To nie żadna nowość. Nauczyciele w wielu szkołach od dawna mają problem z wyrobieniem pełnego etatu – mają za mało godzin. Jeżeli w szkole nie ma uczniów, to automatycznie jest mniej klas, które można uczyć. Stąd nauczyciel historii, by dalej mieć 18 godzin lekcyjnych, musi uczyć także innego przedmiotu, np. biologii. Jednak nie jest to możliwe bez dodatkowych studiów. Te kosztują, a nie każdego na to stać. Zresztą nie wiadomo, czy nie będzie to rozwiązaniem tylko na moment.
| »Kto chce likwidacji Karty Nauczyciela? |
Państwo stawia na specjalizację. Ratunkiem dla zachowania etatów, a co za tym idzie – utrzymania obecnego poziomu zatrudnienia nauczycieli, jest namawianie ich do zdobywania specjalizacji w innych, często nie pokrywających się ze sobą dziedzinach. Problem jest poważny, a takie działanie to tylko przedłużenie agonii polskiej oświaty.
Ponad 600 tysięcy nauczycieli
| »Nauczyciele zarabiają krocie? |
Z danych GUS wynika, że do 2014 r. liczba uczniów będzie spadać. Potem osiągniemy stabilizację, ale to nie oznacza wzrostu liczby dzieci. Do tego dochodzą rosnące wydatki samorządów, które w zeszłym roku wydały na ten cel ponad 20 mld zł, a prawie 40 mld dostały z budżetu. Najgorsza sytuacja jest w małych gminach, gdzie do każdej złotówki otrzymanej z budżetu, muszą dołożyć drugą z własnego. To w dłuższej perspektywie prowadzi do poważnych problemów finansowych najbiedniejszych gmin, które żeby zaoszczędzić na oświacie, muszą ciąć wydatki. Zwolnienie części nauczycieli i zamykanie szkół to dla nich konieczność.
Zatem czy jest sens namawiać ich do nauki kolejnego przedmiotu, który teoretycznie ma uchronić ich przed stratą etatu? Raczej nie. Zresztą każdy dobry nauczyciel powtarza, że jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl



























































