REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

JANUSZ KRYPTOIle potrwa krypto-bessa? Tego dnia wypada "statystyczny dołek", ale co na to bitcoin?

Janusz Krypto2026-08-20 06:00analityk
publikacja
2026-08-20 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

10 miesięcy od szczytu, 50% spadku i uśpiony bitcoin w okolicy 63 tys. dolarów - tak wygląda obecny krajobraz na rynku kryptowalut. Patrząc na ten marazm, nie trudno dziwić się, że inwestorzy wracają znów do opowieści o "czteroletnim cyklu". Postanowiłem zajrzeć w ich kalendarzyk, przekopać minione dołki, wymierzyć długość statystycznej bessy i nie odpowiedzieć Państwu na pytanie, czy tym razem będzie inaczej. 

Ile potrwa krypto-bessa? Tego dnia wypada "statystyczny dołek", ale co na to bitcoin?
Ile potrwa krypto-bessa? Tego dnia wypada "statystyczny dołek", ale co na to bitcoin?
fot. Everett Collection / / Shutterstock

Rynek kryptowalut dostarcza nam w ostatnich tygodniach tyle emocji, że ostatniego wieczoru niemal zasnąłem śledząc notowania. Od czerwca cena bitcoina utknęła w stosunkowo wąskim przedziale 58 000-66 500 dolarów. Z jednej strony inwestorzy trawią łagodniejsze odczyty makroekonomiczne z USA, które łagodzą ryzyko podwyżek stóp procentowych. Z drugiej - dyskomfort serwują rynkom rosnące rentowności obligacji i droga ropa. Konflikt na Bliskim Wschodzie cały czas nie chce się zakończyć, a wysokie ceny surowców energetycznych to przepis na wyższą inflację.

Wróćmy jednak do krypto. Od historycznego rekordu z października 2025 roku, kiedy bitcoin sięgnął rekordowych 126 300 dolarów, minęło dokładnie dziesięć miesięcy. Kurs spadł od tego czasu o blisko połowę. Jako konserwatysta i sceptyk z dystansem podchodzę do wszelkich "magicznych wzorów" na bogacenie się. Gdy jednak cały rynek zaczyna z namaszczeniem powoływać się na tak zwany "czteroletni cykl bitcoina", uznaję, że warto rozłożyć ten kalendarz na części pierwsze.

Liczby nie kłamią? "Kalendarz Bitcoiniarski" 

Pojęcie czteroletniego cyklu nie wzięło się znikąd. Wpływają na nie przedzielone czteroletnimi odstępami tzw. halvingi czyli zaprogramowane w kodzie zmniejszenie o połowę nowo emitowanych bitcoinów. Zwykle zbiegały się one w czasie z cyklami polityki monetarnej banków centralnych. Ważny element wnosi też psychologia tłumu.

Spójrzmy na zestawienie dotychczasowych kryptowalutowych bess, które znalazłem w opracowaniach funduszy Fidelity i VanEck. Oto jak historycznie zachowywał się w nich kurs bitcoina:

Wakacje na giełdzie
Cykl rynkowy Szczyt hossy Dołek bessy Skala spadku Czas od szczytu do dołka (w dniach)
2013-2015 1150 USD (30.11.2013) 152 USD (14.01.2015) -86% 410 dni
2017-2018 19 800 USD (17.12.2017) 3200 USD (15.12.2018) -84% 363 dni
2021-2022 69 000 USD (10.11.2021) 15 500 USD (21.11.2022) -78% 376 dni
Obecny (2025-2026?) 126 300 USD (06.10.2025) Ustalanie dołka ~50% (stan na sierpień 2026) 317 dni (stan na 19.08.2026)

Z tego zestawienia wynika, że średnia długość historycznych bess na rynku kryptowalut od szczytu do dołka notowań bitcoina wynosi dokładnie 383 dni (ok. 12,7 mies.).

A co w przeszłości działo się po tym, gdy rynek już osiągnął dno? Duże rajdy cenowe bitcoina

Cykl rynkowy Dołek bessy Kolejny szczyt Skala wzrostu Czas do szczytu (w dniach)
I hossa 152 USD (14.01.2015) 19 800 USD (17.12.2017) +12 926% 1068 dni
II hossa 3200 USD (15.12.2018) 69 000 USD (10.11.2021) +2056% 1061 dni
III hossa 15 500 USD (21.11.2022) 126 300 USD (06.10.2025) +714% 1050 dni

Wnioski? Droga z rynkowego dna na sam szczyt hossy zajmuje bitcoinowi średnio 1060 dni (niespełna 3 lata), a procentowe stopy zwrotu z każdego kolejnego cyklu stopniowo maleją.

Jeśli obecna bessa miałaby powtórzyć historię z cyklami, dołek musiałby być znacznie niżej niż to co widzimy obecnie. Nawet w optymistycznym scenariuszu, w którym ta korekta okazałaby się najłagodniejsza w historii i wyniosła "zaledwie" 70% spadku od szczytu, cena bitcoina musiałaby osiągnąć poziom rzędu 37 000-38 000 dolarów. Zgodnie z kalendarzykiem dołek bessy powinien wypaść pomiędzy wrześniem a listopadem 2026 roku.

Skoro mamy jednak w ręku dokładne średnie z ostatnich kilkunastu lat, zróbmy małe ćwiczenie teoretyczne. Zaznaczam z całą mocą: to nie jest porada inwestycyjna, a rynek nie ma obowiązku poruszać się według starych, utrwalonych wzorców. Gdyby jednak jakiś wyznawca kalendarza chciał rozegrać ten cykl wyłącznie na podstawie historycznych średnich, jego plan wyglądałby następująco:

  • data zakupu (dołek bessy) - ostatni szczyt hossy przypadł na 6 października 2025 roku. Doliczając do tej daty średni czas trwania bessy czyli 383 dni, cykliczny automat wyznacza dzień zakupy na 24 października 2026 roku.
  • data sprzedaży (szczyt kolejnej hossy) - gdybyśmy z tego teoretycznego dołka wystartowali w kolejny rajd i dodali do niego średni czas trwania hossy (1060 dni), idealny moment na wyciągnięcie wtyczki i realizację zysków wypada dokładnie 18 września 2029 roku.

To tyle, za 3 lata i 1 miesiąc widzimy się pod salonem Lamborghini. 

Ale, ale - w tej bessie coś zgrzyta 

Żeby nie było zbyt kolorowo i nie pomyśleli Państwo, że właśnie otrzymali gotowy przepis na odroczoną w czasie "wolność finansową", już wykładam na stół wątpliwości. Statystyki pokazują, że w tej rynkowej układance pojawiają się anomalie, które komplikują matematykę 4-letniego cyklu.

Analitycy z funduszu VanEck zwrócili uwagę, że większość wskaźników tak zwanej "kapitulacji" świeci już na czerwono. Z rynkowych modeli wynika, że zmęczeni gracze właśnie rzucają ręcznik. Gdzie tu zgrzyt? W poprzednich cyklach takie sygnały pojawiały się, gdy na rynku lała się krew, a kursy spadały w przepaść o 80%. Dziś "kapitulujemy" przy cenie powyżej 60 000 USD za bitcoina, czyli ledwie 50% poniżej szczytu. To bardzo wygodna, wręcz luksusowa kapitulacja. Może wskaźniki przy udziale ETF-ów po prostu się zacięły, albo ta prawdziwa, bolesna panika dopiero przed nami?

Dysonans widać też w portfelach inwestorów, którzy kupili swoje bitcoiny dłużej niż rok temu. Z danych CryptoQuant wynika, że wyrzucili oni niedawno na rynek setki tysięcy monet. Większość z nich jest na minusie. Kiedy tej kategorii graczy miękły nogi, historycznie zwiastowało to bliskość dna. Zgrzyt polega jednak na tym, że w poprzednich bessach z 2018 i 2022 roku, poziom wykrwawienia weteranów był znacznie głębszy, tymczasem kalendarzykowy czas na zakupy się zbliża.

Dopełnieniem tej układanki są fundusze spot ETF z Wall Street. Rynkowa narracja przypisuje im często rolę stabilizatora, który kotwiczy rynek i wchłania spadki. Sceptyk dostrzeże tu jednak kij o dwóch końcach: wyjątkowa łatwość, z jaką kapitał wchodzi do tych funduszy, działa dokładnie tak samo w drugą stronę. W chwili prawdziwej paniki ten rzekomy stabilizator, zamiast chronić rynek przed spadkami, może po prostu pogłębić wyprzedaż.

W najgorszym dla krypto-entuzjastów scenariuszu ten cykl może odsłonić prawdę o wyczerpaniu się samej formuły. Skoro procentowe stopy zwrotu w każdej kolejnej hossie maleją - od kosmicznych tysięcy procent na początku, po "zaledwie" 714% w ostatnim zrywie - rynek może po prostu wejść w fazę strukturalnego marazmu. Bitcoin przestanie być maszynką do robienia milionerów, stając się po prostu kolejnym aktywem do ostrożnego, żmudnego inwestowania.

Śladem dawnych rozmów. Co z tą cyklicznością?

Kiedy w marcu tego roku rozmawiałem z moimi biegłymi, na rynku panowały zupełnie inne nastroje, a kurs wahał się w przedziale 65-88 000 dolarów. Wtedy prof. Krzysztof Piech zwracał uwagę, że rynek kryptowalut podlega wyraźnym, zakodowanym w podaży cyklom tak długo, jak długo inwestorzy będą w nie wierzyć. Profesor kreślił wówczas hipotetyczny scenariusz zejścia ceny bitcoina w okolice 40 tysięcy dolarów - co zresztą idealnie pokrywa się ze wspominaną wyżej kalkulacją 70-procentowego spadku od szczytu.

Z kolei bankier i entuzjasta krypto Jarosław Fuchs akcentował obecność instytucji, stawiając pytanie, czy napływy z ETF-ów nie zmienią tradycyjnego przebiegu bessy. Inżynier IT Mateusz Jamiołkowski trzeźwo przypominał, że chociaż technologia idzie do przodu i przybywa skomplikowanych instrumentów finansowych, to natura ludzka - pędzona chciwością na górce i strachem na dole - pozostaje dokładnie taka sama.

Nie zamierzam w tym miejscu nikogo rozliczać, bo na ostateczne oceny jest stanowczo za wcześnie. Jako sceptyk patrzę na te wyliczenia z własną, mocno zakorzenioną rezerwą. Cykle i historyczne wskaźniki są dla inwestorów wspaniałą opowieścią dopóki rynek nie postanowi ich zignorować. Czy jesień 2026 roku przyniesie zapowiadany przez analityków dołek i wielką akumulację, czy też czeka nas jeszcze jedna faza czyszczenia rynku? A może wyceny odjadą szybciej i dołek to mieliśmy już 1 lipca. Czas pokaże. 


Wszystkie zapiski z mojego dziennika znajdziecie w tym miejscu. Zapraszam też do odwiedzin na moim Facebooku. Maile możecie słać na adres janusz.krypto@bankier.pl. 

Źródło:

Janusz Krypto to fikcyjna postać stworzona przez redakcję Bankier.pl przy współpracy z Radą Ekspertów. Reprezentuje tradycyjnych inwestorów. Jego celem nie jest pogoń za szybkim zyskiem, lecz chłodna weryfikacja rynku kryptowalut i sprawdzenie, czy cyfrowe aktywa mają rację bytu w portfelu poważnego inwestora. Kolejne kroki Janusza są wspierane merytorycznie przez profesorów, bankowców i specjalistów od informatyki i cyberbezpieczeństwa. O sobie: “Mam 59 lat i portfel nudny jak flaki z olejem: solidne akcje dywidendowe, fizyczne złoto i obligacje skarbowe. Przez lata omijałem kryptowaluty szerokim łukiem, patrząc na nie jak na wirtualne żetony bez pokrycia. Skoro jednak największe fundusze świata i banki centralne biorą się za bitcoina, odkładam emocje na bok i wyciągam notes. Przeprowadzam audyt na własnych zasadach: najpierw wiedza, potem pieniądze. Nie słucham influencerów z TikToka, tylko twardych danych i moich biegłych.”

Tematy
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Janusz Krypto

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki