W nocy z soboty na niedzielę zmieniamy czas z letniego na zimowy. Zegarki cofamy o godzinę, czyli śpimy dłużej. Zmiany czasu mają skutkować efektywniejszym wykorzystaniem światła dziennego. Ale czy przypadkiem nie jest to bardziej szkodliwe dla zdrowia i czy rzeczywiście przekłada się na oszczędności? Czy to nie jest gospodarczy ruch do tyłu?

Image licensed by Ingram Image
Nie ma zgody co do tego, że zmiana czasu z letniego na zimowy przynosi korzyści gospodarcze. Podstawowym argumentem za stosowaniem tego rozwiązania jest teoretycznie zmniejszony pobór prądu. Ludzie dłużej korzystają ze światła dziennego, a co za tym idzie - krócej palą żarówki. Ma to też znaczenie dla przemysłu, gdzie suma kosztów wydanych na oświetlenie może być znaczącą pozycją w budżecie dużego przedsiębiorstwa.
Problem w tym, że jeżeli w przedsiębiorstwie pracuje się na trzy zmiany, to pracownikom, którzy na skutek zmiany czasu pracy musieli zostać dłużej w zakładzie, trzeba zapłacić nadgodziny. To może być znaczny koszt, który przewyższy możliwe korzyści z tego tytułu. Jeżeli doda się do tego negatywne konsekwencje zmniejszonej wydajności pracy, związanej z koniecznością adaptacji organizmu do nowego rozkładu dnia, to w efekcie okazuje się, że cofnięcie zegarków o godzinę powoduje więcej strat niż korzyści.
| »Minister Nowak przesłuchany w prokuraturze. Za zegarek |
Inne koszty wynikające ze zmiany czasu to konieczność wstrzymania ruchu pociągów, problemy z dostosowanie rozkładu jazdy i lotów, a także przeprogramowanie wielu urządzeń elektronicznych, w tym kas fiskalnych! Oczywiście ktoś to musi zrobić - zwykle trzeba tej osobie za to zapłacić, a od jej dochodu w końcu płaci się też składki i podatki.
Indiana case
Z jednej strony mamy oczywiste koszty związane z dostosowaniem czasu pracy itd. Z drugiej – wieczny argument o mniejszym zużyciu prądu, który wcale nie jest taki oczywisty. Otóż wiosną, gdy przesuwamy zegarki do przodu, w niektórych rejonach świata rosną rachunki za prąd na skutek dłużej działającej klimatyzacji. Eksperyment z 2008 roku przeprowadzony w stanie Indiana w USA udowodnił, że po wiosennej zmianie czasu zużycie prądu wzrosło w tym regionie o 4%. Do tego dodaje się koszty negatywnego wpływu na środowisko – w końcu klimatyzatory są jego wielkim wrogiem.
| Mieszkanie dla młodych – najważniejsze fakty | |
|
Od początku 2014 roku będzie można się starać o dofinansowanie zakupu własnego lokum w programie "Mieszkanie dla młodych". Program obudowano jednak pewnymi ograniczeniami. więcej… |
Niektórzy twierdzą, że dzięki cofnięciu zegarków jest bezpieczniej na drogach, bo kierowcy dłużej jadą, gdy jest jasno. Problem w tym, że założenie to opiera się na badaniach z lat 70. Ponadto z policyjnych statystyk wynika, że 55% wypadków ma miejsce w okresie od marca do października włącznie. Przy czym to październik jest najniebezpieczniejszym miesiącem - tłumaczy się to pogorszeniem warunków atmosferycznych oraz szybszym zapadaniem zmroku. Dodajmy do tego, że najgorszym dniem tygodnia dla kierowców jest piątek, kiedy to dochodzi do 14% wszystkich wypadków.
Nieco świeższe dane pochodzą z zeszłego roku - badacze z University of Alabama w Birmingham udowodnili, że przesunięcie czasu może zwiększyć ryzyko zawału nawet o 10%. Strach pomyśleć, co odkryliby radzieccy naukowcy, ale jedno pozostaje faktem - w Rosji zegarków się nie przestawia.
Bilans jest trudny do oszacowania
Jest to skomplikowane przede wszystkim z powodów metodologicznych. W pewnych sektorach gospodarki zmiana czasu jest odbierana pozytywnie, w innych odwrotnie. Trudno też przewidzieć, w jakim stopniu cofnięcie zegarów wpływa na zmniejszenie aktywności ekonomicznej ludności, a w jakim jest to wywołane po prostu zmianą pór roku.
Zdaniem Tuan C. Nguyen ze smartplanet.com koszty przesunięcia czasu w USA to nawet pół miliarda dolarów rocznie, czyli "po naszemu" ponad 1,5 miliarda złotych. Gdyby uprościć te rozważania i wziąć pod uwagę tylko wielkość PKB, koszty dla Polski powinny wynieść raptem ok. 50 mln zł rocznie. Niby niedużo, ale jest to budżet niejednej polskiej gminy. Być może nie warto męczyć organizmu, narażać się na jałowe dyskusje i tracić czas na przestawianie zegarków z kukułką tylko po to, by ostatecznie dowiedzieć się, że jest to bez sensu?
I na koniec, dla przypomnienia: w nocy z soboty na niedzielę cofamy zegarki z godziny 3.00 na 2.00. A dlaczego akurat w ostatnią niedzielę października cofamy, a w ostatnią niedzielę marca przesuwamy do przodu? To proste – kwestię tę reguluje dyrektywa UE 2000/84/EC. Ta sama, która bierze się teraz za odkurzacze, ale to już zupełnie inna historia.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl































































