Brak podstaw do cięcia stóp, perspektywa obniżenia ratingu Polski, początki
pracy RPP w nowym składzie oraz ocena skutków pomocy dla frankowiczów – to główne wątki konferencji prasowej po decyzyjnym posiedzeniu
Rady Polityki Pieniężnej.
Poniżej prezentujemy najważniejsze wypowiedzi, które padły w czasie środowej
konferencji prasowej z udziałem prezesa NBP Marka Belki. Poza prezesem
Narodowego Banku Polskiego w konferencji udział wzięli też dwaj nowi członkowie
RPP – Eugeniusz Gatnar i Kamil Zubelewicz.
Dzisiejsza konferencja była jedną z ostatnich, której przewodniczył Marek
Belka. 6-letnia kadencja prezesa NBP upływa 11 czerwca tego roku. Przed tą datą
odbędą się jeszcze dwa posiedzenia decyzyjne RPP: w dniach 5-6 maja oraz 7-8
czerwca.
Banki centralne, deflacja i 500+
Na wstępie dzisiejszej konferencji Marek Belka odczytał treść komunikatu
RPP. Jego treść w całości dostępna jest na
stronie NBP, najciekawsze fragmenty zamieszczamy poniżej:
Decyzje
głównych banków centralnych oraz wzrost cen ropy przyczyniły się do pewnej
poprawy nastrojów na międzynarodowych rynkach finansowych i wzrostu cen aktywów
w ostatnim okresie, w tym cen akcji i kursów walut gospodarek wschodzących.
W ocenie
Rady w najbliższych kwartałach dynamika CPI pozostanie ujemna ze względu na wcześniejszy
silny spadek cen surowców na rynkach światowych. Jednocześnie towarzyszyć temu będzie
stabilny wzrost gospodarczy, w tym oczekiwany wzrost dynamiki popytu konsumpcyjnego
wspierany rosnącym zatrudnieniem, prognozowanym przyspieszeniem płac oraz zwiększeniem
świadczeń społecznych.
Utrzymująca
się deflacja nie wywiera jednak jak dotąd negatywnego
wpływu na decyzje podmiotów gospodarczych.
Rada podtrzymuje
ocenę, że w świetle dostępnych danych i prognoz obecny poziom stóp sprzyja
utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala
zachować równowagę makroekonomiczną.
fot. KACPER PEMPEL / / FORUM
Odpowiedzi prezesa NBP Marka Belki
na pytania dziennikarzy
Miesiąc temu mówił pan, że nowa RPP położyła na stole wszystkie
scenariusze możliwych reakcji co do tego, jak zareagować na wypadek różnych
sytuacji…
Nie, nie mówiłem tak. Na
pewno nie. Powiedziałem co najwyżej, że RPP ma zamiar ocenić różne scenariusze
i na tej podstawie wykrystalizować swój pogląd co do tego, co może nas spotkać
w najbliższej przyszłości. To była raczej zapowiedź głębszej dyskusji i
wariantowania sytuacji gospodarczej. Chyba źle musiałem się wyrazić, jak to się
mówi dyplomatycznie.
Czy jakiś scenariusz okazał się dominujący?
Rynki byłyby zadowolone gdyby powiedział pan, czy uprawdopodobniła się redukcja
stóp w Polsce? I drugie pytanie - deflacja w marcu znów się pogłębiła miast się
spłycić. Czy to wzmocniło niepokój RPP o
los deflacji w tym roku?
Nie sądzę, aby można było powiedzieć, że wydarzenia z ostatniego miesiąca
uczyniły obniżkę stóp bardziej prawdopodobną. Rzeczywiście mamy wskaźnik
inflacji ujemny i bardzo niski, stąd sporo dyskusji było dziś na temat
statystyki. Na temat tego, czy w sposób właściwy ujmujemy różne elementy
koszyka dóbr. To jest dyskusja raczej teoretyczna i wychodząca poza mandat RPP,
ale jednym z wniosków z tej dyskusji była konieczność jakiegoś spotkania i
dyskusji na te tematy z ludźmi zarówno od nas, z Instytutu Ekonomicznego NBP,
jak i z GUS. Chodzi o to, abyśmy dobrze rozumieli pewne zjawiska, szczególnie,
gdy są one nieco inne niż w krajach ościennych.
Nie mogę powiedzieć, abyśmy zbliżyli się do obniżki stóp. Przede wszystkim
patrząc na dynamiczny wzrost gospodarczy w Polsce. Obserwujemy zdecydowaną
poprawę na rynku pracy. Fundusz płac rośnie, szczególnie realnie, gdy wziąć pod
uwagę ujemny wskaźnik CPI. To nie są sytuacje, gdy nawet w takich warunkach
deflacyjnych, myśli się o obniżce stóp.
Dzisiaj zaczęliśmy tę dyskusję – choć
nie była ona uporządkowana – o tym, co będzie jeśli obniży się tempo wzrostu
gospodarczego, rynek pracy i płace przyspieszą itp. Zaczynamy myśleć w
kategoriach scenariuszy, ale to nie była uporządkowana dyskusja. Dzisiaj –
chciałbym zwrócić uwagę – debatowaliśmy w pełnym składzie.
Rada często zwracała uwagę na kwestię inflacji bazowej, tymczasem w
styczniu i lutym ten wskaźnik przyjął wartość ujemną. Czy zwracaliście państwo
na to uwagę?
Zwróciliśmy na to uwagę i to
jest element, który uwiera nas, nie da się ukryć. Są jednak różne inne
czynniki, które równoważą te zjawiska. Świat jest pełen niepewności i dobrze
jest mieć reakcję na scenariusze niezbyt różowe, jakąś przestrzeń w zakresie
stóp procentowych.
Ostatnia konferencja odbyła się po decyzji EBC, w międzyczasie doszło
obniżenie stóp na Węgrzech. Czy to był istotny element dyskusji?
Jeżeli chodzi o Węgrów, to ich
może niepokoić taka sytuacja, kiedy oni obniżają, a my nie obniżamy. Odwrotnie
to raczej nie…
Zubelewicz: Bardzo wnikliwie
analizujemy sytuację na Węgrzech, jednak jest ona inna niż w Polsce i inne są
działania organów odpowiedzialnych za politykę pieniężną.
Powiedział pan, że dobrze mieć amunicję na wypadek spowolnienia.
Ostatnio powiedział pan też, że obniżka nie przełożyłaby się na poziom
oprocentowania kredytów. Czy nadal tak państwo uważacie?
Według naszych ocen polityka stóp procentowych istotnie przełożyła się na
poziom stóp procentowych w gospodarce. Najprostszym wyrazem tego jest
dramatyczna obniżka stóp od kredytów konsumpcyjnych, w raz z obniżaniem stopy
lombardowej. Chciałem zwrócić uwagę na kwestię porównania sytuacji 2,5 roku
temu – o ile mnie pamięć nie myli – kiedy mieliśmy do czynienia z relatywnie
wysokimi, a może zbyt wysokimi stopami NBP. Efektem tego było spłaszczenie, a
nawet odwrócenie krzywej rentowności skarbowych papierów wartościowych.
Mieliśmy taki moment, kiedy dziesięciolatki były oprocentowane niżej niż dwulatki. To oczywiście nienormalność, a nawet
patologia. Obniżyliśmy stopę referencyjną o 225 punktów i mamy do czynienia z
sytuacją normalną, kiedy krzywa rentowności jest „wystromiona” i gdzie ewentualne
decyzje w zakresie stóp prawdopodobnie nie miałyby żadnego wpływu na długi
koniec krzywej, ale także na krótkim końcu dojechaliśmy do aktualnego minimum.
Sądzę, że ruch w dół stopą procentową nie miałby przełożenia np. na koszt
obsługi długu publicznego.
Czy uważamy, że polityka stóp jest efektywna? Jest. A dlaczego dzisiaj nie
chcemy ciąć? Dlatego, że myślę, że dotarliśmy do poziomu równowagi. Kredyty dla
małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce – ich oprocentowanie jest stabilne
od wielu miesięcy. Rzadko pamiętamy, że stopy od kredytu dla przedsiębiorstw
niewielkich, a są one z punktu widzenia Europy Zachodniej malutkie, są na tym
samym poziomie co w krajach strefy euro.
Co to oznacza, żeby mieć amunicję w arsenale? Jeżeli będzie gwałtowne
pogorszenie aktywności gospodarczej, to będzie można myśleć o istotnym
zmniejszeniu oprocentowania. Jeden z członków Rady powiedział – to oczywiście
nie jest pogląd całej Rady – że w takiej sytuacji może warto móc obniżyć stopy
znacząco, bez jakiegoś długiego cyklu. To nie znaczy, że tak będzie, ale takie
rozmowy prowadzimy.
Czy podejmując decyzję o pozostawieniu stóp na niezmienionym poziomie
braliście pod uwagę stabilność sektora finansowego? Chodzi mi o uwzględnienie
małych banków i sektora SKOK. Czy ewentualne obniżenie stóp mogłoby zadziałać
na tę część sektora bankowego?
Tak. Braliśmy to pod uwagę. To jest szerszy problem. Kiedy stabilizacja cen,
jako podstawowy cel banku, może w jakimś stopniu kłócić się ze stabilnością
finansową. Ten drugi cel jest jednak podrzędny, ale mogłyby się one rozjeżdżać.
Aktualnie jesteśmy w innej sytuacji, bo w kontekście stabilności gospodarki czy
równowagi makroekonomicznej utrzymywanie stóp jest właściwe i także właściwe
jest z punktu widzenia stabilności finansowej.
Gatnar: To oddaje treść naszej dyskusji, dysponowaliśmy analizami, które to
pokazują. Skuteczność tych niestandardowych instrumentów, o które co jakiś czas
jesteśmy pytani, jest moim zdaniem problematyczna. Długoterminowo nie wiemy, jak
dla gospodarki takie coś się skończy – np. w Europie czy Japonii.
Czy Rada rozmawiała o tym, aby
porozmawiać o innym rozłożeniu akcentów w mandacie polityki pieniężnej?
Profesor Żyżyński mówił o wzmocnieniu aktywności gospodarczej lub wspieraniu
polityki rządu?
Mandat jest jasny i prosty i dobrze opisany. Jest także pojemny. Wyraźnie
mówi, że priorytetem jest stabilność cen, ale miejsce dla wspierania polityki
rządu – gdy nie kłoci się to z podstawowym celem – jest wystarczające.
Rzeczywiście dyskutowaliśmy na temat tego, co bank centralny, w Polsce i na
świecie, powinien, musi itp. To był jeden z ciekawszych wątków dyskusyjnych na
dzisiejszej Radzie. Prof. Żyżyński wspomniał o tym i warto czasami takiej refleksji
dokonać. Czego nas nauczyły ostatnie lata? Tego, że luźna czy nawet ultraekspansywna
polityka pieniężna daje tylko szanse – np. ułatwia władzom regulacyjnym
oczyszczenie systemu bankowego. Robi się to szybciej albo wolniej, lepiej albo
płytko. Możemy powiedzieć, że w USA idzie to szybciej niż w strefie euro. Sama
polityka pieniężna, nawet nie wiem jak bardzo ekspansywna, nie prowadzi do
trwałego wzrostu gospodarczego, a może nawet długofalowo obniżać potencjalny
wzrost.
To nie oznacza, że krytykuję luzowanie ilościowe, które prawdopodobnie było
konieczne, a bez niego gospodarka europejska czy amerykańska byłaby w gorszym
stanie. Trzeba mieć jednak świadomość, że to polityka, która ułatwia polityki
strukturalnej i budżetowej, która dopiero na dłuższą metę zmienia całą sytuację
gospodarczą.
W komunikacie jest zdanie o danych o
produkcji przemysłowej, które mogły być gorsze niż w poprzednim kwartale.
Szykować się na więcej takich niespodzianek?
Mam nadzieję, że ten tekst został odczytany jako bardzo delikatne wskazanie
na to, że pierwszy kwartał może być nieco słabszy od ostatniego kwartału
zeszłego roku. To było 3,9% (dynamika PKB – przyp. red)., więc całkiem nieźle.
Nie jesteśmy pewni czy tak będzie. Owszem, produkcja przemysłowa w pierwszych
dwóch miesiącach trochę się nam wahała, ale gdyby oczyścić ją z czynników
sezonowych, to nie było tam wahań specjalnych. Produkcja budowlana natomiast tak
sobie, dosyć słabo szła. Chcemy powstrzymać optymizm ocen, że skoro w zeszłym
kwartale było 3,9%, to teraz będzie jeszcze lepiej. Generalnie rzecz biorąc
jesteśmy optymistycznie nastawieni, jeżeli chodzi o najbliższe kwartały.
Nie ma więc ryzyka, że zrealizuje się scenariusz drastycznego obniżenia
tempa wzrostu, co skłoniłoby do obniżenia stóp procentowych?
Tak.
W komunikacie ponownie zwrócono uwagę na czynniki zewnętrzne. Dwa dni
temu Moody’s opublikował ostrzeżenie, że niepewność związana z Trybunałem Konstytucyjnym
może spowodować obniżenie ratingu. Czy w swoich decyzjach biorą państwo pod
uwagę również to, że to co się dzieje w Polsce może powodować wzrost awersji
inwestorów?
Jeżeli chodzi o otoczenie
zewnętrzne to warto dodać Brexit. Gdyby wynik referendum był – chyba mogę tak
powiedzieć – niekorzystny, to mógłby zachwiać rynkami finansowymi i miałby
wpływ na Polskę. Jeżeli chodzi o Moody’s, to oczywiście ewentualne obniżenie
ratingu lub zmiana perspektywy nie byłaby dobrym czynnikiem. Gospodarka Polski
jest w sumie uważana za niezmiernie stabilną i zrównoważoną. Wpływ decyzji
Moody’s nie byłby dewastujący. Jak się źle dzieje, to zmiana ocen agencji może mieć
znacząco negatywne znacznie. Dzisiaj nie uważam, żeby to miało potencjał
dramatu w sobie, choć byłoby to negatywne.
Ostatnie komunikaty wydawane są wcześniej niż zwykle. Czy RPP nie
powinna publikować komunikat o jednej, stałej godzinie? Czy to co obserwujemy
jest wynikiem daleko posuniętej jednomyślności RPP?
Gdybyśmy ustalili jakąś
godzinę, a potem jej nie dotrzymali to byłoby nie dobrze. Jeżeli chodzi o
powód, dla którego decyzje podejmujemy w sposób prawny są takie, że zawsze
decyzję o utrzymaniu stóp łatwiej podjąć niż o zmianie. Rada jest dość
jednolita jeżeli chodzi o poglądy. Miło też mi powiedzieć, że kultura braku
gadulstwa się wytwarza i umacnia.
Gatnar: Ciężko pracujemy
przed tym posiedzeniem i jesteśmy dobrze przygotowani.
Zubelewicz: Rada prezentuje
szerokie spektrum poglądów, to trzeba podkreślić.
Belka: Nie jest tak, że Rada
jest bardzo homogeniczna. Być może nawet z czasem się zróżnicuje. Żyjemy w
gospodarce niezmiernie zrównoważonej. Możemy powiedzieć, że wokół Polski
szaleją żywioły i furie, że są pewne elementy wewnętrzne w Polsce, które żywią
niepewność – zawsze myślimy np. o budżet na rok kolejny, czy będziemy mieli
finansowanie na nowe elementy w polityce socjalnej i podatkowej. Wszystko to są
rzeczy istotne, ale mimo wszystko będziemy wspominać te czasy z rozrzewnieniem,
jako czasy wyjątkowo zrównoważonej sytuacji w polskiej gospodarce.
Nowa Rada dopiero pracuje na swoją
wiarygodność. Czy jej miarą jest kontynuacja polityki poprzedniej Rady, czy np.
na tym, by doprowadzić inflację do celu, co jest wymogiem prawnym.
Gatnar: Nie zgadzam się co do tego wymogu prawnego. My dosyć elastycznie to
interpretujemy. To, że tego celu nie osiągamy nie jest niczym nadzwyczajnym. Na
44 banki analizowane przez BIS, 32 banki tego nie osiągają. Być może EBC czy
inne banki starają się ten cel osiągnąć, ale jak widać ta skuteczność jest
problematyczna.
Zubelewicz: Jeżeli chodzi o kwestie prawne to najważniejsza jest konstytucja,
czyli dbanie o wartość pieniądza. Jeżeli mamy deflację, to siła nabywcza rośnie,
czyli dbamy o tę wartość. Efekty naszych decyzji będzie można obserwować za 5
czy 6 kwartałów. Mamy prognozy, że w tym okresie nie będzie deflacji tylko inflacja.
Mamy dziś decyzję o stopach i efekt w postaci inflacji za 1,5 roku. Skoro ceny
będą rosły i będą zbliżać się do celu inflacyjnego to trudno w takim układzie
zmienić stopy.
Czy NBP był konsultowany w sprawie
wzięcia udziału w pomocy dla frankowiczów?
Najbliższe posiedzenie Komitetu Stabilności Finansowej jest zwołane z
inicjatywy UKNF. To zgodne z naszym zamiarem z poprzedniego posiedzenia, kiedy
zdecydowaliśmy, że gdy UKNF dokona szacunków kosztów rozwiązań zaproponowanych
w Kancelarii Prezydenta, to spotkamy się, aby je przedyskutować i porównać je z
naszymi szacunkami. Te różnice wynikają głównie z tego, że my w NBP wzięliśmy
pod uwagę tylko efekty pierwszej rundy, natomiast koledzy z UKNF poszli dalej.
Innymi słowy zaczęli analizować także możliwe efekty drugiej rundy tych
rozwiązań. To wszystko.
A tem mały miś z afery podsłuchowej wciąż na polskim podwórku - zamiast jak kolesie w Erolandzie robić prawdziwą kasę za nic nie robienie - tam są duże micie - kolesiostwo Tusk, Rostowski i inni z Popisu,,,
Decyzja Moodys nie będzie dewastująca, ale pogłębi negatywne skutki, na koszty rynkowe rodzimego kapitału.
Dla przedsiębiorców istotny jest koszt średnioważony kapitału WACC, a ten rośnie.
Zmniejszając opłacalność inwestycji lub nawet uniemożliwiając ze względu na brak opłacalności NPV, IRR, ROE, ROA itd. to jest być Decyzja Moodys nie będzie dewastująca, ale pogłębi negatywne skutki, na koszty rynkowe rodzimego kapitału.
Dla przedsiębiorców istotny jest koszt średnioważony kapitału WACC, a ten rośnie.
Zmniejszając opłacalność inwestycji lub nawet uniemożliwiając ze względu na brak opłacalności NPV, IRR, ROE, ROA itd. to jest być albo nie być, a NOŻYCE kosztu kapitału dla polskich przedsiębiorców są coraz mniej korzystne w stosunku do zagranicy. Dla Osób fizyczny mechanizmy są porównywalne, choć trochę mniej złożone.
Ludzie mogą na bruku wylądować, a twój pracodawca straci udziały rynkowe !!!
Z tego ludzie się cieszą ?, to prosta droga do "niewolnictwa" w średnim terminie
"wróg czuwa, wróg nie śpi".------- hasła rodem z PRL - NOCna zmiana czuwających aktywistów.