Komisja Nadzoru Finansowego szykuje zmiany odnośnie do kredytów hipotecznych. Zdaniem bankowców wygenerują one olbrzymie koszty i zapewne poniosą je kredytobiorcy. O co konkretnie chodzi?


Komisja Nadzoru Finansowego ma za zadanie m.in. dbać o prawidłowe funkcjonowanie rynku finansowego, jego stabilność, bezpieczeństwo oraz przejrzystość. Dlatego też wydaje szereg rekomendacji dla sektora. Jeden z ostatnich pomysłów nie spodobał się bankowcom.
Stop finansowania długoterminowych hipotek poprzez krótkoterminowe depozyty klientów
Chodzi o rekomendację WFD dotyczącą Wskaźnika Długoterminowego Finansowania, która została skierowana do konsultacji pod koniec kwietnia. Te zakończyły się w czerwcu, a głos miały zabrać Ministerstwo Finansów, Narodowy Bank Polski, Bankowy Funduszu Gwarancyjny, Związek Banków Polskich, Krajowy Związek Banków Spółdzielczych oraz wybrane firmy audytorskie. Niestety KNF nie publikuje opinii tych instytucji. Jednak jak informuje Wyborcza.biz, przeciwni nowej rekomendacji KNF są bankowcy.
KNF chce, aby długoterminowe kredyty mieszkaniowe nie były finansowane wyłącznie poprzez krótkoterminowe depozyty klientów. Ma to związek z coraz większym udziałem nowych kredytów hipotecznych z okresowo stałym oprocentowaniem. Udzielanie takich kredytów wiąże się bowiem z wysoką ekspozycją banków na ryzyko stopy procentowej. W ten sposób KNF chce ograniczać swobodę biznesu w imię ochrony stabilności systemu - czytamy.
- Pojawienie się np. negatywnej informacji dotyczącej dowolnego banku, rynków finansowych czy związanej z wydarzeniem politycznym lub gospodarczym (nawet niekoniecznie prawdziwej a będącej tzw. fake-news’em) może spowodować nagły odpływ depozytów (nawet tych uznawanych w warunkach normalnych za najbardziej stabilne), którego bank może nie być w stanie zatrzymać poprzez podniesienie ich oprocentowania - tłumaczy Wyborcza.biz Jacek Barszczewski, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego.
Europa kupi listy zastawne polskich banków?
Zgodnie z projektem rekomendacji WFD na dzień odniesienia 31 grudnia 2025 r. banki miałyby utrzymywać wskaźnik WFD na poziomie co najmniej 40 proc., zaś w kolejnym roku poziom ten wzrósłby do co najmniej 50 proc. Rozwiązaniem problemu miałaby być emisja listów zastawnych, jednak zdaniem bankowców zyskają jedynie nabywcy instrumentów dłużnych emitowanych w dużej, czyli duże europejskie fundusze inwestycyjne.

Sektor bankowy szacuje, że popyt na krajowym rynku listów zastawnych to maksymalnie 4 mld zł w rocznie. Z kolei potrzeby sektora bankowego byłyby w tej sytuacji znacznie większe i mogłyby wynieść nawet 180 mld zł do 2029 roku i 647 mld zł łącznie w latach 2024-2033. W tym samym czasie można spodziewać się, że krajowe instytucje kupią listy zastawne banków maksymalnie za 40 mld zł.
- Prawdopodobnie część emisji obejmą wzajemnie polskie banki, co grozi wzrostem ryzyka wzajemnego zakażenia banków w przypadku ewentualnych trudności jednego banku. Pozostała część emisji listów zastawnych będzie musiała trafić na rynki zagraniczne, co znacząco zwiększy koszty pozyskania takiego finansowania oraz wystawi banki na większe ryzyko walutowe. Koszty emisji listów zastawnych na tak olbrzymią skalę na europejskich rynkach w perspektywie 2029 r. obniżą marżę odsetkową banków o ponad 40 punktów bazowych, zyski o ok. 13 proc. - podaje Wyborcza. biz.
Dlaczego dopiero teraz?
Jak już wcześniej tłumaczył przewodniczący KNF Jacek Jastrzębski, do ok. 2019 r. kredyty hipoteczne w Polsce, jako jednym z nielicznych krajów w Unii Europejskiej, były w zasadzie oparte na stopie zmiennej. Kredytobiorcy korzystali na tym, bo stopy spadały, nikt nie był zainteresowany stałym oprocentowaniem - odnotowano.
- Skutkiem było to, że ryzyko zmiany stopy procentowej było po stronie klientów i ten model z wielu względów się utrwalił. Jedną z przyczyn było to, że od końca lat 90. do 2020 r. mieliśmy do czynienia w zasadzie z obniżaniem stóp procentowych, co powodowało, że ryzyko związane ze stopą procentową było w zasadzie nieodczuwalne. Z punktu widzenia banków to też był model wygodny - przypomina Wyborcza.biz.
Przeczytaj także
Popularność hipotek ze stałym oprocentowaniem wzrosła w ostatnich latach w wyniku serii podwyżek stóp procentowych. Wyborcza wylicza, że czwartym kwartale 2023 r. kredyty ze stałym oprocentowaniem stanowiły ponad 80 proc. sprzedaży. Dla porównania, w 2021 r., gdy stopy procentowe były rekordowo niskie, kredyty ze stałą stopą odpowiadały za 5 proc. nowej sprzedaży. Warto jednak przypomnieć, że za ponad połowę wniosków w IV kw. 2023 roku odpowiadał "Bezpieczny kredyt 2 proc." ze stałą stopą oprocentowania na okres 10 lat.
- Mniej kredytobiorców będzie miało zdolność aby wziąć kredyt, a nawet jeżeli już go dostanie, może nie uzyskać go w oczekiwanej wysokości. Ci szczęśliwcy, którzy kredyt dostaną, z pewnością zapłacą więcej - mówi rozmówca Wyborcza.biz.
Oprac. JM




























































