Grupa LPP widzi ryzyko opóźnienia dostaw z Chin w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, choć obecnie zagrożenie nie jest znaczące – poinformował wiceprezes Przemysław Lutkiewicz.


"Na tę chwilę to nie jest jeszcze znaczące zagrożenie, bo ponad 60 proc. dostaw kolekcji wiosna - lato już przypłynęła do magazynów, a kolejne płyną. W Chinach zostało jeszcze do sprowadzenia ok. 15 proc. naszej kolekcji tam wyprodukowanej, czyli całościowo poniżej 10 proc. kolekcji" - powiedział wiceprezes na konferencji.
Lutkiewicz wskazał, że spółka widzi jednak ryzyko opóźnień.
„Widzimy ryzyko opóźnień transportowych, kontenery mogą być wstrzymane. Możemy mieć opóźnienia w dostawach” - powiedział wiceprezes na konferencji.
Dodał, że potencjalnym ryzykiem są też opóźnienia w produkcji.

"Czekamy na informacje chińskiego rządu, kiedy pracownicy w Chinach będą mogli podróżować i wrócić do fabryk" - powiedział.
Dodał, że najwięcej szwalni jest na chińskim wybrzeżu, gdzie nie ma problemu koronawirusa, ale jest problem z przemieszczaniem się pracowników.
Jak poinformował, spółka ma "plan B", w razie gdyby ewentualne opóźnienia się przedłużały.
„Rozmawiamy z fabrykami, z którymi współpracujemy np. w Turcji czy innych krajach azjatyckich: Bangladeszu czy Wietnamie. Wiemy, że tam są wolne moce produkcyjne i moglibyśmy złożyć zamówienia” - powiedział Lutkiewicz.
Ok. 1/3 produkcji grupy pochodzi z Chin. Spółka produkuje więcej w Bangladeszu, Wietnamie czy Kambodży. Ok. 10 proc. produkcji pochodzi z Europy (Polska, Turcja).
Wiceprezes pytany, czy LPP może zwiększyć udział produkcji w Europie, odpowiedział, że jest to możliwe, ale w niedużym stopniu.(PAP Biznes)
pel/ ana/






























































