Na skutek oszustw podatkowych budżet państwa traci nawet 90 mld zł rocznie. Winne temu jest skomplikowane prawo podatkowe, które nie tylko jest nieszczelne, ale również generuje duże koszty poboru. Sam pobór PIT-u kosztuje nas ponad 4 mld zł rocznie.


"Żaden z postulowanych przez nas podatków nie podlega jakiejkolwiek interpretacji czy sporom, a obejść je można tylko popełniając przestępstwo. Dlatego będzie on wściekle zwalczany przez doradców podatkowych, bo w tym systemie staliby się oni niepotrzebni przedsiębiorcom, a podatek każdy przedsiębiorca bez trudu mógłby sobie obliczyć sam" - powiedzieli eksperci ZPP i to stwierdzenie jest punktem wyjścia dla raportu tej organizacji o możliwym uproszczeniu systemu podatkowego.
Podatki w Polsce rzetelnie płacą tylko pracownicy, którzy co miesiąc odprowadzają do różnych instytucji państwowych ponad 40% swojego wynagrodzenia. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców proponuje rozwiązanie, które będzie neutralne dla budżetu i jednocześnie spowoduje wzrost dochodów netto Polaków.
Przeczytaj także
Projekt ZPP dostępny jest tutaj.
ReklamaZobacz także
Pomysł jest prosty – opodatkowanie funduszu płac na poziomie 25% przy jednoczesnej likwidacji podatku od dochodów osobistych i wszelkich innych składek. Dzisiaj pensja minimalna netto to 1286 zł, ale całe wynagrodzenie kosztuje pracodawcę 2112 zł.
Zwiększenie dochodów pracowników o 25%
Na różnice wynoszącą 826 składa się zaliczka na podatek, ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne, rentowe, chorobowe, składka na Fundusz Pracy, Fundusz Wypadkowy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Gdyby propozycja ZPP weszła w życie to 25% podatek od płacy minimalnej liczony byłby od kwoty 2112 zł, a to oznacza, że pensja netto pracownika wzrosłaby z 1286 zł do 1584 zł. Dzisiaj, by zapłacić komuś taką kwotę trzeba zabezpieczyć w budżecie co najmniej 2630 zł, a na umowie o pracę wpisać 2177 zł brutto.
Przeczytaj także
Propozycja ZPP zdaniem autorów jest neutralna dla budżetu. Jak to możliwe, skoro chcą zlikwidować PIT i zmniejszyć składki do ZUS-u?
Z raportu wynika, że dotychczasowy poziom dochodów zostałby zachowany dzięki ujednoliceniu stawki VAT na poziomie 16%. Dzisiaj mamy kilka różnych stawek – inne na samochody, inne na żywność, ale zdarzają się też różnice w grupach produktów, które spełniają podobną funkcję np. stawka VAT na ketchup wynosi 8%, a na musztardę – 23%.
Ujednolicenie stawek wiąże się z zagrożeniem, że najmniej zarabiający odczują wzrost cen żywności nawet pomimo tego, że VAT efektywny oscyluje w graniach 15%-17%. Wszystko zależy od „koszyka produktów” danego gospodarstwa domowego, ale przy założeniu, że wzrosną ich dochody netto to nawet kilkuprocentowa podwyżka byłaby nieodczuwalna.
W teorii dzięki ujednoliceniu trudniejsze byłyby wyłudzenia. Uproszczenie przepisów zmniejszyłoby też koszty administracyjne ponoszone przez przedsiębiorców, a także urzędów skarbowych, które wg Komisji Europejskiej należą do najwyższych w Europie m.in. z uwagi na bardzo rozbudowaną Polską Klasyfikację Wyrobów i Usług, system kontroli i mechanizm zwrotu podatku.
Zmiany w podatku dochodowym, czyli eliminacja patologii
ZPP nie poprzestaje na zmianach w VAT. Reforma miałaby objąć także podatek dochodowy płacony przez przedsiębiorców. Zdaniem ZPP podejście państwa do przedsiębiorców jest niespójne, bo z jednej strony nakłada na nich zryczałtowaną daninę kwotową w postaci składek do ZUS-u i NFZ-u, a z drugiej umożliwia niektórym podatnikom wcześniej pracującym na umowach o pracę, optymalizację podatkową i płacenie 19% podatku dochodowego zamiast 40% klina podatkowego.
Przeczytaj także
Znamienne jest to, że z optymalizacji korzystają osoby o wysokich dochodach wykonujące tzw. wolne zawody. Jednocześnie mogą oni odliczać od podstawy opodatkowania koszty uzyskania przychodów, do których bardzo często zaliczają niektóre wydatki na konsumpcję prywatną np. telewizor, samochód, komputer, ale też niektóre wydatki na żywność. To nie jest żadna tajemnica i aż dziw bierze, że państwo przymyka na to oko. To nie jest apel o zwiększanie opodatkowania bogatych, ale o uszczelnienie systemu, który na razie szczelny jest tylko dla najmniej zarabiających.
Gdyby poprawiono jego efektywność poprzez uproszczenie polegające, zgodnie z wizją ZPP, na wprowadzeniu podatku od przychodów ewidencjonowanych na poziomie od 3% do 15%, wyeliminowano zwyczaj zawyżania kosztów uzyskania przychodów. Zdaniem Związku taki model wygenerowałby blisko 50 mld zł dochodu.
ZUS przedsiębiorcy w okolicach 550 zł miesięcznie
ZPP proponuje także wprowadzenie zryczałtowanego podatku od usług publicznych w wysokości 25% przeciętnego wynagrodzenia dla osób prowadzących działalność gospodarczą w zamian za składki do ZUS-u i NFZ-u.
Przy czym podatek ten obowiązywałby tylko te przedsiębiorstwa, które osiągają przychód wyższy niż 60 tys. zł. Poniżej tej kwoty obowiązywałby jednolity podatek od sprzedaży w wysokości 15% - chodzi o to, by drobni przedsiębiorcy o niskich przychodach nie musieli płacić wysokiego ZUS-u.
Przeczytaj także
Po co emeryci płacą podatek?
ZPP wnosi także o „unettowienie” rent i emerytur. Dzisiaj świadczenia emerytalne obciążone są zaliczką na podatek i składką zdrowotną, co zdaniem ZPP generuje niepotrzebne koszty, bo emeryci i renciści „domyślnie” objęci są ochroną zdrowotną, a płacenie podatku dochodowego od świadczeń wypłacanych przez państwo to zwyczajny recykling podatkowy.
Podatek bankowy i korporacyjny
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców chciałby także wprowadzenia zryczałtowanego podatku od przychodów dla banków i instytucji finansowych na poziomie 0,49% i 1,49% dla pozostałych firm (osób prawnych), co również generowałoby dochód na poziomie ok. 50 mld zł w miejsce obecnych 27 mld zł z CIT-u. Takie rozwiązanie miałoby zapobiec unikania opodatkowania w Polsce przez międzynarodowe korporacje.
Pomysły ZPP nie są wolne od wad – ujednolicenie VAT-u mogłoby uderzyć w najbiedniejszych. Podatek od przychodów z kolei skutkowałby nagminnym zaniżaniem przychodów, ograniczałby także możliwość rozliczeń w ramach kompensacji usług. Pojawiłyby się też trudności z obliczeniem kapitału emerytalnego. Związek zakłada, że wzrost dochodów netto ludności doprowadziłby do zwiększenia konsumpcji, co napędziłoby koniunkturę.
Uproszczenie podatku dochodowego dla firm zwiększyłoby aktywność gospodarczą przedsiębiorstw. To wcale nie jest pewne, ale może warto spróbować? Nie da się ukryć, że obecny system podatkowy jest skomplikowany, zły i nieefektywny. Rządzący boją się przy nim manipulować, bo każde obniżenie dochodów prowadzi do wzrostu deficytu i zadłużenia publicznego. Niestety państwo nie ma zdolności do zmniejszenia wydatków, bo to prowadzi do protestów, zmniejszenia poparcia, niezadowolenia społecznego różnych grup zawodowych. Na rynku jest wiele dobrych pomysłów na reformę systemu podatkowego, ale bez dużych oszczędności w roku poprzedzającym ewentualną reformę nie będzie nas stać nawet na małe zmiany.
Łukasz Piechowiak































































