Na Vinted można kupić nieautoryzowane kopie kultowych płyt i kaset - część sprzedawców sama pisze, że oferuje „przegrywki". Zgłoszenie takiej oferty platforma uznała za niebędące „jednoznacznym naruszeniem". Ogłoszenia zniknęły dopiero po pytaniach redakcji do biura prasowego.


Vinted większości kojarzy się z odsprzedażą używanych ubrań. Ale platforma dawno wyszła poza modę - ma działy z elektroniką, książkami i multimediami, a w kategoriach muzycznych całkiem pojemny rynek nośników: płyt CD, winyli i kaset. To tam działa nisza, która z second-handem odzieżowym nie ma nic wspólnego: sprzedaż nieautoryzowanych kopii nagrań. Czasem sprzedawcy nawet nie próbują tego ukrywać.
Zestaw 27 kaset metalowych, wśród nich Behemoth, Danzig, Cradle of Filth, Samael i Emperor, wystawiono zbiorczo za 139 zł. W opisie pada wyjaśnienie, skąd towar: to „przegrywki (kopie wykonywane lata temu, brak wydań oryginalnych)". Ogłoszenie wisi dwa miesiące.
Zobacz także
Bardziej znany przykład to „Spalam się" Kazika. Debiut z 1991 roku, nakład około trzech tysięcy egzemplarzy, nigdy niewznawiany - wśród kolekcjonerów pozycja z tych, za którymi się poluje. Oryginał kosztuje na Allegro około 3 tys. zł. Na Vinted ten sam tytuł można kupić za 100 zł, tyle że w wersji CD-R. Sprzedawca opisuje nośnik jako „kopię dla radia". Z ogłoszenia nie wynika jednak, kto ją wykonał ani czy stało się to za zgodą uprawnionych. Jeśli to prywatnie nagrany CD-R, jego sprzedaż nie mieści się w dozwolonym użytku osobistym.
Ten sam sprzedawca z góry rozbraja zarzuty, twierdząc, że w latach 90. „nie istniało wtedy prawo fonograficzne". Argument jest chybiony. Prawo autorskie obowiązywało w Polsce także wcześniej - poprzednia ustawa pochodziła z 1952 roku - a dzisiejszą legalność oferty ocenia się według przepisów z chwili sprzedaży, nie nagrania.

Sama płyta rzeczywiście jest trudna do wznowienia, choć nie z powodu, który podaje sprzedawca. Muzykę skomponował Jacek Kufirski, a album opiera się na samplach - m.in. z Sade, Led Zeppelin i AC/DC. Reedycję blokował najpierw spór Kazika z Kufirskim o autorstwo, potem nieuregulowane prawa do zapożyczonych fragmentów. Legalnej reedycji więc nie ma i nic nie wskazuje, żeby miała się pojawić - co nie znaczy, że wolno w to miejsce sprzedawać własne kopie.
Czy przegrana kaseta to naruszenie? Tak - potwierdza to ZPAV
Prawo pozwala przegrać płytę czy kasetę na własny użytek. Artykuł 23 ustawy o prawie autorskim dopuszcza dozwolony użytek osobisty: wolno nieodpłatnie skopiować rozpowszechnione już nagranie dla siebie albo udostępnić pojedynczy egzemplarz osobie, z którą pozostaje się w rzeczywistej relacji - rodzinnej lub towarzyskiej. Anonimowy klient z platformy sprzedażowej do tego kręgu nie należy.
Potwierdza to Związek Producentów Audio-Video, organizacja zbiorowego zarządzania prawami producentów fonogramów. Jak przekazało redakcji biuro ZPAV, dozwolony użytek pozwala skopiować nagranie „wyłącznie na własne potrzeby lub w ramach wąskiego kręgu osób pozostających w relacjach osobistych" i nie obejmuje dalszej sprzedaży. Co istotne, bez znaczenia jest to, że sprzedawca uprzedza, iż oferuje kopię. W ocenie ZPAV takie oświadczenie „nie wyłącza naruszenia praw producenta ani nie legalizuje takiego obrotu" - jest „bez znaczenia prawnego".
Nie zmienia tego również posiadanie oryginału w domu ani niska cena. Co innego odsprzedaż oryginalnego, legalnie kupionego egzemplarza - tę dopuszcza tzw. wyczerpanie prawa. Domowa kopia nigdy nie została jednak wprowadzona do obrotu przez uprawnionego, więc ta zasada jej nie obejmuje.
Skala wpływa najwyżej na ocenę ewentualnej odpowiedzialności karnej. Ustawa odrębnie traktuje działanie w celu korzyści majątkowej oraz sytuację, w której sprawca uczynił sobie z naruszeń stałe źródło dochodu. Ostateczna kwalifikacja zależy jednak od okoliczności konkretnego przypadku i ustaleń organów ścigania - samo wystawienie kilku ofert nie przesądza, z jakim czynem mamy do czynienia.
Nie wszyscy sprzedawcy zdają sobie z tego sprawę. Część opisów brzmi tak, jakby ich autorzy byli przekonani, że posiadanie oryginału uprawnia do sprzedania kopii. „Ja nabyłem oryginalne wydanie. Więc może komuś się przyda" - tłumaczy jeden z nich przy przegranej kasecie. To nie wygląda na wybieg, raczej na szczere, choć błędne rozumienie przepisów.
Ten sam schemat u różnych sprzedawców
Formuła opisu bywa powielana niemal słowo w słowo. Kilku niezależnych od siebie sprzedawców oferuje przegrane kasety różnych kultowych zespołów tym samym zdaniem: „Oferuję przegraną kasetę audio kultowej kapeli […], kaseta ma również skserowaną okładkę". Że identyczny opis pojawia się u odrębnych kont, mówi więcej niż pojedyncza oferta - wygląda na powielany wzorzec, nie przypadek.
W kategoriach muzycznych bez trudu trafia się na kolejne oferty: pakiet dwunastu przegranych kaset z rapem i elektroniką za 30 zł, grindcore'owy split opisany jednym słowem „Kopia", czy zestaw 65 płyt CD z metalem i hard rockiem - z „KOPIE" w samym tytule ogłoszenia i przyznaniem w opisie, że to „kopie z kserowanymi okładkami". Ta ostatnia oferta wisi osiem miesięcy. Proceder wychodzi zresztą poza muzykę: w dziale z filmami pojawia się ogłoszenie 49 płyt DVD, do których sprzedawca „dorzuca gratis" drugi klaser z 42 kopiami.
Sam ZPAV skalę zjawiska ocenia ostrożnie. Handel nieautoryzowanymi kopiami w sieci to według obserwacji Związku rzecz „coraz częściej pojawiająca się", choć wciąż „marginalna". Zastrzega jednak, że każdy taki przypadek daje producentowi fonogramu podstawę do roszczeń - i to nie tylko wobec sprzedawcy, ale też „platformy umożliwiającej sprzedaż nielegalnych kopii".
Zgłoszenie odrzucone, reakcja po pytaniach redakcji
Katalog rzeczy zabronionych Vinted zakazuje sprzedaży nieoryginalnych przedmiotów wprost. A jednak zgłoszenie takiej oferty przez formularz platformy - ze wskazaniem konkretnego ogłoszenia i podstawy naruszenia - rozpatrzono dwukrotnie odmownie. Redakcja dostała odpowiedź, że po sprawdzeniu treści nie stwierdzono „jednoznacznego naruszenia standardów społeczności Vinted". Oferta, w której sprzedawca sam pisał o przegranej kasecie i skserowanej okładce, została na miejscu.
Odpowiedź przyszła dopiero po zapytaniu do biura prasowego. Platforma sprawdziła wskazane ogłoszenia i „podjęła działania w celu usunięcia tych, które nadal były aktywne".
W oświadczeniu dla redakcji Vinted deklaruje, że „sprzedaż podróbek jest na Vinted surowo zabroniona", a firma „aktywnie przeciwdziała tego typu praktykom" - korzysta z narzędzi automatycznych i z weryfikacji prowadzonej przez pracowników. Zastrzega przy tym, że przy „milionach transakcji" dziennie część ofert może „nie zostać zidentyfikowana od razu", bo niektóre treści są „trudne do jednoznacznej oceny wyłącznie na podstawie informacji zawartych w ogłoszeniu".
Tyle że akurat w tych przypadkach nie trzeba było niczego oceniać. Wystarczyło przeczytać opis - a czasem sam tytuł - w którym sprzedawca nazywał rzecz kopią.
Nie chodzi o to, że platforma powinna z góry prześwietlać każdą ofertę - unijny akt o usługach cyfrowych (DSA) takiego obowiązku nie nakłada. Inaczej jest jednak po otrzymaniu dokładnego zgłoszenia, które wskazuje ogłoszenie i wyjaśnia, na czym polega naruszenie. Wobec takich zawiadomień DSA wymaga rozpoznania starannego, obiektywnego i bez zbędnej zwłoki. Uznanie, że w ofercie z opisem „przegrywka" i „skserowana okładka" nie ma jednoznacznego naruszenia, trudno z tym wymogiem pogodzić.
Pytaliśmy również o liczby: ile zgłoszeń dotyczących nieautoryzowanych kopii platforma dostała od polskich użytkowników i jaki odsetek odrzuciła. Odpowiedzi na to pytanie nie było - Vinted odesłał do skali swojej działalności.
Nie każda „przegrywka" znaczy to samo
Bo zjawisko ma odcienie, których filtr wyłapujący słowa kluczowe nie rozróżni. Bywają oferty z pogranicza. Sprzedawca kasety Kobranocki tłumaczy, że oryginalna taśma się zniszczyła i nagranie przełożył na inną, ale zachował firmową wkładkę Poltonu. Ktoś inny wystawia „Ten" Pearl Jamu nagrane na czystą kasetę, z okładką narysowaną długopisem, i wcale tego nie ukrywa - sprzedaje jako „klimat lat 90." i „kulturę DIY". To wciąż jawna sprzedaż nieautoryzowanej kopii, choć bez zamiaru udawania oryginału - a więc co innego niż fałszerstwo obliczone na to, żeby kogoś nabrać.
Wydania, których nigdy nie było
Osobno idą nagrania, dla których legalnego pierwowzoru po prostu brak. U jednego ze sprzedawców pojawiają się płyty firmowane jako koncerty Closterkellera z festiwalu Castle Party - z 2002 i 2008 roku. W oficjalnej dyskografii zespołu są trzy albumy koncertowe: „Koncert '97", „Bronze" i „Fin de siècle". Castle Party wśród nich nie ma. Tu sprzedawca niczego nie zdradza. Opis wygląda jak przy zwykłym wydawnictwie i dopiero porównanie z dyskografią pokazuje, że oficjalnego odpowiednika nie ma. Filtr czytający samą treść ogłoszenia nie ma jak tego złapać.































































