W Waszyngtonie trwają prace nad rozwiązaniami, które zachęcą amerykańskie firmy i ich kluczowych kontrahentów do przeniesienia produkcji z Chin - donosi agencja Reutera. Wśród pomysłów jest m.in. utworzenie specjalnego funduszu, który finansowałby inwestycje w USA.
Napięcie na linii Waszyngton-Pekin znów niebezpiecznie rośnie. Realizacja pierwszej fazy porozumienia handlowego ślimaczy się z powodu koronawirusa, a Donald Trump zdaje się tracić cierpliwość do chińskich partnerów. Po tym, jak w piątek władze USA ponownie uderzyły w Huawei, ogłaszając zaostrzenie blokady ograniczającej chińskiemu gigantowi dostęp do półprzewodników, a jastrzębie skrzydło z Pekinu odpowiedziało groźbami wobec amerykańskiego biznesu, Reuters poinformował o kolejnych planach eskalacji konfliktu, wykuwających się w Stanach Zjednoczonych.
Jak wynika z nieoficjalnych informacji agencji, Amerykanie pracują nad rozwiązaniami, które przekonają biznes do "wyprowadzki" z Państwa Środka. Wśród pomysłów pojawia się m.in. koncepcja utworzenia specjalnego funduszu, na początku dysponującego kwotą 25 mld dol., który mógłby (przynajmniej częściowo) finansować powrót biznesu do USA. Na podobny krok zdecydowała się niedawno Japonia, ogłaszając przeznaczenie na ten cel równowartości ok. 2 mld dol. Kwoty na razie nie są oszałamiające, ale są czytelnym sygnałem płynącym z Waszyngtonu i Tokio tak do elit biznesowych, jak i Pekinu.
Jak zaznacza Reuters, środki przysługiwałyby firmom przenoszącym produkcję kluczowych dóbr do ojczyzny. Celem byłaby relokacja całego łańcucha produkcji. Oznacza to, że w Stanach Zjednoczonych miałaby się odbywać produkcja wszystkich komponentów końcowego produktu.
Inne rozważane propozycje przewidują: ulgi podatkowe, subsydia i zmiany przepisów. Główne strony politycznego sporu w USA - republikanie i demokraci - są zgodne, że należy ograniczyć uzależnienie Stanów Zjednoczonych od produkcji w Państwie Środka. Istnieje jednak wyraźny spór co do metod rozwiązania problemu - nawet w obozie prezydenta Trumpa ścierają się różne wizje.

Tymczasem sam amerykański biznes powoli odwraca się od Chin. I to nie tylko z powodu rosnącego napięcia na linii Waszyngton-Pekin i obaw przed dalszą eskalacją konfliktu. Konkurencja na rynku za Murem jest coraz silniejsza, a koszty pracy od lat rosną. Epidemia koronawirusa dowiodła również, że "nie warto trzymać wszystkich jajek w jednym koszyku" - konieczna jest dywersyfikacja produkcji w celu ograniczenia wpływu skoncentrowanych geograficznie szoków.
Państwo Środka na razie pozostaje w centrum globalnych łańcuchów wartości, ale pandemia może przyspieszyć zmiany zachodzące od kilku lat w światowej gospodarce, zmierzające m.in. do regionalizacji produkcji. W przypadku kluczowych dóbr, np. sprzętu medycznego, możemy spodziewać się silnej presji polityków i społeczeństw na przenoszenie bądź tworzenie zdolności produkcyjnych do poszczególnych krajów, na wypadek ponownego odcięcia od niezbędnych zasobów zagranicznych w czasie ewentualnego kolejnego kryzysu zdrowotnego.
Maciej Kalwasiński

























































