Rok 2013 najprawdopodobniej przyniósł odwrócenie 30-letniego trendu spadku stóp procentowych, skutkującego wzrostem wartości obligacji. Koniec hossy na rynku długu najlepiej obrazują notowania 10-letnich obligacji USA. Rentowność amerykańskich 10-latek w ciągu mijającego roku wzrosła z 1,8% do niemal 3% (czyli o 67%!), co jak na ten rynek jest zmianą wręcz rewolucyjną.
Czasy rekordowo niskich stóp zapewne odeszły do historii. Stało się to po 30-letnim okresie, gdy koszty kredytu miały tendencję wyraźnie malejącą i to niemal na całym świecie. Powoli trzeba zapomnieć o kredytowym szaleństwie z przełomu XX i XXI wieku. Kredyt z roku na rok będzie generalnie coraz droższy (choć oczywiście proces ten nie będzie przebiegał liniowo), a ceny obligacji sukcesywnie niższe. Teraz czeka nas trwający może nawet dekadę okres wzrostu stóp procentowych, co niesie ze sobą poważne reperkusje zarówno dla rynków finansowych, jak i realnej gospodarki
Po latach kredytowego boomu będzie to okres delewarowania i powrotu do normalności. Bo normalną z pewnością nie jest sytuacja, gdy depozyt bankowy w amerykańskim, niemieckim, brytyjskim czy szwajcarskim banku płaci praktycznie 0%. To także mniej korzystny okres dla inwestorów giełdowych, bowiem wyższe koszty finansowe spółek, wyższe koszty inwestycji oraz fuzji i przejęć to w konsekwencji niższa dynamika zysków i relatywnie niższych mnożników (C/Z) na rynkach akcji.
Zobacz także
|
3. Kwestia "taperowania", czyli przytępienie QE3 |






























































