Czwartkowy poranek nie przyniósł istotnych zmian na polskim rynku walutowym. Kurs euro pozostaje w konsolidacji w oczekiwaniu na popołudniowe doniesienia z Europejskiego Banku Centralnego.


Już trzeci tydzień kurs euro utrzymuje się w przedziale 4,60-4,70 zł, czyli o „półkę” wyżej niż przed rosyjską agresją na Ukrainę, ale też wyraźnie niżej niż w szczycie wojennej paniki na przełomie lutego i marca, gdy za euro płacono nawet 5 zł.
W czwartek o 9:28 kurs euro wynosił 4,6387 zł, czyli podobnie jak dzień wcześniej. Nie znaczy to, że zmienność umarła. Przez poprzednie dni obserwowaliśmy nawet kilkugroszowe wahania na parze euro-złoty, ale rynek za każdym razem szybko powracał do punktu wyjścia.
O 13:45 poznamy komunikat z Europejskiego Banku Centralnego, który mimo szalejącej inflacji w strefie euro (w marcu już 7,5 proc.) nie zamierza zrywać z polityką niedodatnich stóp procentowych i wciąż „drukuje” pieniądze na pokrycie długów europejskiego Południa. Analitycy nie spodziewają się, aby na kwietniowym posiedzeniu Rady Prezesów polityka ta miała ulec zmianie.

Na skutek biernej postawy EBC i oczekiwanych mocnych podwyżek stóp procentowych w Rezerwie Federalnej kurs EUR/USD w ostatnich dniach wyrównał tegoroczne minimum. Jednakże na polskim rynku ten ruch nie był za bardzo widoczny. W czwartek rano za dolara płacono niespełna 4,25 zł, czyli o ponad grosz mniej niż dzień wcześniej.
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,5504 zł, a więc o grosz niżej niż w środę wieczorem. Za funta brytyjskiego trzeba było zapłacić 5,5807 zł, czyli o grosz więcej niż dzień wcześniej.
KK


























































