Spadek bezrobocia w lipcu, o czym poinformowało Ministerstwo Pracy, nie jest niczym nadzwyczajnym. Spadła ona tylko o 0,1 pp co przekłada się na ok. 20 tys. osób.
Przez ostatnie trzy lata w analogicznym okresie siła tych spadków była podobna. Niestety, wciąż bezrobocie jest wyższe niż rok temu i raczej nie spadnie poniżej tych wartości, które wyznaczają nam naturalne granice wahań sezonowych. Rząd wciąż pompuje setki miliony złotych w tworzenie interwencyjnych miejsc pracy, ale to nie powstrzymuje rosnącej fali emigracji, a także nie jest gwarantem tworzenia rzeczywiście potrzebnych i dobrze płatnych etatów. Resort pracy zapowiedział reformę PUP-ów, ale te w dalszym ciągu będą spełniał rolę ewidencji bezrobotnych, a nie platform ułatwiających komunikację pomiędzy potencjalnymi pracodawcami i pracownikami.
Wciąż czekamy też na bardziej zdecydowane reformy Kodeksu pracy – uelastycznienie polegające na wydłużeniu okresów rozliczeniowych jest dobre dla dużych firm, ale to małe przedsiębiorstwa zatrudniają blisko 80% pracowników w Polsce i to dla nich potrzeba tworzyć nowe przepisy. Czekamy na zapowiadane odbicie w koniunkturze. Jeżeli znajdziemy się na trendzie wzrostowym, to możemy spodziewać się dalszych spadków bezrobocia, które z małymi fluktuacjami powinny utrzymać się przez jakiś czas. Niestety, teraz to bardziej zależy od polityków, którzy muszą podjąć decyzje w kwestii OFE i nowelizacji budżetu niż od rynku, a w takich przypadkach wszystkie scenariusze są realne.





























































