Raczej będzie drożej. Ceny za wywóz śmieci różnią się w zależności od miejsca zamieszkania, regionu, wielkości mieszkania oraz deklaracji, czy śmieci będą sortowane, czy nie. Istotne jest również, co bierze się przy obliczaniu wysokości opłaty. W niektórych miastach jest ona uzależniona od liczby osób w gospodarstwie domowym, w innych zależy od metrażu mieszkania. Może zdarzyć się tak, że wieloosobowa rodzina zapłaci za wywóz śmieci mniej niż osoba mieszkająca sama w dużym mieszkaniu.
W Warszawie mieszkańcy bloków zapłacą nawet 56 zł miesięcznie. Z kolei w małej gminie w województwie dolnośląskim za odpady nieposortowane opłata wynosi 15 zł za osobę, a za posortowane - 10 zł za osobę. Najdrożej będzie w Krakowie, gdzie opłaty dla gospodarstwa jednoosobowego będą się wahać od 48,50 zł do 119 zł miesięcznie. Dla wielu osób oznacza to wzrost kosztów o ponad połowę.
| Miasto | Segregacja | |
| TAK | NIE | |
| Warszawa | od. 19,5 zł od os. | od. 30 zł od os. |
| Kraków | od 32,5 zł za dom jednorodzinny | od 48 zł za dom jednorodzinny |
| Wrocław | 19 zł od os. | 28,5 zł od os. |
| Poznań | 12 zł od os. | 20 zł od os. |
| Gdańsk | 0,56 zł od m2 | 0,72 zł od m2 |
| Łódź | od 18 zł od osoby | od 36 zł od osoby |
Nowy podatek
Mieszkańcy muszą składać deklaracje, czy będą segregować odpady. Osoby segregujące płacą niższe stawki. Nie wszędzie jednak obowiązuje ta reguła. W niektórych miejscowościach, a szczególnie w blokach z zsypami, nawet jeżeli jedno gospodarstwo nie będzie segregować odpadów, to wszyscy mieszkańcy zapłacą tyle samo. Słowem, niekiedy nie opłaca się męczyć. Nie wiadomo, czy społeczności lokalnej uda się wywarcie presji na te osoby, które nie będą chciały segregować odpadków.
Dodatkowe utrudnienie to konieczność złożenia deklaracji. Opłata za śmieci to nic innego jak podatek – „opłata lokalna o charakterze podatku” – czytamy. Nowe prawo przerzuca na gminy obowiązek wywozu odpadków, przez co usługa ta staje się dobrem publicznym, gwarantowanym przez państwo. Podobnie jak w przypadku opieki zdrowotnej, pociąga to za sobą konieczność wnoszenia opłat. W służbie zdrowia nazywa się to składką, tutaj mamy do czynienia z opłatą.
Podaj PESEL i wyznanie
Semantyka dla niektórych jest ważna, ale w praktyce odgrywa drugorzędną rolę. O wiele ważniejsza jest konieczność wypełnienia deklaracji śmieciowej. Właściciel mieszkania lub domu musi odpowiedzieć w niej na szereg pytań. Nie wystarczy imię i nazwisko oraz liczba domowników – władze lokalne chcą znać także stopień pokrewieństwa, datę urodzenia, PESEL i wiele innych danych, które w zasadzie są im zupełnie niepotrzebne. Dobrze przynajmniej, że władze nie pytają o wyznanie i preferencje seksualne.
| »GIODO wtrąca się w ustawę śmieciową |
Deklaracje w wyglądzie przypominają formularze PIT i podobnie jak one wzbudzają niechęć. Wypełnić trzeba raz, ale to wymaga czasu i przygotowania. Na domiar złego dopiero co złożono rozliczenia podatkowe. Zbieżność w czasie jest podwójnie frustrująca.
Śmieci to biznes
Wiadomo, że po wprowadzeniu ustawy śmieciowej raczej będzie drożej i że wiąże się to z dodatkowymi obowiązkami administracyjnymi. Jednak czy to zamieszanie realnie przełoży się na usprawnienie gospodarki odpadami?
Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele cennych surowców wyrzucamy każdego dnia. Aluminiowe puszki są przetapiane i powtórnie wykorzystywane, makulatura też jest przetwarzana. Nawet butelki typu PET podlegają recyklingowi i można z nich powtórnie zrobić choćby bluzę polarową (podobno wystarczy ok. 40 butelek).
Odbiorcy surowców wtórnych, czyli np. huty, mają określone wymagania co do jakości odbieranego materiału. Ale nie dostają go za darmo – muszą za niego zapłacić. Branża recyklingowa jest wyceniana na 4-5 miliardów złotych rocznie. To dobrze, że odpadki podlegają recyklingowi, ale nie robi się tego dla dobra Matki Natury, ale dla pieniędzy.
Trudno znaleźć pustą puszkę po piwie
Na razie tylko 45% Polaków deklaruje, że segreguje śmieci. Jednak segregacja segregacji nierówna i prawdopodobnie olbrzymi odsetek ludzi robi to źle. Ponad połowa osób, które nie segregują śmieci, nie wierzy, że odpady podlegają recyklingowi. To nie do końca prawda. Większość dużych miast posiada już sortownie, są też społeczni sortownicy. Trudno przejść obojętnie obok puszki z piwem, ale jeszcze trudniej nie zwrócić uwagi na pustą puszkę po piwie. Są one bowiem rzadkością, gdyż znikają w oka mgnieniu.
Ustawa śmieciowa, która wymusi na większej liczbie osób konieczność sortowania śmieci, to dobry sygnał dla przedstawicieli „biznesu śmieciowego”. Z kolei przerzucenie obowiązku odbioru odpadków na gminy prowadzi do konsolidacji rynku. Dzięki temu małe, lokalne monopole recyklerów będą miały zapewniony dochód przez kilkanaście lat.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl






























































