Osobiste Konta Inwestycyjne kuszą uwolnieniem od podatku Belki, ale w zamian narzucają nowy haracz na zgromadzony tam kapitał. Procedowana właśnie w Senacie ustawa zawiera w sobie jednak więcej haczyków, o których każdy inwestor powinien wiedzieć.


3 lipca 2026 roku Sejm niemal jednogłośnie przyjął ustawę wprowadzającą Osobiste Konta Inwestycyjne. Senat zajął się tym aktem prawnym na posiedzeniu rozpoczętym 22 lipca. Później ustawa wraca jeszcze do Sejmu, a następnie udaje się po podpis prezydenta RP. Jest dość prawdopodobne, że OKI wejdą w życie 1 stycznia 2027 roku.
Czym są Osobiste Konta Inwestycyjne? I czym nie są
Na początku powiedzmy sobie jasno: OKI nie są obiecaną w kampanii wyborczej ograniczeniem podatku Belki. Ten pozostaje bez jakichkolwiek zmian. Jako inwestorzy indywidualni nadal mamy prawo oczekiwać od polityków Koalicji Obywatelskiej wywiązania się z danego słowa i wprowadzenia kwoty wolnej (tu padła kwota 100 000 zł) lub obniżenia wysokości tej daniny. A najlepiej byłoby ją po prostu znieść.
- My rozwiązania dotyczące ograniczenia podatku Belki nie tylko zaproponujemy, ale i wprowadzimy - mówił na antenie Radia Zet Andrzej Domański, wtedy wskazywany jako potencjalny minister finansów w nowym rządzie Donalda Tuska. Po 1,5 roku powtarzania tych obietnic minister Domański się z nich nie wywiązał. Zamiast tego w sierpniu 2025 roku przestawił pierwszy zarys programu OKI. W grudniu poznaliśmy projekt ustawy, która przez kolejne pół roku była przedmiotem konsultacji społecznych i modyfikacji, częściowo idących po myśli polskich inwestorów.
Przeczytaj także
Istnieje jedna zasadnicza różnica pomiędzy OKI a wprowadzeniem kwoty wolnej w podatku Belki. Chodzi o to, że OKI jest produktem „tylko na nowe środki”. Nie da się tam przenieść posiadanych już aktywów finansowych. Trzeba je najpierw sprzedać, co w wielu przypadkach może wiązać się z koniecznością zapłaty 19% podatku od zrealizowanych zysków. I dopiero tak opodatkowane pieniądze w ramach OKI będą zwolnione od dalszego „obelkowania”. Natomiast uniwersalna kwota wolna w ramach podatku od zysków kapitałowych pozwalałaby uchronić przed opodatkowaniem już wypracowane, ale jeszcze niezrealizowane zyski. Np. z tytułu zakupionej 5-6 lat temu obligacji EDO, czy kupionych rok temu akcji KGHM. OKI takiej opcji nie daje i z tego punktu widzenia jest rozwiązaniem gorszym od zapowiadanej wcześniej kwoty wolnej w podatku Belki.

Podczas konsultacji społecznych Ministerstwo Finansów dało się przekonać do waloryzacji kwoty wolnej od nowego podatku (o nim samym będzie dalej), ale dopiero od roku 2030. Niestety, owa waloryzacja będzie oparta o wskaźnik CPI, a nie czymś bardziej namacalnym w postaci np. dynamiki przeciętnego wynagrodzenia jak to ma miejsce w przypadku IKE/IKZE). Udało się też osiągnąć kompromis w kwestii dopuszczenia do prowadzenia OKI przez podmioty zagraniczne. Natomiast władza nie zgodziła się na wprowadzenie górnego limitu dla nowego podatku od aktywów oraz w praktyce nie dopuściła inwestorów indywidualnych do bezpośredniego inwestowania w aktywa zagraniczne (ale zostawiając taką furtkę dla funduszy inwestycyjnych). Jednym zdaniem: mniej więcej połowa z 5 postulatów inwestorskich została spełniona.
Przeczytaj także
W swej istocie IKO są innym sposobem opodatkowania inwestycji. Zamiast podatku Belki (od zysków i przychodów) zapłacimy tu podatek od wartości zgromadzonych aktywów. Zasada nr 1 OKI brzmi: cały zgromadzony tam kapitał jest wolny od opodatkowania zysków. Zasada nr 2: zamiast tego co roku oddasz państwu określony procent owego kapitału. To zupełnie nowa w polskim systemie podatkowym danina od wartości aktywów.
Ustawodawca określił ją w wysokości 19% stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego. 22 lipca 2026 roku stopa ta wynosiła 3,75%, stąd stawka podatku od aktywów zgromadzonych na OKI powinna wynieść 0,7125%. Niby nie tak dużo, ale pamiętaj, że tyle zapłacisz od kapitału, a nie od zysków! I w dodatku płacisz co roku, niezależnie od tego, czy osiągnąłeś zysk czy… stratę. Co więcej, sam musisz sobie to wszystko policzyć oraz samodzielnie i pod odpowiedzialnością karno-skarbową wyspowiadać się przed fiskusem.
Co gorsza, w przegłosowanej przez Sejm ustawie stawka owego podatku w roku 2027 została zapisana w wysokości 0,85% (art. 43). Prawdopodobnie wynika to z faktu, że gdy w gmachu MF powstawała ustawa o OKI, to stopa referencyjna NBP wynosiła 4,50%. Ale teraz jest niższa, więc należałoby ją dostosować do rzeczywistości. Niby to detal, ale: 1) kosztowny dla podatników, 2) aktualizacja tej stawki pokazywałaby, że władza nie ma zamiaru działań na niekorzyść inwestorów.
W tym kontekście dużo poważniejsza jest druga wątpliwość. Otóż podczas konsultacji społecznych resort finansów nie zdecydował się zapisać w ustawie górnego limitu podatku od aktywów. Jest tam za to jej dolna granica w wysokości 0,1%. Jak widać, ustawodawca nie był tu symetryczny i preferował interes rządu ponad interesy inwestorów. Bez trudu można sobie bowiem wyobrazić, że w warunkach bardzo wysokiej inflacji RPP ustala stopę referencyjną NBP np. na poziomie 20%. I wtedy w następnym roku od aktywów w OKI zapłacisz 3,8%. Czyli potężną daninę odprowadzoną z tytułu inflacji. Podatek do podatku do kwadratu.
W tym miejscu należałoby podkreślić, że opłacalność podatkowa OKI będzie bardzo mocno uzależniona od wysokości stóp procentowych NBP oraz wysokości inflacji (zresztą jedno z drugim się dość mocno wiąże). W warunkach wysokiej inflacji lub wysokich stóp procentowych stawka opodatkowania aktywów będzie bardzo wysoka i w takiej sytuacji bardziej opłacalne może być zwykle „obelkowanie” zysków stawką 19%. Natomiast im niższe będą stopy NBP, tym wyższa będzie atrakcyjność OKI względem standardowego rachunku maklerskiego.
„Do 100 000 zł bez podatku” – niestety to nie będzie prawdą
Ustawa o OKI wprowadza jednak swego rodzaju ulgę podatkową. Otóż od wybranych aktywów do kwoty 100 000 złotych nie zapłacisz tego nowego podatku. Tkwi tu jednak pewien haczyk, gdyż zwolnienie to dotyczy tylko „aktywów kwalifikowanych”. W przypadku akcji zwolnienie obejmuje akcje spółek, których kapitał zakładowy jest denominowany w polskich złotych. A przecież nawet w WIG 20 mamy spółki zarejestrowane poza granicami Polski. I część z nich (np. Allego) ma kapitał zakładowy w PLN, a część (np. Pepco, Żabka) nie. I sam będziesz musiał to sobie sprawdzić.
Po drugie, taka zasada praktycznie wyklucza inwestowanie nie tylko w akcje spółek zagranicznych (no chyba, że któraś przewalutuje sobie kapitał zakładowy na PLN), ale też w ETF-y dające ekspozycje na rynki zagraniczne. Nawet jeśli same jednostki ETF notowane są na GPW i kwotowane w PLN. Może i dla wytrawnego inwestora są to warunki oczywiste, ale początkujący będą mieli spore problemy z połapaniem się w tym wszystkim.
Zwłaszcza że ustawodawca dopuścił jeden wyjątek, ewidentnie idący na rękę branży finansowej. Chodzi o to, że do „aktywów kwalifikowanych” (czyli podpadających pod zwolnienie od podatku od aktywów) zaliczane będą jednostki uczestnictwa tych funduszy inwestycyjnych, których polityka inwestycyjna przewiduje inwestowanie co najmniej 70% aktywów w aktywa kwalifikowane.
Jeśli ktoś nie zrozumiał powyższego akapitu, to proszę się nie przejmować. Mi też zeszło na to trochę czasu. Podejrzewam, że to ukłon w stronę TFI, aby te mogły zaoferować produkt typu 70% polskich obligacji skarbowych i 30% akcji amerykańskich. Za taki „soft ETF USA” fundusz oczywiście policzy sobie prowizję za zarządzanie w postaci… % od aktywów rocznie. Chodzi o to, że ktoś wyraźnie nie chciał, aby polscy inwestorzy poprzez OKI inwestowali za granicą.Bo jeśli zainwestują, to od każdej tak zainwestowanej złotówki zapłacą podatek od aktywów.
Wyłączone ze zwolnienia od podatku od aktywów będą także instrumenty pochodne (co akurat wydaje się rozwiązaniem dość sensownym) w postaci kontraktów terminowych, opcji, CFD, jak również kryptowaluty. Zwolnienie do kwoty 100 tys. zł dotyczyć będzie akcji, jednostek ETF, jednostek funduszy inwestycyjnych, obligacji, listów zastawnych, bonów skarbowych i gotówki . Ale z zastrzeżeniem, że emitenci tych instrumentów będą pochodzić z państw UE, EOG i OECD oraz że ich kapitały będą denominowane w PLN. W praktyce lista ogranicza się do emitentów z Polski.
Podatek od aktywów, czyli właściwie od czego?
Jeszcze bardziej perfidny haczyk ukryty został w artykule 23, który określa sposób obliczenia podstawy opodatkowania podatkiem od aktywów. Myślałby ktoś, że autorzy ustawy o OKI jako podstawę opodatkowania ustalą stan konta OKI na ostatni dzień roku, albo jakąś całoroczną średnią. Nic z tych rzeczy! Podatek zapłacimy także od wpłat na OKI!
„Podstawę obliczenia podatku od wartości aktywów stanowi suma średnich wartości aktywów OKI zgromadzonych na wszystkich OKI posiadanych przez podatnika w roku podatkowym” – głosi art. 23 ust. 1. A ustęp 2 dodaje: „Średnią wartość aktywów OKI zgromadzonych na poszczególnym OKI stanowi suma dziennych wycen wartości aktywów OKI zgromadzonych na tym OKI w roku podatkowym powiększona o sumę wpłat dokonanych przez podatnika w roku podatkowym na to OKI i podzielona przez liczbę dni roku podatkowego, w którym podatnik posiadał to OKI”. Co prawda potem mamy jeszcze ustęp 4, który głosi: „Suma wpłat dokonywanych przez podatnika w roku podatkowym, o której mowa w ust. 2, jest pomniejszana o wartość wpłat:
1) dokonanych w danym dniu – w przypadku gdy podatnik w tym dniu dokona wpłat i nie dokona wypłat, albo
2) w części stanowiącej różnicę między wartością wpłat i wypłat dokonanych w danym dniu – w przypadku gdy podatnik dokona w tym dniu wpłat, których wartość jest wyższa niż wartość wypłat dokonanych w tym dniu.”
Konstrukcja ta jest tak kuriozalna, że wręcz trudno zrozumieć, o co autorom chodziło. To w końcu płacimy podatek od aktywów także od wpłat, czy może jednak nie płacimy? Prościej się tego nie dało napisać?
Ukryta jest tu jeszcze jedna pułapka na inwestora i zaszyta jest ona w sformułowaniu „podzielona przez liczbę dni roku podatkowego, w którym podatnik posiadał to OKI”. Czyli im później w ciągu roku otworzymy OKI i wpłacimy na nie pieniądze, tym wyższy podatek od aktywów zapłacimy! Opłaca się zatem założyć OKI najlepiej 2 stycznia, nawet jeśli nie wpłacimy na nie jakichkolwiek pieniędzy. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego zastawia się na nas tego typu pułapki.
Idąc dalej ustawa wprost stwierdza, że straty poniesionej w ramach inwestowania poprzez OKI nie można odliczyć od zysków opodatkowanych podatkiem Belki (np. na zwykłym rachunku maklerskim). Ale to nie przeszkadza państwu pobrać podatku od aktywów w przypadku poniesienia przez inwestora straty na OKI. To kolejny brak symetrii w rozłożeniu ciężaru ryzyka.
Kolejnym haczykiem jest ograniczenie oferty OKI tylko do osób pełnoletnich. „Umowę o prowadzenie OKI może zawrzeć wyłącznie osoba fizyczna, która ukończyła 18 lat” – głosi art. 3, ust. 2 ustawy o OKI. Zupełnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego ustawodawca tak pokrzywdził dzieci i młodzież (może dlatego, że są pozbawione praw wyborczych?), które przecież mogą gromadzić oszczędności na rachunkach bankowych. A przecież konta IKE/IKZE mogą zakładać nawet 16-latkowie, jeśli tylko uzyskują dochody z tytułu (legalnej) pracy.
Jest to zresztą kolejny przejaw prawnej dyskryminacji ze względu na wiek. Z jakichś powodów państwo polskie zabrania niepełnoletnim legalnego inwestowania na własny rachunek, zakazując otwarcia np. rachunku maklerskiego. Dzieciom i młodzieży pozostaje inwestowanie „na słupa”, poprzez rachunek otwarty na babcię, dziadka, rodziców czy starsze rodzeństwo. A tak na marginesie, to skoro wprowadzane jest dolne ograniczenie wiekowe jakiegoś prawa, to może by pomyśleć także o jego ograniczeniu górnym? Także - a może zwłaszcza - w przypadku praw wyborczych.
Cel OKI może być (i zapewne będzie) inny niż Twój
Uzasadniając wprowadzenie OKI rząd za każdym razem akcentował potrzebę transformacji oszczędności Polaków. Chodzi o to, aby przerzucić część pieniędzy leżących na śmiesznie nisko (albo i wcale) oprocentowanych lokatach bankowych na rynek kapitałowy. Tak, aby podnieść wycenę aktywów i zwiększyć rolę giełdy w pozyskiwaniu kapitału na inwestycje w realną gospodarkę. Rząd twierdzi, że wdrożenie OKI może spowodować, iż na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie trafi ok. 25 mld zł do 2030 r. i 74 mld zł do 2040 r.
Wszystko to słuszne i chwalebne, ale o interesie inwestora indywidualnego nikt tu nawet nie wspomina. W OKI nie chodzi o to, aby ulżyć inwestorom indywidualnym, lecz aby do gospodarki poprzez rynek kapitałowy wpłynęło dodatkowych kilkadziesiąt miliardów złotych. Warto to wiedzieć, ponieważ to cel determinuje środki jego osiągnięcia. I m.in. z tego powodu mamy OKI, a nie mamy ograniczenia skali podatku Belki.
Przy całym swym dystansie do idei i detali OKI zasadniczo uważam, że jest to krok w dobrym kierunku. To produkt przyjmowany z ostrożnym optymizmem przez środowisko inwestorskie i branżę finansową. Jednocześnie mówimy do rządu: przyjmujemy i prosimy o więcej. Nadal domagamy się obiecanej w kampanii wyborczej ulgi w podatku Belki. Żądamy też wprowadzenia mechanizmów zapewniających poszanowanie praw akcjonariuszy mniejszościowych, o czym Ministerstwo Finansów najwyraźniej nie chce nawet słyszeć - pisał niedawno „Puls Biznesu”. W grze pozostaje też kwestia „osłodzenia” negatywnego wpływu na IKZE zmian podatkowych wprowadzonych w ramach „Polskiego ładu”.
Reasumując, OKI zawiera w sobie wiele haczyków i jest niezmiernie skomplikowane z punktu widzenia nieprofesjonalnych uczestników rynku kapitałowego. Mimo to dla niemałej części inwestorów OKI przyniesie poprawę warunków opodatkowania. O tym, kto na tym wszystkim najbardziej skorzysta (a kto niekoniecznie), opowiem w następnym artykule na temat Osobistych Kont Inwestycyjnych.





























































