Uczestnicy trwających od lipca antyrządowych demonstracji zebrali się w sobotę, w 150 dniu protestów, przed budynkiem rządu, by ponownie domagać się dymisji premiera i prokuratora naczelnego oraz rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych.


W sobotę gmach bułgarskiego rządu obrzucono zgniłymi owocami, zablokowano też prowadzące do budynku ulice. Żądający ustąpnienia szefa rządu Bojko Borisowa, prokuratora naczelnego Iwana Geszewa, skandowali hasła „Dymisja!” i „Borisow do więzienia!”.
W porównaniu z letnimi protestami, kiedy w demonstracjach brało udział po kilkadziesiąt tysięcy osób, w sobotę manifestantów było stosunkowo niewielu. W ostatnich tygodniach, po wezwaniu organizatorów marszów i blokad, by nie gromadzić się ze względu na epidemię koronawirusa, demonstracje praktycznie ustały.
Organizatorzy protestów i aktywiści postanowili koncentrować się na przyszłych wyborach, aby nie dopuścić, by Bojko Borisow utrzymał się u władzy.
Reorganizacja sceny politycznej i ewentualne wyłonienie nowych liderów jest sprawą kilku najbliższych tygodni. Jeżeli epidemia nie nasili się i wybory nie zostaną odłożone, to powinny odbyć się w końcu marca 2021 roku.

„Uważam, że protesty spełniły swoją rolę, pokazaliśmy prawdziwe oblicze władzy, zmusiliśmy ją do usprawiedliwiania się i dokonania szeregu ustępstw, w tym w sferze socjalnej. Potrafiliśmy nagłośnić problem korupcji w Bułgarii. Usłyszano nas w Europie” – powiedział jeden z aktywistów w wywiadzie dla radia publicznego.
Z Sofii Ewgenia Manołowa






























































