Szczegóły porozumienia wyglądają tak, że rząd Abu Zabi przekaże dziesięć miliardów dolarów do podmiotu o nazwie Dubai Financial Support Fund. Z tego już dziś 4,1 mld $ zostanie wydanych na spłatę zobowiązań firmy Nakheel – dewelopera znanego m.in. z osiedla w kształcie palmy, usypanego na wodach Zatoki Perskiej. W ten sposób Nakheel uniknie ogłoszenia upadłości, zaś wielu europejskich wierzycieli odetchnie z ulgą i zobaczy przynamniej część sowich pieniędzy. Bowiem oficjalna skala zadłużenia państwowego konglomeratu Dubai World sięga 59 mld $ (166,7 mld złotych)
„Chcemy dziś zapewnić inwestorów, rynki finansowe oraz kredytodawców, pracowników i obywateli, że nasz rząd zawsze będzie działał w poszanowaniu zasad rynkowych oraz międzynarodowych standardów biznesowych” – można przeczytać w oświadczeniu wydanym przez Dubai Supreme Fiscal Committee i sygnowanym przez szejka Ahmeda bin Saaeda al-Maktouma.
Reakcja giełdy w Dubaju jest wręcz euforyczna – skala wzrostów sięga 10%, co jednak nie rekompensuje inwestorom strat, jakie ponieśli przez ostatnie trzy tygodnie. Rynek w Szanghaju poszedł w górę o 1,7%, ale na pozostałych parkietach azjatyckich nie było już takiego optymizmu: japoński Nikkei255 zyskał niespełna pół procent. Podobne wyniki odnotowano też na giełdach w Malezji i Korei.
Dla rynków finansowych ta wiadomość to prawdziwa ulga. Daje ona nadzieję, że dług wyemitowany przez państwa pozostanie bezpieczny. Jednakże kłopoty Dubaju, Grecji oraz pogarszające się oceny wiarygodności kredytowej Hiszpanii czy Irlandii każą powstrzymać się od nadmiernego optymizmu. Zadłużenie wielu krajów (w tym także USA i Wielkiej Brytanii) dramatycznie szybko zbliża się do poziomu 100% PKB. Od tej pory nawet rolowanie istniejącego długu będzie coraz bardziej problematyczne. O jego spłacie jak na razie nikt nie myśli.
Źródło: Marketwatch/Bankier.pl






























































