Po publikacji danych o inflacji w Stanach Zjednoczonych kurs euro ponownie znalazł się powyżej poziomu 4,50 zł. Ewentualne mocniejsze zacieśnienie polityki monetarnej przez Fed może zaszkodzić notowaniom złotego.


Dobiega końca bardzo burzliwy tydzień na rynku złotego. Od początku lutego polska waluta wyraźnie zyskała – kurs euro obniżył się z niemal 4,60 zł do 4,48 zł po środowej, mocno „jastrzębiej”, konferencji prezesa NBP Adama Glapińskiego. „Radość” z powodu najniższego od 8 miesięcy kursu euro nie trwała długo.
Po czwartkowym raporcie o inflacji CPI w USA (która wzrosła do 7,5% i osiągnęła najwyższą wartość od 40 lat) na rynku pojawiły się spekulacje o znacznie silniejszej reakcji Rezerwy Federalnej. Bank centralny USA wciąż pozostaje bierny wobec bardzo wysokiej inflacji, ale teraz mówi się, że lada moment zacznie gwałtownie podnosić stopy procentowe. Mówi się teraz nie tylko o 50-punktowej podwyżce w marcu, ale nawet o zwołaniu nadzwyczajnego posiedzenia FOMC jeszcze w lutym.
Wizja wyraźnie wyższego oprocentowania dolara nie jest dobrą wiadomością dla złotego, ponieważ oznacza niższy dysparytet stóp procentowych w przyszłości, zmniejszając atrakcyjność lokowania kapitału w polskiej walucie. W rezultacie w piątek o 9:57 euro było notowane po 4,5153 zł, a więc o ponad grosz wyżej niż dzień wcześniej.

Notowania dolara amerykańskiego rosły o blisko trzy grosze, osiągając poziom 3,9647 zł po tym, jak w środę znalazły się na najniższym poziomie od września.
Z czteromiesięcznego minimum podniósł się także kurs franka szwajcarskiego, w piątek rano wycenianego na 4,2758 zł, czyli o dwa grosze wyżej niż w czwartek wieczorem. Funt brytyjski drożał o niemal 4 grosze, osiągając cenę 5,3758 zł.
KK





























































