Widać, że istnieje przestrzeń do podwyżek stóp procentowych bez szkody dla silnej gospodarce realnej, wzrostu PKB i zatrudnienia w Polsce - powiedziała Obserwatorowi Finansowemu wiceprezes NBP Marta Kightley. Zaznaczyła, że bank centralny nie może dopuścić do tego, aby spowodować długotrwałą recesję.


"Mamy silny popyt w gospodarce, a więc jest większe przyzwolenie na podnoszenie się wszystkich cen, nie tylko tych dyktowanych przez warunki zewnętrzne, ale również innych cen w gospodarce. Jak patrzymy na to jak rosną inne ceny w gospodarce, to wyraźnie widzimy, że element popytowy również istnieje. Mamy też bardzo silny wzrost gospodarczy. (...) Obecnie nasza produkcja, nasze PKB jest 8 proc. powyżej poziomu sprzed pandemii. (...) Ale wiąże się to również z tym, że mamy bardzo napięty rynek pracy, co powoduje żądania płacowe i łatwiejsze podnoszenie płac. To z kolei przekłada się na inne ceny, bo cena pracy przekłada się na inne ceny w gospodarce" - powiedziała Kightley, według oficjalnej transkrypcji wywiadu, zamieszczonej na stronie Obserwatora Finansowego.
Przeczytaj także
"Tak jak mówię – Rada Polityki Pieniężnej widzi to wszystko, ma wszystkie dane, dostaje bardzo dobre, głębokie analizy przygotowane przez naszych ekspertów z Departamentu Badań i Analiz. Biorąc więc to wszystko pod uwagę widać, że istnieje przestrzeń do tego, aby podnosić stopy procentowe, a jednocześnie nie szkodzić bardzo silnej gospodarce realnej, wzrostowi gospodarczemu i zatrudnieniu" - dodała.
Wiceprezes NBP wskazała przy tym, że bank centralny nie może dopuścić do tego, aby spowodować długotrwałą recesję.
"(...) Utrzymywanie inflacji na niskim poziomie, na poziomie celu inflacyjnego, z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania gospodarki, jest bardzo ważne. Zgadzam się oczywiście ze stwierdzeniem, że nie można dopuścić do tego, aby spowodować jakąś długotrwałą recesję, zwłaszcza w sytuacji kiedy to obroniliśmy gospodarkę światową przed długotrwałą recesją" - powiedziała.

Jak wskazała wiceprezes NBP, dokonane już podwyżki stóp wpływają na ograniczenie mechanizmu inflacji popytowej.
"Z wielu więc względów jest to istotne, żeby ograniczać taki typ inflacji, tym bardziej, tak jak w przypadku naszej gospodarki wyraźnie widać, że jest ten komponent popytowy" - dodała.
Horyzont oddziaływania stóp procentowych to od 4 do 8 kwartałów
Moment, kiedy zwiększenie stóp procentowych zaczyna oddziaływać na gospodarkę przychodzi z dość długim opóźnieniem. Nasze badania wskazują, że to jest od czterech do ośmiu kwartałów - powiedziała Marta Kightley, wiceprezeska NBP.
"Banki centralne, co do zasady, mają jedno narzędzie do użycia (w walce z inflacją - PAP), czyli stopy procentowe" - powiedziała. "Narzędzie jest, narzędzie działa - podkreśliła. "Natomiast jest pytanie dotyczące tempa i horyzontu podnoszenia stóp procentowych" - zaznaczyła. Kightley oceniła, że "bardzo często jest takie oczekiwanie, że w momencie, w którym bank zaczyna podnosić stopy procentowe, to będziemy mieć automatyczny wpływ na poziom bieżących cen". "To jest ważne aby komunikować, (...) że horyzont oddziaływania stóp procentowych na gospodarkę jest dosyć długi. Nasze badania wskazują, że to jest od czterech do ośmiu kwartałów" - wyjaśniła. "Ten moment, kiedy te stopy najsilniej oddziałują na gospodarkę przychodzi z dość długim opóźnieniem. Dlatego decyzje, które są podejmowane przez Radę Polityki Pieniężnej biorą pod uwagę ten średni horyzont" - dodała. Kightley przypomniała, że powodem, dla którego podwyżki stóp procentowych są ogłaszane stopniowo, jest konieczność obserwowania jak gospodarka reaguje.
Wiceprezeska NBP odniosła sie do pytania o przyszłość globalizacji po pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie. "Globalizacja nie wzięła się znikąd. Jest kwestia ceny (...) - w niektórych miejscach Ziemi różne rzeczy się taniej produkuje i my jako konsumenci z tego korzystamy" - wskazała. "Pytanie, czy te łańcuchy (dostaw - PAP) będą się skracać, pytanie czy będzie ten +nearshoring+ czyli będzie bliżej tych centrów przenoszona produkcja - zobaczymy" - powiedziała.
"Jedną rzecz, którą widzimy na pewno obecnie, to to, że przedsiębiorstwa doświadczyły tego, że tzw. produkcja +just-in-time+ niestety w takich niepewnych czasach jest złym rozwiązaniem i widzimy to wyraźnie w danych, że przedsiębiorstwa bardzo dużo zapasów trzymają u siebie" - podkreśliła Kightley. "To już pokazuje pewną zmianę. Na ile trwałą? Zobaczymy. Na pewno będą zmiany. Na pewno z perspektywy banku centralnego i celu inflacyjnego to jest zła wiadomość, bo to oznacza, że ceny nie będą się tak obniżały, jak się obniżały przed pandemią" - skonstatowała. (PAP)
autorka: Ewa Nehring
tus/ ana/ neh/ drag/





























































