w którym rosyjscy żołnierze i ich dowódcy pokazali, jacy są – niekompetentni, gotowi wysyłać swoich ludzi na śmierć" - podkreślił wówczas szef ukraińskiego państwa. 

"Rosyjscy żołnierze wyczerpani brakiem przerw w walce"

Ciągłe zaangażowanie w walkę rosyjskich żołnierzy wysłanych na wojnę na Ukrainę, bez żadnych przerw od intensywnych działań zbrojnych, prowadzi do psychicznego i fizycznego ich wyczerpania - przekazało w poniedziałek brytyjskie ministerstwo obrony.

"Według stanu na 10 lipca, rosyjski ostrzał artyleryjski był kontynuowany w północnym sektorze Donbasu, ale prawdopodobnie bez większych postępów terytorialnych. Siły ukraińskie kontynuowały lokalną presję na rosyjską linię obrony na północnym wschodzie obwodu chersońskiego, również prawdopodobnie bez osiągnięcia zdobyczy terytorialnych" - napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej.

"Pod koniec czerwca rosyjskojęzyczna agencja medialna z regionu jeziora Bajkał zamieściła wideo, na którym żony żołnierzy z 36. Ogólnowojskowej Armii Wschodniego Okręgu Wojskowego (WWO) apelują bezpośrednio do lokalnego polityka o powrót ich mężów do domu ze służby na Ukrainie. Jedna z kobiet twierdziła, że personel 5. Samodzielnej Brygady Czołgów Gwardii WWO jest +psychicznie i fizycznie wyczerpany+, ponieważ pełni aktywną służbę bojową od rozpoczęcia +specjalnej operacji wojskowej+ 24 lutego 2022 roku. Brak zaplanowanych przerw od intensywnych warunków bojowych jest najprawdopodobniej jedną z najbardziej szkodliwych z wielu kwestii osobowych wśród rozmieszczonych sił, które rosyjskie ministerstwo obrony próbuje skorygować" - dodano.

Sztab Generalny: odparte rosyjskie ataki pod Słowiańskiem i na zachód od Doniecka

O odparciu rosyjskiego szturmu pod miejscowością Krasnopilla na północ od Słowiańska i nieudanej próbie ataku przeciwnika w rejonie Marjinki na południowy zachód od Doniecka powiadomił w poniedziałek rano Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

Sztab odnotowuje „oznaki przygotowań pododdziałów przeciwnika do aktywizacji działań bojowych na kierunkach kramatorskim i bachmuckim”. Na północny zachód od Doniecka wojska rosyjskie próbują poprzez działania szturmowe poprawić swoje położenie taktyczne. (https://tinyurl.com/y52ctaae)

Rosjanie kontynuują ostrzał pozycji ukraińskich wzdłuż linii styczności na głównych odcinkach frontu w Donbasie przy wykorzystaniu artylerii lufowej i wyrzutni wieloprowadnicowych, a także lotnictwa.

Na południu Ukrainy przeciwnik „koncentruje wysiłki na niedopuszczeniu do natarcia Sił Zbrojnych Ukrainy”, m.in. poprzez ostrzał miejscowości przy linii frontu.

Na Morzu Czarnym i Morzu Azowskim zgrupowanie okrętów rosyjskich „koncentruje wysiłki na atakowaniu ważnych obiektów infrastruktury cywilnej pociskami manewrującymi, blokowaniu działań i środków” sił ukraińskich.

W gotowości do ataków rakietowych przeciwnik utrzymuje dwie jednostki pływające uzbrojone w rakiety Kalibr - podał Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy. 

Eksperci: NASAMS pomoże bronić ukraińskich miast przed rosyjskimi rakietami

Norwesko-amerykański system obrony powietrznej NASAMS strzeże nieba nad Waszyngtonem i instalacjami w wielu państwach świata. Niedługo będzie chronił też miasta Ukrainy. Zdaniem ekspertów, jego główną rolą będzie powstrzymywanie rosyjskich pocisków manewrujących.

1 lipca Pentagon oficjalnie ogłosił, że USA zakupi dla Ukrainy dwa systemy NASAMS (National Advanced Surface to Air Missile System), spełniając od dawna wyrażane prośby Kijowa o przysłanie zachodnich systemów obrony powietrznej.

Skrót NASAMS oznacza Narodowy Zaawansowany System Pocisków Rakietowych Ziemia-Powietrze i jest jednym z szeroko używanych na świecie systemów obrony powietrznej średniego zasięgu. Pierwotnie pierwszy człon nazwy brzmiał "norweski" zamiast "narodowego", bo to właśnie tam stworzona została ta broń; w USA zmieniono ją po tym, jak system wszedł do amerykańskiej służby jako główny element obrony przestrzeni powietrznej nad Waszyngtonem, najbardziej strzeżonego odcinka nieba na świecie.

Główną koncepcją systemu było przystosowanie standardowych amerykańskich rakiet powietrze-powietrze średniego zasięgu, AIM-120 AMRAAM, do wystrzeliwania z wyrzutni naziemnych, choć późniejsze wersje przystosowano też do wykorzystywania innych pocisków.

Na jeden system składa się wyrzutnia lub wyrzutnie z rakietami połączone sieciowo z radarem AN/MPQ-64 Sentinel, czujnikiem optycznym w podczerwieni i stanowiskiem dowodzenia. Według portalu technologicznego The Drive, sieciowość systemu jest jedną z jego zalet, która czyni go trudniejszym do zniszczenia przez wroga. Zaletą jest też szeroka gama możliwych do użycia i szeroko używanych przez państwa zachodnie rakiet, od AMRAAM po niemieckie IRIS-T. W kontekście Ukrainy może to mieć znaczenie w perspektywie zapowiedzi dostarczenia przez Niemcy własnych naziemnych wyrzutni IRIS-T.

Pierwsza wersja systemu została wprowadzona w 1998 r., zaś najnowsza - NASAMS 3 - w 2019 r. Choć nie wiadomo, którą z wersji systemu otrzyma Ukraina, to jego zasięg nie przekracza kilkudziesięciu kilometrów (w najbardziej zaawansowanej wersji, z rakietami AMRAAM-ER, zasięg to ok. 80 km).

Jak mówi PAP Karl Mueller, ekspert ośrodka RAND Corporation, charakterystyka ta - wraz ze zdolnością przechwytywania nisko lecących obiektów - wskazuje na potencjalną rolę, jaką system odegra na Ukrainie.

"Spodziewam się, że główną rolą NASAMS będzie obrona ośrodków miejskich - jak np. Kijowa - przed rosyjskimi pociskami manewrującymi" - mówi Mueller. Dodaje, że podobną rolę NASAMS pełni w innych krajach, gdzie jest używany, m.in. do obrony Waszyngtonu, Dżakarty, a także norweskich czy katarskich baz wojskowych.

Jak zaznacza Mueller, nie spodziewa się, by NASAMS był używany do zestrzeliwania samolotów, bo te - z uwagi na wciąż skuteczne systemy obrony powietrznej, jakie posiada Ukraina - rzadko zapuszczają się w głąb teryrorium Ukrainy. Spustoszenia dokonują natomiast wystrzeliwane przez nie z daleka pociski manewrujące, takie jak te, które uderzyły w ostatnich tygodniach na budynki cywilne i zakłady w Kijowie, Odessie, czy Krzemieńczuku.

Podobnie uważa płk David Shank, były dowódca Akademii Artylerii Obrony Powietrznej US Army w Forcie Sill w Oklahomie.

"Krótko mówiąc, dodanie jakichkolwiek zdolności artylerii obrony powietrznej da ukraińskim siłom zbrojnym możliwość obrony większej liczby kluczowych obiektów. Poprzez dodanie NASAMS, systemu obrony przed pociskami manewrującymi, ukraińskie siły zbrojne mogą użyć go do ochrony skupisk ludności, węzłów dowództwa i kontroli, baz lotniczych, czy centrów logistycznych" - mówi Shank.

Nie jest jasne, jak szybko NASAMS trafi na Ukrainę. Jak powiedział dziennikarzom wysoki rangą przedstawiciel Pentagonu, procedura pozyskania systemu - tj. zakup z zewnątrz, a nie transfer bezpośrednio z magazynów sił USA - oznaczać może "tygodnie albo nawet miesiące". Innym czynnikiem jest szkolenie: według płk Shanka, jest to również kwestia "co najmniej tygodni".

"Szkolenie z NASAMS wymagałoby minimum kilku tygodni dla doświadczonych żołnierzy artylerii przeciwlotniczej. Podobnie jak Patriot, te systemy są bardzo techniczne i wymagają połączenia kilku komponentów. To oznacza, że do jego obsługi potrzeba wielu żołnierzy, ustalenia zdekonfliktowanego obrazu przestrzeni powietrznej by uniknąć zestrzeliwania przyjaznych sił" - mówi emerytowany oficer. Jak jednak dodaje, ze względu na niewielką liczbę rodzajów latających nad Ukrainą załogowych statków powietrznych, powinno to skrócić czas potrzebny na szkolenie.

Według Muellera, choć NASAMS nie jest tak dobrze znany jak amerykański Patriot, to jest on jednym z najszerzej używanych systemów w swojej klasie. W ostatnim czasie system kupiła m.in. Litwa i Katar, a zaintesowanie wyrażała też Estonia. Producenci NASAMS - norweski Kongsberg i amerykański Raytheon - składali też ofertę Polsce w ramach programu Narew, ale ostatecznie polski MON wybrał brytyjski CAMM.

Ekspert uważa też, że dostarczenie dwóch systemów na Ukrainę jest prawdopodobnie tylko początkiem podobnych dostaw zachodnich systemów przeciwlotniczych. Jak dodaje, jest to podytkowane m.in. zmniejszającą się dostępnością post-sowieckich platform, takich jak systemy Buk czy S-300.

"To jest znak, że USA i Zachód oczekują, że ta wojna jeszcze potrwać i jest to ruch z myślą o dłuższej perspektywie, zważywszy na to, ile zajmuje przeszkolenie. Myślę, że to będzie początek procesu przestawiania Ukrainy na NATO-wskie systemy uzbrojenia w tym obszarze" - mówi Mueller.

ISW: wojska rosyjskie prowadzą na Ukrainie ostrzały artyleryjskie, by przygotować grunt pod ofensywę

Rosyjskie wojska na Ukrainie mają przerwę operacyjną, ale wciąż prowadzą ciężkie ostrzały artyleryjskie na kluczowych obszarach, by przygotować grunt pod przyszłą ofensywę – ocenił amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW).

Rosjanie prowadzą również ataki na ograniczoną skalę, by wybadać ewentualne słabości w ukraińskiej obronie. Przerwa operacyjna nie oznacza całkowitego wstrzymania działań wojennych, ale obecnie te działania mają charakter bardziej przygotowawczy – napisano w najnowszym raporcie Instytutu.

Wojska rosyjskie prawdopodobnie nasilają ataki rakietowe i artyleryjskie na północny zachód od Bachmutu w obwodzie donieckim, chcąc odciąć to miasto od kluczowych linii komunikacji naziemnej – zaznaczyli eksperci ISW.

Rosjanie przeprowadzili w niedzielę działania sondujące na ograniczoną skalę na północny zachód od Słowiańska, a także nieskuteczny atak z lądu na północ od Doniecka.

Rosyjskie dowództwo wojskowe w dalszym ciągu formuje ad hoc jednostki złożone z ochotników i osób zwerbowanych przez prywatne firmy wojskowe. W ich skład wchodzą między innymi kryminaliści oraz mężczyźni w wieku przekraczającym górną granicę dla tradycyjnego poboru – dodano w raporcie.

ISW zwraca również uwagę na narastający konflikt pomiędzy rosyjskim dowództwem wojskowym a rosyjskimi korespondentami wojennymi i blogerami, którzy krytykują sposób prowadzenia wojny przez Kreml. Według jednego z blogerów dowódcy wojskowi starają się uciszyć dziennikarzy naświetlających błędy i niepowodzenia rosyjskiej armii na froncie. 

Batalion Kobiet liczy już 2,5 tys. osób, są wśród nich Polki; "musimy pomagać naszym wojskowym"

Musimy pomagać naszym wojskowym – naszym mężom, braciom i ojcom. W ciągu trzech miesięcy dołączyło do nas 2,5 tys. kobiet, których cały wysiłek i poświęcenie są dziś skoncentrowane na wschodzie Ukrainy – mówi w rozmowie z PAP Alona Danyłowa, założycielka organizacji Batalion Kobiet (Women’s Battalion).

„W moim przypadku jest to mąż i 18-letni brat” – mówi Danyłowa, odpowiadając na pytanie o znajdujących się na froncie członków jej rodziny. „Przed powołaniem organizacji znałam pięć z jej obecnych członkiń. Szybko skrzyknęłyśmy koleżanki i w pierwszych dniach było nas 50. Dziś Batalion Kobiet tworzy 2,5 tys. dziewczyn – podstawę stanowią mieszkające w kraju i za granicą Ukrainki, ale jest wśród nas także wiele osób spoza Ukrainy, w tym Polki” – wyjaśnia rozmówczyni PAP.

Podstawowymi celami Batalionu Kobiet są wspieranie ukraińskiej armii sprzętem nieśmiercionośnym oraz przypominanie społeczności międzynarodowej o tym, że wojna na Ukrainie wciąż trwa. „Ściągamy na Ukrainę sprzęt, który nie jest bronią – noktowizory, ochraniacze, generatory prądu i inny nieśmiercionośny sprzęt taktyczny. Mamy listę konkretnych produktów, o których żołnierze informują nas, że są potrzebne” – tłumaczy.

„Przy przewożeniu sprzętu przez granicę pokazujemy dokumenty wystawione przez oddziały, do których ma on trafić. Tak współpracowałyśmy m.in. z pułkiem Azow – ich dowódca wystawiał pisma, w których potwierdzał, że ten konkretny, dajmy na to, noktowizor jest im potrzebny. My próbowałyśmy go potem zdobyć i wtedy – mając taki dokument – bez problemów przewoziłyśmy (sprzęt) przez granicę” – wyjaśnia założycielka organizacji.

Mówiąc o prowadzonej przez Batalion kampanii informacyjnej, Danyłowa wskazuje, że podstawową platformą są media społecznościowe. „Tam promujemy to, co robimy, szerzymy wiedzę na temat sytuacji w kraju i zbieramy środki na pomoc dla wojska” – podkreśla. „Ludzie muszą po prostu zrozumieć, że Ukraina jest sercem Europy, że wojna musi być nadal światowym tematem numer jeden, a nie – jak obecnie – problemem jednym z wielu. Putin, jeśli nie zostanie zatrzymany tutaj, pójdzie przecież dalej” – apeluje kobieta.

Zapytana o problemy, z jakimi borykają się obecnie wolontariuszki, rozmówczyni PAP przyznaje, że „największym wyzwaniem jest to, że ludzie są zmęczeni, przyzwyczaili się do wojny i bardzo trudno jest pozyskiwać środki na wsparcie armii”. „Na początku problem polegał na tym, że miałyśmy dużo pieniędzy, ale nie mogłyśmy nic za nie kupić, bo popyt na sprzęt był tak ogromny. Dziś sytuacja się odwróciła – sprzętu jest dużo, a pieniędzy mało” – dodaje.

„Ukraińcy, którzy tak mocno pomagali na początku, wyczerpali swoje środki. Tak ważne jest więc dla nas zwracanie się do obywateli innych państw” - wyjaśnia Danyłowa.

W obwodzie chersońskim zniszczono cztery rosyjskie magazyny amunicji

Cztery rosyjskie magazyny amunicji zostały zniszczone w niedzielę w obwodzie chersońskim na południu Ukrainy, w ostrzale dokonanym przez oddziały ukraińskiej artylerii rakietowej - poinformowało Dowództwo Operacyjne Południe armii ukraińskiej.

"Nasze oddziały artylerii rakietowej (...) przeprowadziły silne uderzenie na punkt dowodzenia gwardii narodowej (Rosgwardii-PAP) w pobliżu Chersonia i zniszczyły cztery magazyny amunicji w różnych rejonach obwodu chersońskiego" - głosi komunikat Dowództwa Południe przekazany przez agencję Interfax-Ukraina.

Armia ukraińska szacuje straty rosyjskie na 15 ludzi i 60 jednostek sprzętu wojskowego. Jest to głównie sprzęt opancerzony i samochody dowódczo-sztabowe. Zniszczone też zostały zestawy rakietowe i przeciwczołgowe oraz inny sprzęt.

Wcześniej w niedzielę przedstawiciele władz ukraińskich poinformowali o ostrzale bazy wojsk rosyjskich w Chersoniu. Jak przekazali, w bazie przy ul. Pestela wybuchł pożar i pod gruzami znalazła się pewna liczba wojskowych rosyjskich. Żadnych dalszych informacji nie podano.

Dowództwo Operacyjne Południe również w sobotę informowało, że siły ukraińskie zniszczyły na południowym froncie cztery magazyny z rosyjską amunicją. Przeprowadziły też dwa ataki na rosyjskie punkty dowodzenia w okolicach Czornobajiwki w obwodzie chersońskim.

Ekspertka NATO: "Rosja chce sterroryzować ukraińską ludność cywilną"

W niedzielnym wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Handelsblatt" była szefowa sztabu planowania strategicznego NATO Stefanie Babst stwierdziła, że jednym z celów rosyjskiej armii jest sterroryzowanie ukraińskiej ludności cywilnej, a odnosząc sie do zamiarów prezydenta Rosji Władimira Putina, powiedziała, że nie spodziewa się, aby chciał kontynuować swoją "operację specjalną" w nieskończoność, jednak nawet gdyby Rosja zrobiła sobie "przerwę", to i tak będzie chciała zniszczyć Ukrainę jako niezależne państwo.

Na pytanie o ocenę sytuacji na froncie, ekspertka przyznała, że obie strony zmagają się obecnie z szeregiem problemów. Obejmują one zwiększenie liczebności wojsk, ich zaopatrzenie i wsparcie logistyczne, a także naprawy i wymianę materiałów. Trwająca 90 dni ofensywa Rosjan w Donbasie i wzdłuż innych odcinków frontu zadała obu stronom ciężkie straty.

Była szefowa sztabu planowania strategicznego NATO, która spędziła w strukturach Sojuszu ponad dwie dekady, ostrzegła w wywiadzie, że Rosja może "stworzyć fakty" i zaanektować Donbas i okupowane terytoria na południu Ukrainy już we wrześniu. Zdaniem ekspertki kontrofensywa Ukrainy nie jest jeszcze możliwa, ale jak podkreśliła: "im szybciej ukraińskie siły zbrojne będą mogły się przegrupować i otrzymać z Zachodu niezbędne systemy uzbrojenia, tym większe będą ich szanse na powstrzymanie dalszych postępów Rosjan, a w razie potrzeby na przeprowadzenie kontrataków".

Logistyka dostaw uzbrojenia jest prawdziwym wyzwaniem, gdyż jak zaznaczyła, Rosjanie coraz częściej atakują ukraińskie szlaki zaopatrzeniowe. Zapytana o znaczenie dostaw broni z Zachodu stwierdziła, że z pewnością pomogą one Ukraińcom lepiej atakować rosyjskie cele wojskowe znajdujące się za linią frontu, takie jak składy amunicji czy obiekty dowodzenia i łączności. Jednocześnie przypomniała, że ukraińska armia będzie musiała starannie wybierać cele, bo mając zaledwie siedem samobieżnych haubic i dwie lub trzy wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe, Ukraińcy nie są w stanie bronić się na linii frontu o długości kilkuset kilometrów.

Na pytanie o szanse Ukrainy na wyparcie rosyjskiego najeźdźcy Babst przyznała, że jest to militarnie trudne i wskazała na fakt, iż Ukraina jest atakowana z trzech kierunków, jednak zasadniczą kwestią, która będzie rozstrzygała o losach wojny, jest szybka dostawa niezbędnych systemów uzbrojenia, a także zdolność armii ukraińskiej do przegrupowania się. "Gdybyśmy dostarczyli Ukrainie bardziej skuteczne systemy broni, takie jak systemy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe oraz broń dalekiego zasięgu, zanim rozpoczęła się druga duża ofensywa rosyjska na przełomie marca i kwietnia, prawdopodobnie byliby oni (Ukraińcy - PAP) w stanie lepiej się bronić" - dodała.

Oceniając zamiary Kremla, stwierdziła, że strona rosyjska będzie kontynuowała "potrójną strategię": po pierwsze, kontynuacja ofensywy lądowej w Donbasie, przede wszystkim poprzez ciągły ostrzał artyleryjski. Po drugie, ataki rakietowe na linie zaopatrzenia i inne cele wojskowe i cywilne na całym terytorium Ukrainy. I po trzecie, Moskwa będzie starała się tworzyć fakty na okupowanych terytoriach: z przygotowaniem tzw. referendów, instalacją rosyjskich kadr kierowniczych w lokalnych strukturach. Jej zdaniem prezydent Putin nie ma zamiaru kontynuować swojej "specjalnej operacji" w nieskończoność, jednakże nawet gdyby Rosja zrobiła sobie "przerwę", to i tak będzie chciała zniszczyć Ukrainę jako niezależne państwo.

Odnosząc się do powtarzających się ataków na cele cywilne, takie jak centrum handlowe w Krzemieńczuku powiedziała, że Rosja chce sterroryzować ukraińską ludność cywilną. "To jest całkiem jasne. Nie wykluczam, że Putin nadal będzie masowo atakował Kijów i inne duże miasta rakietami; nie po to, by zająć te miasta militarnie, ale po to, by zmęczyć ludność i wywrzeć presję na rząd prezydenta Zełenskiego" - ostrzegła Babst.

W odpowiedzi na pytanie dotyczące gróźb Kremla dotyczących użycia broni jądrowej oświadczyła: "Dla mnie nie ma logicznego związku między zagrożeniem nuklearnym ze strony Rosji a naszymi dostawami broni. Prezydent Putin dokręcił śrubę eskalacji w trzecim dniu po inwazji; wciąż daleko nam było do mówienia o pierwszych dostawach ciężkiej broni". Według Babst groźba użycia broni jądrowej jest dla Putina wypróbowanym sposobem na wywołanie strachu w zachodniej opinii publicznej i dodała: "nie widzę, jakie korzyści strategiczne miałby (Putin - PAP) nadzieję uzyskać, używając taktycznej broni jądrowej." Według ekspertki rosyjski prezydent musiałby liczyć się z natychmiastową reakcją Zachodu. Co więcej, jak dodała, zniweczyłoby to jego wysiłki zmierzające do dalszego umocnienia Rosji w kręgu jej międzynarodowych sojuszników. Od kilku lat Putin wkłada wiele energii w partnerstwo z Indiami, Chinami, Brazylią, RPA i innymi krajami rozwijającymi się - przypomniała.

Odnosząc się do współpracy Chin i Rosji, stwierdziła, że oba kraje uważają, że są w zasadniczej opozycji do liberalno-demokratycznego modelu i chcą zasadniczo zmienić porządek międzynarodowy. Zauważyła, że nie ma obszaru polityki, w którym oba kraje nie wzmocniły swojej współpracy. Jednak, jak zaznaczyła, Chiny pod względem technologicznym, gospodarczym i bezpieczeństwa są znacznie bardziej złożonym zagrożeniem dla Zachodu niż Rosja. Chiny, zdaniem Babst, coraz częściej używają ekonomicznej, politycznej i militarnej dźwigni wobec innych państw, aby realizować swoje strategiczne cele. Modernizują swoje siły zbrojne we wszystkich dziedzinach i nie ukrywają, że używają ich także do zastraszania swoich sąsiadów. Oczywiście, "integracja" Tajwanu znajduje się w centrum chińskiej polityki, ale nie należy zapominać, że chińska doktryna wojskowa również wyraźnie wymienia ochronę interesów gospodarczych za granicą jako zadanie sił zbrojnych - zaznaczyła.

Na pytanie dotyczące oceny wypowiedzi Jensa Ploetnera, głównego doradcy kanclerza Scholza ds. polityki zagranicznej i byłego doradcy obecnego prezydenta Steinmeiera, gdy ten stał na czele MSZ w rządzie Angeli Merkel, który dwa tygodnie temu powiedział publicznie, że w stosunkach z Chinami nie należy mówić o antagonizmie, Babst stwierdziła, że tym punkcie "dochodzimy do różnych wniosków". "Dla mnie Chiny stanowią poważne i długoterminowe zagrożenie dla naszych interesów narodowych pod każdym względem. Nie na darmo Państwo Środka jest w Waszyngtonie obiektem zainteresowania strategicznego" - skonkludowała.

Zdaniem byłej urzędniczki NATO Europie potrzebna jest zintegrowana i długoterminowa strategia wobec Chin, która musi się skupiać na wszystkich kluczowych obszarach: technologia i ekonomia, uzależnienie od surowców takich jak rzadkie metale, cyberbezpieczeństwo i infrastruktura i dezinformacja. "We wszystkich tych obszarach powinniśmy wzmocnić naszą odporność na działania Chin." Chodzi tu przede wszystkim, jak zaznaczyła, o wstrzymanie sprzedaży infrastruktury krytycznej takiej jak porty, a także uniemożliwienie dostępu do naszych sieci telekomunikacyjnych koncernowi Huawei. Przypomniała też, że Pekin z uwagą obserwuje rozwój wypadków na Ukrainie i tamtejsze władze wyciągną wnioski w odniesieniu do Tajwanu.

Władze: rosyjski ostrzał na granicy obwodów ługańskiego i donieckiego; do walki wysyłani mieszkańcy okupowanych terenów

Wojska rosyjskie okupujące obwód ługański ostrzeliwują miejscowości na granicy z obwodem donieckim i bezskutecznie próbują atakować; do walki wysyłani są mieszkańców zajmowanych terenów – powiadomił w poniedziałek szef władz obwodu ługańskiego Serhij Hajdaj.

„W nocy z 10 na 11 lipca Rosjanie przeprowadzili pięć ataków rakietowych oraz cztery zmasowane ostrzały artyleryjskie na miejscowości na granicy obwodów ługańskiego i donieckiego” – napisał Hajdaj na Telegramie. (https://t.me/luhanskaVTSA/4193)

Gubernator poinformował o zastosowaniu przez Rosjan lotnictwa, artylerii rakietowej i lufowej oraz o nieudanych próbach ataków w kierunku Siewierska i Słowiańska od strony Lisiczańska. „Już od ponad tygodnia te wysiłki są bezskuteczne; (Rosjanie) próbują atakować od strony Popasnej” – powiadomił. (https://t.me/luhanskaVTSA/4200)

Według Hajdaja, wojska rosyjskie wysyłają do walki tzw. żdunów, czyli tych, którzy oczekiwali nadejścia rosyjskiej władzy. „Oni niszczą wsie, gdzie być może mieszkają ich krewni” – napisał gubernator.

Hajdaj zaznaczył, że „codziennie nadchodzą wiadomości o utracie przez Rosjan kolejnych składów z amunicją”. Jak podawały ukraińskie władze, stało się to możliwe po otrzymaniu przez Ukrainę artylerii o większym zasięgu od krajów zachodnich.

Wojska rosyjskie wciąż jednak mają „duże zapasy” i ich możliwości nie zostały krytycznie ograniczone - ocenił Hajdaj. (PAP)

just/ ap/

Źródło:
Tematy

Powiązane: Wojna w Ukrainie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki