Wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej na umowach-zleceniach w wysokości 12 zł brutto jest niemal pewne. Według pomysłodawców ustawy jest to sposób na eliminację patologii na rynku pracy, m.in. tych pracodawców, którzy oferują zleceniobiorcom bardzo niskie stawki, np. 3 zł za godzinę. Kłopot w tym, że są one na porządku dziennym w instytucjach publicznych, które decydują się na outsourcing usług ochrony i utrzymania czystości. Eksperci alarmują, że to sprzątaczki i ochroniarze w pierwszej kolejności stracą pracę.
Eliminację patologii z umowami-zleceniami trzeba rozpocząć właśnie od urzędów pracy. Teoretycznie rozwiązaniem miało być odejście od kryterium najniższej ceny i stosowanie klauzul społecznych, ale praktyka pokazuje, że dobre intencje niekoniecznie pokrywają się z rzeczywistością.
Pracodawcy i przedsiębiorcy są raczej przeciwni wprowadzeniu minimalnej stawki godzinowej z dwóch powodów. Po pierwsze podnosi to ich koszty zatrudnienia, a po drugie ustawa nakłada na nich uciążliwe obowiązki ewidencji czasu pracy zarówno po stronie zleceniobiorcy jak i zleceniodawcy, których prawdopodobnie właściwą funkcją jest zniechęcanie do zawierania umów-zleceń na rzecz umów o pracę.
Przedstawiciele firm zajmujących się „outsourcingiem pracowników” stoją na stanowisku, że minimalna stawka godzinowa będzie miała negatywny wpływ na rynek pracy, bo instytucje publiczne, które najczęściej zlecają usługi utrzymania czystości i ochrony zewnętrznym podmiotom, wcale nie chcą i nie są gotowe do zwiększenia nakładów na te wydatki.
Przeczytaj także
Z kolei podmiotów zewnętrznych nie stać na podwyżki i jednoczesne utrzymanie jakości świadczonych usług. To oznacza zwolnienia i osoby, które teraz pracują za 6 zł na godzinę nie będą miały nawet tego – tak wynika z tłumaczenia przedsiębiorców.

Koniec z "dam pracę 4zł/h"
O co w tym tak naprawdę chodzi? Przede wszystkim o pieniądze. Temat z niechętnymi do ponoszenia kosztów „dobrej zmiany” instytucjami publicznymi ma swoje drugie dno. Po pierwsze, jeśli minimalna stawka godzinowa zostanie wprowadzona w wysokości 12 zł, to zatrudnianie na „pełen etat” na zleceniu z możliwie najniższym dozwolonym prawem wynagrodzeniem będzie droższe niż zatrudnienie na podstawie umowy o pracę z wynagrodzeniem minimalnym. Minimalne na zleceniu wyniesie ok. 2160 zł brutto, podczas gdy płaca minimalna obecnie wynosi 1850 zł brutto. Innymi słowy, urzędom nie będzie się opłacało korzystać z usług pośredników – bardziej opłacalne będzie zatrudnienie sprzątaczki i ochroniarza na etat.
Pośredników czekają ciężkie czasy
I tu jest pies pogrzebany. Urzędy nie zrezygnują z ochrony i sprzątaczek, bo to usługi, które muszą być wykonane – wzrosną koszty, bo kontrakty z firmami zewnętrznymi faktycznie były bardziej opłacalne, ale bądźmy poważni – władza nie pozwoli sobie na to, by efektem „dobrej zmiany” były brudne urzędy.
Branża straci najlepszego klienta, który niejako dorobił się właśnie na kontraktach z administracją publiczną. Eksperci przekonują, że to odbije się na jakości – w odniesieniu do usług ochroniarskich i serwisu sprzątającego w urzędach publicznych ten argument można traktować tylko jako żart.
Przeczytaj także
Ale to nie koniec kłopotów, bo wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej wpłynie również na wzrost cen usług oferowanych prywatnym podmiotom. Pośredników czekają ciężkie czasy, ale to wcale nie musi oznaczać, że bezrobocie wzrośnie. Na pracę za 5 zł na godzinę brutto często zgadzają się osoby z ustalonym prawem do emerytury. W dużym stopniu to oni są odpowiedzialni za to, że na rynku obowiązują takie niskie stawki.
Zgodnie z ustawą o emeryturach i rentach z FUS emeryt bez narażenia się na zmniejszenie świadczenia może miesięcznie zarobić nie więcej niż wynosi 70% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Od 1 marca 2016 r. jest to 2846,90 zł brutto.































































