Jest żonaty, ma troje dzieci. Zamierza zainwestować wolne 100 tys. złotych. Zależy mu na tym, aby pomnożoną kwotę przeznaczyć maksimum za dwa lata na kolejną inwestycję, jaką będzie zakup nieruchomości. Zwrócił się o poradę do Noble Banku.
Alfred Adamiec, główny ekonomista Noble Banku
Mając na względzie, że pan Mariusz liczy, iż zysk z inwestycji w wyznaczonym przez niego okresie (dwa lata) powinien sięgnąć 40 proc. (a być nie mniejszy niż 15 proc.), zaproponowałem, by najpierw ulokować całą kwotę w funduszach rynku pieniężnego. Moim zdaniem, w przyszłym roku powinny one dać ok. 5 proc. zysku. Jednocześnie należy czekać na dobrą okazję inwestycyjną. Jedną z opcji mogą być fundusze z polisą ubezpieczeniową (Aegon lub Skandia), gdzie przy kwocie 100 tys. zł można już uzyskać dobre warunki, jak np. zwolnienie z części opłat. Druga możliwość to fundusz parasolowy, ale należy pamiętać, że będzie to inwestycja tylko w ramach jednego TFI.
Proponuję również alternatywny scenariusz: wykorzystanie oczekiwań na obniżki stóp procentowych w Stanach, bo wtedy rentowna byłaby inwestycja w fundusz lokujący środki w amerykańskie obligacje. W razie spadków na warszawskiej giełdzie (wszystko wskazuje na to, że w roku 2007 na rynkach światowych, głównie wschodzących, nastąpi korekta i spadki na GPW sięgną od 20 do 30 proc.), od 50 do 60 proc. środków należałoby ulokować (po korekcie) w trzech najbardziej agresywnie inwestujących funduszach akcji (Arka, Legg Mason, UniKorona Akcji). Portfel składałby się w 60 proc. z akcji, w 20 proc. z obligacji USA i w 20 proc. z funduszy rynku pieniężnego. Maksymalny cel (czyli 40 proc. zysku) może zostać osiągnięty nawet po 2 – 3 kwartałach. Wtedy należałoby stopniowo zmniejszać ryzyko, zwiększając udział funduszy rynku pieniężnego w portfelu – i tak do końca inwestycji.



























































