Indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych – potocznie zwany inflacją – był w czerwcu o 0,2% wyższy niż w maju, ale wciąż o 0,8% niższy niż w czerwcu 2015 roku – podał Główny Urząd Statystyczny.


Tradycyjnie już tańsze niż rok wcześniej były odzież i obuwie (o 4,1% rdr). Ale także wyposażenie i użytkowanie mieszkania (-0,9% rdr), kultura i rekreacja (-3%) oraz łączność (-0,4%). Wciąż ogromny wpływ miały ceny paliw, które w czerwcu były o 9% niższe niż rok wcześniej. Za to więcej niż rok temu musieliśmy zapłacić za żywność (o 1,1%), napoje alkoholowe i tytoniowe (o 0,5%), zdrowie (o 0,4%), edukację (o 0,8%), restauracje i hotele (o 1,3%) oraz „inne towary i usługi” (o 1,7%).
Ujemną roczną dynamikę tzw. inflacji CPI zwykło się utożsamiać z deflacją cenową w gospodarce. Tak definiowana deflacja utrzymuje się w Polsce nieprzerwanie od lipca 2014 roku, a więc dokładnie od dwóch lat.
Równocześnie za sprawą drożejących paliw od marca GUS notuje wzrost cen względem miesiąca poprzedniego. W czerwcu wskaźnik CPI wzrósł czwarty miesiąc z rzędu. Ostatni raz taka seria miała miejsce na przełomie lat 2013/14.

W 2015 roku inflacja CPI wyniosła -0,9% i był to najsilniejszy statystyczny spadek cen od czasów rządów Władysława Gomułki i pierwsza deflacja w historii III RP. Pomimo obserwowanych od kilku miesięcy wzrostu cen paliw najnowsza projekcja inflacyjna Narodowego Banku Polskiego zakłada, że także w tym roku polska gospodarka odnotuje deflację cenową – średnioroczna inflacja CPI ma wynieść -0,5%.
Krzysztof Kolany































































