W Unii Europejskiej dłużej od Polaków pracują tylko Grecy. Można by powiedzieć, że Polacy żyją pracą, ale to nie do końca prawda. Po prostu, na tle innych państw mamy stosunkowo długi tygodniowy wymiar czasu pracy, który ustawowo trwa 40 godzin.


W innych państwach UE na skutek np. negocjacji zbiorowych z pracownikami doszło do skrócenia tygodniowego wymiaru pracy. Zwykle wynegocjowany jest krótszy od oficjalnego ustawowego.
We Francji tygodniowy wymiar czasu pracy wynosi ok. 35 godzin, w Niemczech ok. 37, a w Czechach ok. 38. W Niemczech związki branżowe są bardzo silne i skutecznie negocjują kwestie ważne dla pracowników dotyczące m.in. wysokości płac i czasu pracy, jednocześnie dbając też o interes ekonomiczny pracodawców. W Polsce ten zwyczaj jeszcze się nie przyjął.
Z reguły średni czas spędzony w pracy jest mniejszy od ustawowego, bo nie każdy pracuje na pełen etat, część osób choruje, a niektórzy dopiero wchodzą na rynek pracy lub z niego wychodzą (przechodzą na emeryturę). Niemniej, co 12. pracownik spędza w zakładzie pracy więcej niż 50 godzin w tygodniu – gorzej jest tylko w Turcji i dalekich krajach azjatyckich. Jednocześnie nasze zarobki są ponad trzykrotnie niższe od średniej OECD.
Nie mylmy wydajności pracy z czasem spędzonym w biurze czy fabryce. Wydajność to miara odpowiadająca wartości dóbr i usług wyprodukowanych w ciągu godziny. Jeśli w Niemczech w ciągu godziny produkuje się jeden samochód za 100 tys. euro, a u nas np. dwa o łącznej wartości 40 tys. euro, to nawet jeśli polski pracownik zmęczy się bardziej, to będzie miał dwa razy mniejszą wydajność. Innymi słowy – niska wydajność to bardziej kwestia inwestycji i dobrego zarządzania, niż zmuszania pracowników do cięższej pracy.






























































