REKLAMA
WAŻNE

Kosztowna rozbiórka poradzieckiej elektrowni jądrowej na Litwie

2018-04-24 07:04
publikacja
2018-04-24 07:04

Litwini powoli rozbierają poradziecką elektrownię jądrową Ignalina. Prace zaplanowane na kolejne 20 lat będą kosztowały kilka miliardów euro. To pierwszy na świecie proces całkowitej likwidacji elektrowni tego typu.

/ fot. Ints Kalnins / Reuters

Elektrownia jądrowa Ignalina na Litwie działała w latach 1983-2009. Dwa bloki z radzieckimi reaktorami typu RBMK o mocy 1500 MW każdy były największymi tego typu obiektami jakie kiedykolwiek powstały.

Reaktory RBMK od dawna nie są już budowane, kilka pracuje jeszcze w Rosji. Typ ten został wyparty przez reaktory wodne, znacznie bardziej bezpieczne, mniej skomplikowane i potencjalnie łatwiejsze w rozbiórce z powodu odmiennej konstrukcji.

To właśnie RBMK uległ awarii w Czarnobylu i ze względu na obawy o bezpieczną eksploatację Ignaliny, jednym ze zobowiązań Litwy przy wejściu do UE było zamknięcie siłowni. Prąd z Ignaliny przestał płynąć z końcem 2009 r., wtedy ruszyły też przygotowania do likwidacji siłowni z finansową pomocą UE. Koszt rozbiórki okazał się bowiem zbyt wysoki dla niewielkiej Litwy. Dziś ocenia się go na 3,4 mld euro do 2038 r., uwzględniając inflację. Dotychczas wydano 1,1 mld, z czego Litwa wyłożyła 14 proc.

"Rozbiórka Ignaliny to operacja unikalna na skalę świata, nigdy wcześniej nie likwidowano w całości siłowni z reaktorami tego typu" tłumaczy w rozmowie z PAP dyrektor generalny elektrowni Audrius Kamienas.

Z kilkusetmetrowej długości hali maszyn zdemontowano już część wyposażenia, m.in. olbrzymie turbogeneratory o łącznej mocy 3 tys. MW. Elementy, które mogły się stykać z promieniotwórczymi materiałami muszą w trakcie rozbiórki zostać odkażone, zanim trafią np. na złom. Z całej elektrowni od 2010 r. usunięto 45 tys. ton stalowych i betonowych konstrukcji i elementów. To tylko niewielka część, bo do budowy zużyto milion m. sześc. betonu i 200 tys. ton stali.

Największym wyzwaniem pozostają dwa reaktory - opróżnione już z radioaktywnego paliwa i powoli demontowane od góry. Jednak pod kilkumetrowej grubości pokrywami leżą siedmiometrowej wysokości rdzenie z grafitu, który wskutek pracy stał się radioaktywny.

Kamienas podkreśla, że z tym, co znajduje się nad i pod rdzeniem, Litwini poradzą sobie sami. To m.in. 10 tys. ton stali i 12 tys. ton betonu. Ale sposobu, jak poradzić sobie z 3,8 tys. ton grafitu zamierzają poszukać na zewnątrz, rozpisując odpowiedni przetarg na najlepszy pomysł na demontaż tak olbrzymich struktur z radioaktywnego materiału. Rozpoczęcie najtrudniejszego etapu rozbiórki planowane jest na 2022 r. Około roku 2026 ma ruszyć wyburzanie.

Osobnym problemem są różnego rodzaju radioaktywne odpady, od słabo aktywnych materiałów i części, po najbardziej aktywne wypalone paliwo - w sumie ok. 50 tys. m. sześć. Aby nie przewozić zbyt daleko niebezpiecznych ładunków, postanowiono utworzyć - w promieniu 1,5 km od elektrowni - dziewięć składowisk o różnym przeznaczeniu. Większość z nich już działa, m.in. dwa składy wypalonego paliwa, gdzie co tydzień trafia specjalny stalowy pojemnik z paliwem.

W Ignalinie jest ponad 21,5 tys. prętów paliwowych, z których na składowisko trafiło już około połowy. Reszta czeka w basenach obok reaktorów i w miarę spadku aktywności jest pod wodą ładowana do pojemników, które trafiają na składowisko. Tam - przy wyśrubowanych środkach ostrożności - są one szczelnie zamykane i wielokrotnie kontrolowane zanim trafią do specjalnej hali. Inny problem stanowią znajdujące się w basenach pręty uszkodzone w trakcie eksploatacji jeszcze w latach 80. Wymagać będą specjalnej procedury.

Dyrektor Kamienas podkreśla wagę zapewnienia nieprzerwanego finansowania całego procesu. Kiedy bowiem rozbiórka reaktorów ruszy, nie da się jej przerwać bez ponoszenia dodatkowego ryzyka. Żeby zacząć demontaż reaktorów, Litwa musi więc sobie wcześniej zapewnić odpowiednie pieniądze w perspektywie budżetowej UE na lata 2020-2027.

Ewentualne opóźnienia w finansowaniu, jak zwraca uwagę Kamienas, będą niekorzystne także ze względu na wiek pracowników, którzy przez lata zdobyli unikalne na skalę światową doświadczenie. Średnia wieku tych specjalistów wynosi już 51 lat, a najtrudniejsze etapy powinny się skończyć, zanim ci ludzie odejdą z pracy - podkreśla dyrektor Ignaliny.

Autor: Wojciech Krzyczkowski

Edytor: Marcin Musiał

Źródło:PAP
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (5)

dodaj komentarz
niepelnosprawny_org
zeby tak w rosji rozbierali atomy z pomocą świata, ale na to sie nie zanosi i raczej nie bedzie zanosic nigdy...
ajwaj
""Litwa musi więc sobie wcześniej zapewnić odpowiednie pieniądze w perspektywie budżetowej UE na lata 2020-2027"" (w/w kilka mld. €)
- w jednym zdaniu, caly sens :)
Czyli business zycia dla macherów z Litwy, " z nedzy do pieniedzy"

Nota bene - likwidacja tej elektrowni byla bez
""Litwa musi więc sobie wcześniej zapewnić odpowiednie pieniądze w perspektywie budżetowej UE na lata 2020-2027"" (w/w kilka mld. €)
- w jednym zdaniu, caly sens :)
Czyli business zycia dla macherów z Litwy, " z nedzy do pieniedzy"

Nota bene - likwidacja tej elektrowni byla bez sensu, Bialorus konczy swoja "atomówke" i bedzie sasiadom sprzedawac prad czysty, choc b. drogi :)
bmiara
Wybacz, ale jeżeli nie widzisz różnicy między reaktorami rbmk a pwr(wwer), to się nie wypowiadaj.
ajwaj odpowiada bmiara
El. w Chernobylu RBMK pracowala jeszcze 14 lat po wypadku.. Poszla kasa to wylaczyli
Sama awaria byla przy stymulacji black-outu, ciala dala obsluga. W innych dolozyli zabezpieczenia i pracuja 11 sztuk do dzisiaj
wojtek2u
"zanim ci ludzie odejdą z pracy" - chyba na wieczną emeryturę. Tak, trzeba się śpieszyć, choroba popromienna nie czeka. Elektrownie atomowe to syf jakich mało.

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki