Rewelacje Gazety Wyborczej potwierdzają to, co wiadomo od dawna. Nauczyciele zarabiają dużo, a pracują mało. Można zestawiać skrajne dane, które pokażą biednych i przemęczonych pracowników oświaty oraz krezusów, którzy na ułamkowych etatach zarabiają więcej niż przeciętny Polak wg GUS. Czy da się to zmienić?
Przeciętny nauczyciel ma 23 godzin zajęć lekcyjnych w tygodniu, za które otrzymuje średnio 25 zł netto na rękę. Oznacza to, że nauczyciele zarabiają średnio 2,3 tys. zł netto miesięcznie. Oczywiście, są tacy, którzy pracują tylko na pół etatu, czyli mają 9 godzin zajęć lekcyjnych w tygodniu i dostają za to nie wiele ponad tysiąc złotych miesięcznie. Jednak są też i tacy nauczyciele, którzy pracują przy tablicy po 32 godziny w tygodniu i mają z tego ponad 3,2 tys. zł na rękę.
| »Najbardziej męczące zawody w Polsce: górnik i nauczyciel |
Biorąc pod uwagę przeciętne wynagrodzenie w Polsce, to nauczyciele należą do jednej z najlepiej opłacanych grup zawodowych. Za godzinę pracy średnio otrzymują 25 zł netto podczas gdy przeciętny pracownik zarabia 14 zł netto. Z kolei biorąc pod uwagę modalną pensję, to stawka za godzinę wynosi tylko 11 zł netto za godzinę pracy. Oznacza to, że nauczyciele zarabiają 2 razy lepiej od przeciętnego Polaka i znajdują się w górnych 20-30% wynagradzanych pod względem płacy godzinowej.
Po 20 latach już nie zarobisz więcej
Niestety, z danych przedstawionych przez Gazetę Wyborczą wynika, że wynagrodzenie nauczyciela, chociaż rośnie wraz ze stażem pracy, to jednak jest to niewielki wzrost. Nauczyciel z 15 letnim stażem pracy ma podobną pensję do tego, który pracuje 25 lat w zawodzie. Potwierdza to demotywujący wpływ Karty Nauczyciela i ogólnie odgórnego ustalania wynagradzania na pracę nauczycieli. Po prostu, gdy osiągną pewien limit, mają nikłe szanse na zwiększenie swoich zarobków. Osiągnięcie górnego pułapu po 20 latach pracy, bez szansy na wyższe zarobki, w rzeczywistości musi prowadzić do niezadowolenia. Nie jest to sugestia do wydłużania okresu osiągania limitu maksymalnego wynagrodzenia, a raczej argument za urynkowieniem zawodu nauczyciela w szkołach publicznych.
| Nauczyciele na zieloną trawkę |
Problem z pensją nauczycieli polega na tym, że ciężko jest dokładnie stwierdzić ile zarabiają. To samo dotyczy przedstawicieli wielu innych branż. Są informatycy, którzy mają np. 20 tys. zł pensji miesięcznie, ale zwykle tylko jeden na stu jest tak wynagradzany. Są też ekonomiści, którzy zarabiają po kilkanaście tysięcy złotych na miesiąc oraz urzędnicy, którzy mają wyższe pensje niż prezydent RP. Jednak większość ludzi, niezależnie od branży, zarabia marnie, rzadko kiedy zbliżając się do średniej krajowej. Naturalnie są lepiej i gorzej opłacane profesje, ale biorąc pod uwagę stawkę godzinową za czas spędzony w pracy nauczycielom bliżej do informatyków, niż do urzędników.
Nauczyciele nie uczą
Na etat nauczyciela składa się 18-godzin zajęć lekcyjnych, dwie godziny dodatkowych nieodpłatnych zajęć wyrównawczych i średnio 2,5 godziny nadliczbowe. Z danych OECD wynika jasno, że polski nauczyciel spędza najmniej czasu na nauczaniu wśród wszystkich państw europejskich, bo tylko 3,5 godziny dziennie. To dwa razy mniej niż wynosi średnia. Mało kto pamięta, że teoretycznie powinni oni być do dyspozycji dyrektora szkoły przez 40 godzin. Część rzeczywiście tak pracuje. Jednak zwykle spotkamy się z obrazem nauczycielki, która pracując na pełny etat, wraca ze szkoły do domu już po 4 godzinach pracy.
Ich pensje zależą od stażu pracy. Nauczyciel stażysta nie zarobi więcej niż 1,4 tys. netto. Mianowany zarabia już lepiej – ok. 2 tys. zł na rękę. Najlepiej opłacani nauczyciele dyplomowani otrzymują od 2,5 do 3,5 tys. zł. Ciężko jest określić dokładnie ile, bo wszystko zależy od miejsca zamieszkania i otrzymywanego dodatku motywacyjnego.
Coraz mniej dzieci, coraz więcej nauczycieli
Od 2008 roku liczba nauczycieli zatrudnionych w państwowych placówkach zwiększyła się o 10 tys. osób. W tym samym czasie ubyło prawie milion uczniów. W Polsce jest ponad 600 tys. nauczycieli. To wszystko sprawia, że konieczne są zwolnienia, które z jednej strony mogą przynieść duże oszczędności, a z drugiej niestety negatywnie odbić się na poziomie nauczania. Przy obecnej liczbie uczniów różni eksperci podają, że starczyłoby „tylko” 350 tys. - 400 tys. nauczycieli, czyli przynajmniej o 1/3 mniej. Czy wtedy nauczyciele zarabialiby więcej?
| Odwieczny problem nauczycieli |
Nie można mieć pretensji do wynagrodzeń nauczycieli. Zarabiają oni bardzo dobrze i w zasadzie powinni otrzymywać jeszcze wyższe pensje. W końcu od nich zależy, czy młody Kowalski będzie posiadał odpowiednią wiedzę, by dobrze konkurować i wygrywać na rynku pracy ze swoimi zachodnimi kolegami. Nie da się jednak ukryć faktu, że przez ostanie 5 lat pensje nauczycieli nominalnie wzrosły o prawie 50% a średnia krajowa tylko o 25%. Rosnące wynagrodzenia nie były powiązane z wydajnością pracy. Z drugiej strony, rządzący argumentowali podwyżki faktem, że nauczyciele przez lata należeli do ignorowanej grupy zawodowej i ostatnie podwyżki to tylko wyrównanie do poziomu, który powinien być osiągnięty już dawno. Uważam ten argument za słuszny.
Jednak trzeba zmienić ich system pracy i niestety zwolnić tych, którzy z przyczyn demograficznych po prostu są niepotrzebni. Jeżeli nauczyciel faktycznie spędzałby 30 godzin na zajęciach lekcyjnych i 10 godzin na pracy administracyjnej, to prawdopodobnie dyskusji o ich zarobkach w ogóle by nie było. Niestety, na przeszkodzie stoją obrońcy praw nauczycieli którym tak naprawdę nie zależy na tym, by najlepsi zarabiali jak najwięcej. Wręcz można odnieść wrażenie, że cały czas chodzi o to, by utrzymać etaty tych, którzy już dawno powinni przestać uczyć.
Zapraszamy do dyskusji na forum, czy nauczyciele zarabiają za dużo?
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
| Zobacz też: |
| » Działki warte miliardy złotych |
| » Trybunał zbada zasady działania Polskiego Związku Działkowców |
| » Będziemy bogatsi od Węgrów, ale za Litwinami |



























































