Tylko 4 na 10 turystów z Brukseli, którzy wracają z wakacji w jednej z tzw. czerwonych stref, poddaje się testowi na obecność koronawirusa - pisze The Brussels Times, powołując się na oficjalne dane. W innych regionach Belgii testuje się 60 proc. wracających z zagranicy.


Czerwone strefy to regiony, czasami całe kraje w Europie, w których poziom zakażeń koronawirusem jest uważany za niebezpiecznie wysoki. Zgodnie z belgijskimi regulacjami każdy, kto podróżował do jednej z takich stref, musi po powrocie poddać się kwarantannie i przejść test na obecność Covid-19.
Dane na temat testów zebrane zostały przez wspólną komisję dotyczące społeczności francusko- i flamandzkojęzycznych - pisze w środę portal The Brussels Times.
Wszyscy mieszkańcy Belgii, którzy wyjeżdżają za granicę na co najmniej 48 godzin, muszą wypełnić i przesłać do MSZ przed powrotem tzw. formularz lokalizacji. Wskazuje się w nim, w jakich krajach i regionach się było, a także podaje numer telefonu kontaktowego.
Gdy turyści przekraczają granicę samochodem, nikt nie sprawdza, czy dokument ten został wypełniony, ale w razie kontroli za jego brak grozi kara ponad 250 euro.

Na lotniskach służby powinny skanować pasażerom kody kreskowe, które otrzymuje się po wypełnieniu formularza online. Po zgłoszeniu miejsc, które odwiedziło się w poprzednich dwóch tygodniach, dostaje się informację, czy należy się poddać kwarantannie zalecanej, obowiązkowej, czy też można bez obaw normalnie funkcjonować.
Ciągle aktualizowany wykaz stref czerwonych i pomarańczowych oraz bezpiecznych regionów znajduje się na stronach resortu spraw zagranicznych Belgii. Osoby, które nie stawią się na obowiązkowy test, powinny otrzymać telefon sprawdzający. To jednak tylko teoria. Belgijskie media piszą, że system nie funkcjonuje w pełni i wszystko na to wskazuje, że nie będzie działał jak należy aż do 4 września, gdy większość wyjeżdżających już wróci z wakacji.
Dla przykładu we Flandrii, gdzie testy robi około 60 proc. powracających z czerwonych stref, nie skontaktowano się z pozostałymi 40 proc., choć tak powinno się stać zgodnie z założeniami systemu lokalizowania podróżnych.
Według najnowszych danych średnio 1200 Belgów powraca każdego dnia z czerwonych stref. Strefy te obejmują duże obszary Hiszpanii, niektóre regiony Rumunii i Francji, część Bułgarii, całą Finlandię, Maltę i Danię oraz dwa miasta w Wielkiej Brytanii.
Belgowie umieścili województwa śląskie, małopolskie, wielkopolskie, opolskie, łódzkie, podkarpackie, mazowieckie, pomorskie oraz Warszawę w spisie regionów pomarańczowych. Po powrocie z nich kwarantanna jest zalecana, ale nie obowiązkowa.
Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)
stk/ fit/ akl/



























































