Flagowy amerykański indeks giełdowy S&P500 po raz pierwszy w historii notowany był dziś powyżej poziomu 4000 punktów. Dla polskiego WIG20 to wynik z dzisiejszej perspektywy abstrakcyjny, a przecież jeszcze niedawno indeksy te notowane były na podobnym poziomie punktowym. W ostatnich latach Wall Street kompletnie jednak polskiej giełdzie "odjechała".


To z pewnością wydarzenie historyczne. W dobie jednego z największych kryzysów ostatnich dziesięcioleci flagowy indeks amerykańskiej giełdy po raz pierwszy w historii forsuje barierę 4000 pkt. Aby lepiej zrozumieć skalę rozpędu Wall Street, warto wspomnieć, że przecież nie tak dawno forsowano poziom 3000 pkt. Miało to miejsce w lipcu 2019 roku, a więc niecałe dwa lata temu. Wówczas ekspresowym wydawało się tempo wzrostu z 2000 pkt. - indeks potrzebował na to 5 lat.
Do czasów, gdy S&P500 notowany był w pobliżu 2000 pkt. warto wrócić także z innego powodu. To właśnie w pobliżu tego poziomu spotkał się on z indeksem WIG20. I choć punktowania różnych indeksów bywają różne, różni się też baza etc., to jednak przez lata inwestorzy przywykli, że to indeks WIG20 nominalnie (pod względem liczby punktów) notowany jest wyżej niż S&P500. Wystarczy choćby wspomnieć, że szczyt hossy w 2007 roku WIG20 wyznaczył na poziomie 3940 pkt. S&P500 ledwie 1576 pkt.
W sumie przez czternaście lat między 2001 i 2015 rokiem to wartość WIG20 była wyższa. W październiku 2015 roku indeksy spotkały się tuż powyżej poziomu 2000 pkt. Po raz ostatni WIG20 notowany był z większą liczbą punktów niż S&P500 we wrześniu 2017 roku (okolice 2500 pkt.). Jeszcze w 2018 roku polski indeks próbował dotrzymywać kroku amerykańskiemu, jednak później dystans rósł.
Siła Wall Street, słabość WIG20
Dziś indeksy dzieli przepaść. W momencie gdy S&P500 forsuje 4000 pkt. WIG20 notowany jest poniżej 2000 pkt. O przeszło połowę niżej. A przecież jeszcze 2-3 lata temu indeksy były na podobnym poziomie. Nie wspominając już o ogromnej przewadze, jaką WIG20 miał nad S&P500 przed laty.

Warto zaakcentować różnicę pomiędzy hossą sprzed upadku Lehmann Brothers a dzisiejszą. W poprzedniej dekadzie polska giełda - i nie będzie to przesadą - była jedną z gwiazd modnych rynków wschodzących. Skala wzrostów WIG20 była na tyle wielka, że zostawiał on w tyle konkurencyjne indeksy. Dziś przeważają inne trendy. Wall Street napędzana jest przez działania Fedu i silne wzrosty technologicznych gigantów (pierwszą szóstkę najcięższych spółek w indeksie tworzą Apple, Microsoft, Amazon, Facebook, Google/Alphabet oraz Tesla).
WIG20 odstaje jednak nie tylko od S&P500, ale niemal od całej stawki. Biorąc pod uwagę stopę zwrotu za ostatnie 3 lata większość europejskich indeksów jest na plusie. WIG20? 13 proc. pod kreską. Gorszy jest tylko bułgarski SOFIX. Ostatnie 10 lat? WIG20 także w ogonie (-32 proc.). Problemem więc nie jest tylko siła S&P500, ale i słabość WIG20.
To warte podkreślenia, że chodzi o słabość przede wszystkim WIG20. Rodzime mWIG40 i sWIG80, a więc indeksy małych i średnich spółek, także bowiem dystansują WIG20 na wspomnianych dystansach. Przykładowo sWIG80 na przestrzeni ostatnich 3 lat urósł o 32 proc., a na przestrzeni dekady o 46,4 proc. Flagowy indeks GPW prezentuje się więc żałośnie pod kątem stóp zwrotu nawet na własnej giełdzie.
Skarb Państwa, banki i pękający liderzy ciążą WIG20
Problemem WIG20 jest zdominowanie indeksu przez spółki Skarbu Państwa i banki. Te pierwsze potrafią zaliczyć dobry rok, potrafią nawet płacić sowite dywidendy, jednak każdy kolejny rząd udowadnia, że priorytetem dla tych spółek jest nie realizacja zadań biznesowych, a politycznych. Stąd spore dyskonto w wycenie tych firm. Dodatkowo działają one w branżach tradycyjnych, o dużo mniejszym potencjale wzrostu niż np. nowi liderzy S&P500. Ostatni argument dotyczy także banków. Tym bardziej w momencie, gdy kwestie frankowe i koronawirusowe kompletnie zdołowały ich notowania.
W indeksie brakuje dużych firm prywatnych o dużym potencjale. Świetnym przykładem ciągnięcia w górę WIG20 jest Dino, któremu do niedawna pomagał w tym CD Projekt. Po problemach "Cyberpunka" jednak i CD Projekt stał się ciężarem dla indeksu. To samo można powiedzieć o Allegro, które na rynek weszło z tak wysoką wyceną, że zamiast indeksowi pomóc - szkodzi. Przypadek Allegro jest o tyle ciekawy, że ogromny popyt na akcje tej spółki świetnie obrazuje niedobory rynkowe - duży podmiot z perspektywicznej branży przyciągnął inwestorów, jak magnes, bowiem na giełdach regionu ciężko o podobną firmę.
W efekcie tych problemów w ostatnim czasie zamiast gonić S&P500, WIG20 swoimi spadkami jeszcze powiększa przepaść. Koronawirus tylko uwypuklił tę różnicę. Otwartym oczywiście pozostaje pytanie, czy wzrosty na Wall Street nie poszły już za daleko i czy WIG20, gdy np. rozwiąże się kwestia franków, nie zacznie dynamicznie nadrabiać strat. To jednak temat na osobny artykuł, stan na dziś jest taki, że Wall Street kompletnie "odjechała" naszym "czempionom".
































































