Oczekiwany przez analityków oraz same władze w Tokio wzrost inflacji sprawił, że Indeks Niedoli w Kraju Kwitnącej Wiśni sięgnął najwyższego poziomu od ponad trzech dekad. Końca wielkiego makroekonomicznego eksperymentu wciąż nie widać.
Kwietniowa inflacja CPI wyniosła 3,4% wobec 1,3% w marcu. We wskaźniku tym wyraźnie widać było efekt podniesienia od 1 kwietnia stawki podatku od sprzedaży z 5% do 8%. Mimo wszystko warto dodać, że inflacja w Japonii jest najwyższa od lutego 1991 r.
Jeszcze wcześniej trzeba cofnąć się w poszukiwaniu ostatniej tak wysokiej wartości Indeksu Niedoli. Wskaźnik ten obliczany jest jako suma stopy bezrobocia i rocznej dynamiki indeksu cen konsumpcyjnych (CPI), potocznie zwanego inflacją. Im niższy ten wskaźnik, tym lepsze panują warunki gospodarcze. Wzrost Indeksu Niedoli sygnalizuje na ogół pogorszenie warunków życia.
Chociaż bezrobocie na Wyspach Japońskich utrzymuje się na relatywnie niskim poziomie – 3,6% w kwietniu – wysoki wzrost inflacji pchnął wartość Indeksu Nędzy do 7 pkt. Po raz ostatni sytuacja taka miała miejsce 33 lata temu. W Polsce wskaźnik ten – na skutek rekordowo niskiej inflacji – sięgnął ostatnio rekordowego minimum.

Pogorszenie się warunków gospodarczych widać w portfelach zwykłych Japończyków. Realne wynagrodzenia w trzeciej największej gospodarce świata spadają już od 24 miesięcy – to najdłuższa taka passa w najnowszej historii. Ceny podstawowych produktów, w tym szczególnie żywności i energii, rosną na skutek podwyżki podatków oraz wyłączenia reaktorów atomowych, co sprawia, że Japonia - zwana coraz częściej mianem Kraju Więdnącej Wiśni - musi importować droższe surowce energetyczne.
/mz



























































