Zwolni czy nie zwolni - oto jest pytanie, które zapewne zadaje sobie przewodniczący Fedu Jerome Powell, jeśli Donald Trump ponownie w listopadzie ulokuje się w Białym Domu. Jak się okazuje, republikański kandydat na prezydenta USA jasno wypowiedział się na ten temat w wywiadzie dla Bloomberga.


Jerome Powell - z legitymacją republikanina w kieszeni - został wybrany na dyrektora banku centralnego w 2017 roku. Wówczas to prezydent Trump wychwalał go, podkreślając, jaki jest on "silny, zaangażowany i mądry". Przez te kilka lat stosunki między obydwoma panami uległy ochłodzeniu, a milioner nie ma już tak dobrego zdania o szefie Fedu. Wielokrotnie atakował go, oskarżając m.in. o planowanie obniżek stóp proc., tylko by pomóc Demokratom w wybraniu wyborów, choć jak to w przypadku Trumpa bywa - dowodów nie przestawił (może ponownie zapodziały mu się w łazience).
W wywiadzie dla "Bloomberga" były prezydent USA, któremu marzy się powtórka, dał jasno do zrozumienia, że nie mianuje Powella na stanowisko po zakończeniu jego kadencji jako szefa FEDu w 2026 roku, jeśli wygra wybory. Jednocześnie jednak zapewnia, że nie planuje zwolnienia go przed ustawowym terminem. Zaznacza przy tym, że stanie się tak tylko w przypadku gdy Powell będzie postępował "właściwie".
Trump wznieci inflację na nowo? Analitycy ostrzegają
Stany Zjednoczone żyją wyborczym wyścigiem, którego faworytem jest były prezydent Donald Trump. Jego wygrana może nie być dobrą informacją dla Europy i świata.
Przedterminowe usunięcie Powella byłby dość żmudnym przedsięwzięciem, które zapewne szybko zmieniłoby się w bezpardonową wojnę na szczytach. Amerykańskie prawo stanowi bowiem, że urzędnika Fedu można zwolnić, ale tylko ze względu na "poważną przyczynę", a nie jedynie z powodu różnic politycznych.
Drugim składnikiem tej wybuchowej układanki byłaby chęć Powella do walki o utrzymanie się do końca kadencji przed sądem - podkreśla "Bloomberg". Taki proces byłby zresztą sensacją, gdyż ostatni - podobny - odbył się w 1933 roku, kiedy to prezydent Franklin Roosevelt zwolnił konserwatywnego komisarza Federalnej Komisji Handlu. Ten złożył pozew o przywrócenie do pracy i choć zmarł w trakcie postępowania przed Sądem Najwyższym, to i tak procedowano dalej.

Przypomnijmy, że Fed formalnie jest spółką akcyjną z prywatnymi akcjonariuszami, choć specyficzną, gdyż jej prezesa wybiera prezydent USA. Ma w skrócie dwa zadania do wykonania: stabilizować ceny i maksymalizować zatrudnienie. Bank ze swojej polityki jest odpowiedzialny przed Kongresem (choć w praktyce egzekwowanie tego uprawnienia byłoby iluzoryczne, bo sprowadza się do tego, że szef Fedu staje przed odpowiednimi komisjami Izby i Senatu), a nie prezydentem. Biały Dom nie jest jednak zupełnie bezsilny: może mianować siedmiu urzędników zasiadających w radzie prezesów banki centralnego, w tym przewodniczącego. Prezydent Donald Trump wielokrotnie krytykował politykę amerykańskiego banku centralnego, określając sam Fed jako „największe zagrożenie” dla gospodarki.
opr. aw































































