Taksówkarze zablokowali w poniedziałek ulice Warszawy. Pasażerowie nie są jednak skazani jedynie na licencjonowanych kierowców z sieci taksówkarskich. Alternatywą są mobilne aplikacje do zamawiania przejazdów, przeciwko którym strajkują taksówkarze.
Uber
Jako pierwszy – w sierpniu 2014 r. możliwość zamawiania nielicencjonowanych przejazdów dał Polakom Uber. Aplikacja ruszyła wówczas w Warszawie. Jako następni do tego grona dołączyli mieszkańcy Krakowa (kwiecień 2015 r.), Trójmiasta (czerwiec 2015 r.), Poznania i Wrocławia (listopad 2015 r.), a także Łodzi i śląskiej konurbacji (maj 2016 r.)
Czym jest Uber? Pośrednikiem między pasażerem a kierowcą. Co ważne, po zamówieniu kursu, w przeciwieństwie do „analogowych” taksówek, aplikacja wyświetla szacowany czas przejazdu i koszt podwózki. Ten jest dynamiczny i uzależniony od godziny zamówienia, dostępności kierowców w pobliżu i wybranej opcji przejazdu.
Po zamówieniu przejazdu aplikacja informuje nas o marce i numerze rejestracyjnym samochodu, który po nas przyjedzie, a także prezentuje imię i zdjęcie kierowcy. Po zakończonym kursie możemy go ocenić w skali od zera do pięciu. Jeśli kierowca zbierze wiele negatywnych ocen, Uber zerwie z nim współpracę. To jednak miecz obusieczny. Możliwość wystawiania ocen mają także kierowcy. Analogicznie, jeśli zbierzemy zbyt wiele negatywnych, nie będziemy mogli korzystać z usługi.
Aplikacja oferuje trzy standardy przejazdu: UberX w wersji ekonomicznej, Select – przejazd autem o podwyższonym standardzie, prowadzonym przez kierowcę z najlepszymi ocenami użytkowników oraz Van – podróż autem sześcioosobowym, z większym miejscem na bagaże.
Na początku marca w Warszawie uruchomiona została usługa Uber Black przewyższająca standard Select. W jej ramach kursy realizowane są wyłącznie przez kierowców ze średnią oceną powyżej 4,8 gwiazdki (skala ocen od 0 do 5) autami o podwyższonym standardzie. Na liście znajdują się marki takie jak Porsche, Lexus, Rolls-Royce, Bentley, BMW czy Maybach z zastrzeżeniem, że nie mogą być wyprodukowane przed 2012 r.

Za kurs zapłacimy kartą debetową podpiętą do konta w serwisie lub kartą kredytową, a od wiosny ubiegłego roku także gotówką.
Bolt
Znacznie krótszym stażem na ulicach polskich miast może pochwalić się Bolt. To nowa nazwa marki Taxify. Wraz ze zmianą nazwy zmieniło się również logo. Od miesiąca aplikację Bolt zgodnie z definicją wyróżnia błyskawica. Czym różni się od Ubera? Przede wszystkim szerszym zasięgiem. Z jej usług mogą korzystać już mieszkańcy większości wojewódzkich miast: Bydgoszczy, Katowic, Krakowa, Lublina, Łodzi, Poznania, Trójmiasta, Warszawy i Wrocławia
Bolt działa podobnie jak Uber. W aplikacji zaznaczamy trasę przejazdu i wybieramy pojazd. Co istotne, w przeciwieństwie do Ubera, Bolt nie stosuje mnożników opłat, czyli różnych stawek w zależności od popytu, natężenia ruchu i pory dnia. Aplikacja daje nam także możliwość wyboru zawodowego taksówkarza, który zrealizuje kurs.
Skąd ten protest?
Licencjonowani taksówkarze protestują przeciwko przewozom zamawianym za pośrednictwem aplikacji Uber i Bolt, ponieważ, jak twierdzą, procedowana ustawa transportowa („Lex Uber„), która zmierza do uregulowania działalności pośredników przewozów działających za pomocą aplikacji, może ich zdaniem doprowadzić do legalizacji szarej strefy.
Zmiany w prawie będą oznaczały dla kierowców pracujących dla Ubera i Bolta przede wszystkim wyposażenie aut w taksometry, o ile sama aplikacja nie będzie dawała jak dotychczas możliwości rozliczania podatku od wykonanej usługi.
Zmiany w prawie popierają za to MyTaxi iTaxi – platformy oferujące zamawianie taksówek przez aplikacje. Wśród zapisów ustawy znalazły się również postulowane przez platformy przepisy – m.in. branie odpowiedzialności za weryfikację uprawnień kierowców, którzy wykonują kursy. Postulują jednak, aby wprowadzona została możliwość posługiwania się tzw. wirtualnym taksometrem, który umożliwiłby częściową likwidację terytorialnego ograniczenia licencji oraz wyliczanie opłaty za kurs przez aplikację jeszcze przed jego zrealizowaniem, a więc możliwość, którą od początku oferują platformy MyTaxi i iTaxi. Jak dokładnie one działają?
MyTaxi
Pierwsza na świecie aplikacja łącząca pasażerów z kierowcami taksówek zadebiutowała w Polsce w 2012 r., a rok później również jako pierwsza wprowadziła płatności mobilne. W 2015 r. wystartowała w Krakowie, w 2016 r. w Trójmieście, a w ubiegły w Katowicach i całej konurbacji górnośląskiej, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu.
We wrześniu 2017 r. firma wprowadziła w Warszawie pilotażowo usługę mytaxi match, która polega na dzieleniu kosztów przejazdu pomiędzy klientami. Jak działa? Jeśli podczas przejazdu okaże się, że inny pasażer chce jechać w tym samym kierunku, wsiada i dzieli koszt danego odcinka trasy.
iTaxi
Aplikacje pozwalające zamawiać przejazdy tworzą także Polacy. To przede wszystkim iTaxi działająca w ponad 150 polskich miastach. Podobnie jak Uber i Bolt pozwala za pomocą smartfona wybrać trasę i godzinę kursu, a następnie śledzić, gdzie znajduje się taksówka i kiedy po nas przyjedzie. Dzięki tej opcji pasażerowie nieznający miasta mogą sprawdzić, czy kierowca wybrał możliwie najkrótszą trasę.
Są jednak różnice i to spore. Poprzez iTaxi zamówimy wyłącznie licencjonowaną taksówkę, prowadzoną przez kierowcę, który zdał egzamin z topografii miasta. Z kolei po zakończonym kursie otrzymamy paragon.
iTaxi oferuje także kursy o podwyższonym standardzie. W Warszawie realizowane są limuzynami bmw z serii 5. W ofercie są także przejazdy służbowe.





























































