Bezrobocie w Niemczech jest rekordowo niskie i wynosi 6,8%. Liczba bezrobotnych w tym kraju wynosi 2,9 mln. W ponaddwukrotnie mniej ludnej Polsce zarejestrowanych bezrobotnych jest tylko 600 tysięcy mniej. Nasi zachodni sąsiedzi nie spoczęli na laurach i stwierdzili, że bezrobocie wciąż jest za wysokie.
Najnowsza propozycja niektórych niemieckich polityków i naukowców polega na skróceniu tygodnia pracy do 30 godzin bez obniżania wynagrodzenia. W ten sposób zwiększyłaby się liczba wolnych etatów. Na razie ten pomysł jest po prostu nierealny, bo koszty działalności większości firm byłyby zbyt duże. To zniechęciłoby do inwestycji, a odpływ kapitału najprawdopodobniej spowodowałby wzrost, a nie spadek bezrobocia.
Jak się mierzy wydajność pracy
![]() | » Fiskusa znajdziesz nawet w grzejniku |
Wyższą wydajność zawsze mają te kraje, które produkują produkty o wyższej wartości. W polskich fabrykach składa się tanie, małe samochody, w niemieckich zaś drogie mercedesy. Pracownicy mogą być tak samo zmęczeni i spędzić w zakładzie pracy tyle samo godzin, jednak zawsze większą wydajność będzie miał ten, który wyprodukował cenniejszy produkt.
Z danych OECD wynika, że jedna roboczogodzina pracy w Polsce warta jest 40 zł - tyle samo co w Estonii, ale dwa razy mniej niż w Grecji. W Niemczech w roboczogodzinę produkuje się towary lub usługi o wartości 40 euro. Innymi słowy statystyczna wydajność pracy zawsze w większym stopniu zależy od przedsiębiorcy niż jego pracowników.
Ile pracujemy, ile możemy pracować
![]() | » Spełniają się najgorsze prognozy bezrobocia |
Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w przyszłości zrewidować podejście do 40-godzinnego tygodnia pracy. Naturalnie wszystko zależy od branży. Już teraz wiadomo, że siedzenie 8 godzin w biurze często mija się z celem, skoro tę samą pracę można wykonać w ciągu 6-7 godzin. Wiele zależy od organizacji pracy, modelu zarządzania itp. Trzymanie się schematów rodem z lat 70. wcale nie musi być korzystne.
Postępująca komputeryzacja, nowoczesne technologie, itp. rozwiązania tworzy się nie tylko po to, aby nasze produkty były wyższej jakości, ale także, aby praca była wygodniejsza. Mniej zmęczeni ludzie są szczęśliwsi. Być może właśnie stopniowe obniżanie czasu pracy byłoby najlepszą polityką prorodzinną - więcej czasu dla dzieci, które już żyją i tych, które dopiero się narodzą. Kobietom łatwiej byłoby wrócić do pracy, gdyby dzienny czas pracy wynosił 6 godzin, a nie 8. Może rzeczywiście więcej ludzi miałoby zajęcie?
Warunek jest jeden - większa wydajność, czyli nowoczesna gospodarka, którą będzie stać na to, aby ludzie mogli krócej pracować. To dobry cel. Na razie pracujemy dużo, ale głównie po to, aby zapracować na podatki i armię urzędników.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl






























































