REKLAMA
WYPOWIEDZ SIĘ

3 typy cyfrowego pieniądza. Czym różnią się stablecoiny, CBDC i stokenizowane depozyty?

Michał Kisiel2026-10-02 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2026-10-02 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Jaki ma być pieniądz przyszłości? Odpowiedź na to pytanie nieco inaczej widzą banki centralne, banki komercyjne i pośrednicy finansowi wywodzący się ze świata kryptowalut. Technologiczne podstawy mogą być podobne, ale zasady działania i konstrukcja diametralnie różne.

3 typy cyfrowego pieniądza. Czym różnią się stablecoiny, CBDC i stokenizowane depozyty?
3 typy cyfrowego pieniądza. Czym różnią się stablecoiny, CBDC i stokenizowane depozyty?
fot. CineVI / / Shutterstock

Można bagatelizować rolę w gospodarce bitcoina i innych kryptowalut, ale trudno będzie podważyć jedno – zmieniły one spojrzenie na to, jak powinien działać pieniądz przyszłości. Natychmiastowe rozliczenia, błyskawiczny rozrachunek, opcja programowalnych transakcji, a wreszcie możliwość użycia przez autonomicznie działających agentów AI. Tak w skrócie prezentują się najważniejsze zalety cyfrowego pieniądza, zazwyczaj (ale nie koniecznie) opartego na rozproszonych rejestrach transakcji (DLT).

Pozostaje jednak pytanie, kto ma ten pieniądz emitować i jak ma się on wkomponować w istniejący świat finansów. Tu ścieżki poszczególnych wizji mocno się rozchodzą. I dlatego równolegle mówi się o rozwoju stablecoinów, cyfrowego pieniądza banku centralnego (CBDC) oraz stokenizowanych depozytach. Wyjaśniamy, czym różnią się te konstrukcje.

Stablecoin – pula aktywów na zapleczu, token na froncie

Tak zwane stabilne kryptowaluty mogą występować w wielu odmianach. Na potrzeby tego porównania weźmy tylko jeden ich typ, w europejskich regulacjach MiCA nazywany EMT (Electronic Money Token).

Idea jest następująca – niebankowy podmiot tworzy pulę rezerw w postaci bezpiecznych, płynnych aktywów (np. krótkoterminowych papierów skarbowych, depozytów w bankach itp.). Następnie emituje tokeny, w takiej liczbie, by odpowiadać jeden do jednego wartości rezerw. Przykładowo – z 100 mln euro powstaje 100 mln tokenów X o wartości 1 euro każdy.

Scammingout

Mamy zatem unieruchomiony zasób pieniądza tradycyjnego (100 mln euro „leżące” w bankach lub papierach wartościowych) i cyfrowy pieniądz, który może się poruszać w świecie rozproszonych rejestrów, być wymieniany na inne cyfrowe aktywa, przesyłany w ciągu kilku sekund poza systemem rozliczeń międzybankowych.

Skutkiem ubocznym takiej konstrukcji jest „wysysanie płynności” z sektora bankowego. Inaczej mówiąc, pieniądz w puli jest w mniejszej lub większej części nieczynny w gospodarce. Rezerwy będące podstawą emisji stablecoinów nie biorą bezpośrednio udziału w kreacji kredytu bankowego. Szerzej o tym zjawisku pisaliśmy na łamach Bankier.pl w kontekście zagrożeń dla rentowności banków.

Ten typ cyfrowego pieniądza jest prywatny, tzn. jest zobowiązaniem konkretnego podmiotu-emitenta. Teoretycznie emitent może wprowadzić w błąd klientów, co do rezerw, sprzeniewierzyć zasoby i upaść, a token okazać się bezwartościowy – nie podlega on bowiem (domyślnie) pod żaden z systemów gwarancji finansowych. Regulatorzy rynków mogą jednak wprowadzić dodatkowe wymagania wobec emitentów stablecoinów. Tak stało się np. w Europie i dzieje się właśnie w USA.

CBDC – coś jak gotówka, tylko cyfrowa

Cyfrowy pieniądz banku centralnego bazuje na zupełnie innej konstrukcji. Jest on emitowany przez bank centralny i stanowi jego zobowiązanie. Może zatem powstać „z niczego”, zostać wykreowany. Stablecoiny w takim rozumieniu to konwersja starego pieniądza na nowy, cyfrowy. Wprowadzenie do obiegu CBDC to z kolei nowa forma realizacji starego przywileju banków centralnych. W tle nie ma żadnej puli aktywów, zabezpieczenia czy systemu gwarancji. Kluczem jest zaufanie do emitenta i aparatu władzy państwowej.

CBDC ma kilka cech, które dziedziczy po tradycyjnym pieniądzu tzw. wielkiej mocy. Posiada narzucony przez regulacje prawne status prawnego środka płatniczego (co oznacza, że nie można odmówić jego przyjęcia jako formy realizacji zobowiązania o charakterze pieniężnym na danym terytorium), co daje mu najwyższy poziom płynności. Jest zawsze gotów do użycia w transakcji. Jest także aktywem wolnym od ryzyka kredytowego, bowiem bank centralny nie może upaść i stać się niewypłacalny.

Z technicznego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, żeby np. cyfrowe euro było tokenem i „żyło” w publicznym rozproszonym rejestrze transakcji à la blockchain Ethereum. W praktyce jednak banki centralne budują na potrzeby CBDC własną infrastrukturę, dodatkowo wspierając się pośrednikami w dotarciu do końcowego użytkownika.

Istnienie cyfrowej wersji pieniądza banku centralnego tworzy pewne nowe ryzyka. Jednym z nich jest konkurowanie w codziennych transakcjach z „produktami” sektora bankowego. Drugim, niebezpieczeństwo cyfrowego runu na bank, jeśli możliwe byłoby szybkie przeniesienie oszczędności z rachunków do CBDC. To jedna z przyczyn, dla których w projektach cyfrowego pieniądza tego typu przewiduje się np. limity kwotowe dla użytkowników.

Stokenizowane depozyty – pieniądze na koncie, ale podróżują jak krypto

W codziennym życiu posługujemy się zazwyczaj pieniądzem banków komercyjnych. Są to zapisy na rachunkach bankowych, z punktu widzenia banków – zobowiązania wobec klientów. Możemy użyć ich do regulowania płatności, sięgając po instrumenty płatnicze (np. karty, BLIK itp.). Rachunki dwóch stron transakcji są wówczas odpowiednio – obciążane (płatnik) i uznawane (odbiorca, beneficjent). Tak to wygląda w „wersji 1.0”, która bazuje dziś na elektronicznej wymianie danych.

Stokenizowane depozyty są pieniądzem banków komercyjnych w nowym opakowaniu. Pozostające w bilansie banku depozyty otrzymują cyfrową postać tokenów. Tokeny te mogą krążyć w publicznych rejestrach albo w prywatnych, o ograniczonej liczbie użytkowników (np. przedsiębiorstw-klientów bankowego aliansu). Cały czas

Istotne jest, że stokenizowane depozyty dziedziczą cechy tradycyjnych depozytów. Podlegają ochronie w ramach systemu ochrony depozytów, na wypadek upadłości banku. Mogą być oprocentowane, czego nie dopuszcza się w przypadku regulowanych stablecoinów.

Efektem ubocznym tych różnic jest wpływ na płynność sektora bankowego. Stablecoiny wysysają środki i unieruchamiają je, gdyż przynajmniej w części rezerwy będące podstawą emisji trafiają poza sektor bankowy. W przypadku stokenizowanych depozytów takich efekt się nie pojawia, a zwolennik mnożnikowego podejścia do opisu procesu kreacji pieniądza powiedziałby, że „banki mogą użyć tych środków w tworzeniu kredytów”.

Wszystkie pieniądze w jednej sieci?

Różne typy pieniądza współistniały z powodzeniem w analogowym świecie. W cyfrowym nie musi być wcale inaczej – mogą ze sobą nie tylko koegzystować, ale także spotkać się na jednej platformie. Idea zdecentralizowanego superrejestru (unified ledger) pojawia się od lat np. w projekcie Agora prowadzonym przez Bank Rozliczeń Międzynarodowych. Być może to zwiastun, na razie ograniczony do wielkokwotowych transakcji z użyciem CBDC i pieniądza bankowego, narodzin nowych fundamentów infrastruktury globalnych finansów.

Źródło:
Michał Kisiel
Michał Kisiel
analityk Bankier.pl

Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z psychologią finansów, analizuje, jak płacą i zadłużają się Polacy. Doktor nauk ekonomicznych, zwolennik idei społeczeństwa bez gotówki. Pomysłodawca finansowego eksperymentu "2 tygodnie bez portfela", w ramach którego banknoty i karty płatnicze zamienił na smartfona. Telefon: 501 820 788

Tematy
Tanie konto firmowe i zysk z oszczędności? W tych bankach można liczyć na wysokie oprocentowanie
Tanie konto firmowe i zysk z oszczędności? W tych bankach można liczyć na wysokie oprocentowanie

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: CBDC - cyfrowa waluta

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki