Odpowiedzią RPP na skutki agresji Rosji na Ukrainę nie będzie znaczące przyspieszenie tempa zacieśnienia polityki pieniężnej, ponieważ krajowy szok popytowy spowodowany skutkami wojny będzie stanowił ekwiwalent znaczących podwyżek stóp proc. - oceniają ekonomiści Credit Agricole.


"Wojna na Ukrainie jest przykładem kombinacji wstrząsu popytowego (silny spadek eksportu do Ukrainy i Rosji oraz spowolnienie wzrostu konsumpcji i inwestycji w związku z podwyższoną niepewnością) i wstrząsu podażowego, czyli jednoczesnego spadku aktywności gospodarczej i wzrostu cen. W przypadku negatywnego wstrząsu popytowego odpowiedzią krajowej polityki gospodarczej powinno być zwiększenie popytu. Z kolei w przypadku wstrząsu podażowego bank centralny nie posiada narzędzi, za pomocą których mógłby stabilizować (tj. obniżać) inflację i jednocześnie ograniczać spadek aktywności gospodarczej (wzrost bezrobocia). Naszym zdaniem, spowolnienie wzrostu popytu wywołane spadkiem eksportu i wolniejszym wzrostem popytu krajowego może być na tyle duże, że będzie ono stanowiło ekwiwalent znaczących podwyżek stóp procentowych" - napisano.
Ekonomiści Credit Agricole uważają, że w takim wypadku RPP skupi się na wspieraniu wzrostu PKB, tolerując znaczące, ale przejściowe przestrzelenie celu inflacyjnego przez dłuższy czas.
"Tym samym oczekujemy, że odpowiedzią RPP na trwającą wojnę na Ukrainie nie będzie znaczące przyspieszenie tempa zacieśnienia polityki pieniężnej (na co wskazuje nasilenie oczekiwań na podwyżki stóp procentowych w najbliższych kwartałach po wybuchu wojny w Ukrainie), mające na celu m.in. przeciwdziałanie osłabieniu złotego. Nadal oczekujemy, że w kolejnych miesiącach stopy procentowe zostaną podniesione, jednak łączna skala podwyżek może być niższa niż dotychczas prognozowana (stopa referencyjna równa 4,25 proc. na koniec maja br.)" - dodano.
Według Credit Agricole, w związku m.in. ze wzrostem cen ropy oraz spodziewaną zwyżką tempa wzrostu cen żywności na światowych rynkach w najbliższych miesiącach inflacja w Polsce może przekroczyć 10 proc. rdr, wobec czego rośnie prawdopodobieństwo, że okres obowiązywania instrumentów w ramach Tarczy Antyinflacyjnej zostanie wydłużony do końca roku.

PIE: Rosyjska agresja zwiększy koszty obsługi polskiego długu
"Rosyjska agresja zwiększy koszty obsługi polskiego długu. Skutkiem konfliktu będzie znaczący wzrost premii za ryzyko na obligacjach Polski oraz krajów frontowych NATO. Inwestorzy będą preferować obligacje o krótkim terminie zapadalności oraz oczekiwać wyższego oprocentowania za instrumenty długoterminowe. Ryzyko geopolityczne oznacza także słabszą walutę i mniejszą stabilność długu w walutach obcych" - napisał PIE w raporcie. PIE podaje, że inwestorzy zagraniczni będą preferować dług emitowany w tzw. twardych walutach (EUR, USD).
"Wojna destabilizuje kursy walut krajów regionu – w dniu wybuchu konfliktu kurs EUR/PLN wzrósł o 2,5 proc. Osłabienie widoczne było też w przypadku czeskiej korony, węgierskiego forinta czy rumuńskiej lei. Inwestorzy zagraniczni będą ograniczać ryzyko związane ze znacznym osłabieniem waluty przez wycofywanie się z obligacji denominowanych w PLN" - napisał PIE.
Obecnie około 24 proc. obligacji Skarbu Państwa jest denominowane w walutach zagranicznych, głównie w euro, a PIE ocenia, że odsetek ten prawdopodobnie zwiększy się w niewielkim stopniu – maksymalnie o 5 pkt. proc.
"Krajowe banki utrzymają popyt na obligacje skarbowe, ponieważ podatek bankowy generuje silny bodziec do ich kupowania. Skutkiem ubocznym dla Polski będzie jednak mniejsza stabilność zadłużenia. Równolegle spadnie popyt na obligacje długoterminowe" - napisał PIE.
PIE ocenia, że wzrost ryzyka geopolitycznego zmieni segmentację rynku – inwestorzy zwiększą popyt na obligacje krótkoterminowe (2-5-letnie), mniej funduszy będzie decydować się na zakup obligacji 10-letnich.
"Skutkiem będzie zwiększony udział obligacji o krótkim terminie wykupu – średnia zapadalność długu krajowego może spaść poniżej 4 lat. Oznacza to większą zmienność kosztów obsługi długu w reakcji na wahania stopy procentowej. Inwestorzy zagraniczni będą preferować dług krótkoterminowy. Średnia zapadalność długu zagranicznego wynosi 6 lat, czyli o 2 lata więcej niż
długu rezydentów krajowych. Oczekujemy, że zapadalność długu zagranicznego spadnie do poziomu krajowego" - napisał PIE.
PIE spodziewa się, że zmianie ulegnie też struktura inwestorów. "Z Polski częściowo wycofają się azjatyckie banki centralne oraz fundusze emerytalne" - napisał PIE.
Według PIE, instrumenty finansowe o długim terminie zapadalności będą postrzegane jako wysoce ryzykowne. Oznacza to konieczność oferowania wyższego oprocentowania za długoterminowe obligacje.
(PAP Biznes)
tus/ asa/



























































