REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na giełdzie

    Tam mieszkam: Jordania cz. 1

    Malwina Wrotniak2012-01-16 17:00redaktor naczelna Bankier.pl
    publikacja
    2012-01-16 17:00

    Na tutejszej prowincji prywatność można mieć w dwóch miejscach – w toalecie i w sypialni głęboką nocą. Pozostałe miejsca i czas są własnością wspólnoty. Turystce wybaczy się tutaj prawie wszystko, Jordance – o wiele mniej.

    Tam mieszkam: Jordania cz. 1
    Tam mieszkam: Jordania cz. 1
    / ingimage

    O życiu Europejki w arabskim kraju opowiada A. Oliwna*, Polka od siedmiu lat mieszkająca w Jordanii.

    Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Kobieta, Europejka czuje się w Jordanii swobodnie?

    A. Oliwna: Myślę, że europejska turystka, Europejka w podróży biznesowej może czuć się tu całkowicie swobodnie. Europejka, która decyduje się tu zamieszkać na stałe u boku jordańskiego męża przestaje być jednak „obcą” i oczekuje się od niej dostosowania, przynajmniej na podstawowym poziomie. Bardzo dużo zależy od jej nastawienia oraz od tego, jakiego ma męża, na jaką trafi rodzinę i czy osiądzie w stolicy, dużym mieście czy też na prowincji kraju.

    Jeśli cudzoziemka ma szczęście i trafi do miasta, ma wspierającego i wyrozumiałego męża, a jego rodzina nie wtrąca się do jej wyborów i stylu życia, to szansa, że się tu odnajdzie i będzie czuła swobodnie jest bardzo duża.

    Jakość życia cudzoziemki i Jordanki mocno różnią się od siebie?

    To nie jest pytanie, na które można odpowiedzieć jednoznacznie. Zarówno rodowite mieszkanki, jak i cudzoziemki żyją tu bardzo różnie, na różnym poziomie. Wydaje mi się, że szybciej i intensywniej, ale z mojego "europejskiego" punktu widzenia bardziej interesująco żyją tu te kobiety, które się kształcą, rozwijają, pracują, mają jakieś zainteresowania i pasje, których horyzonty wykraczają poza ściany rodzinnego domu i nie ma to związku z ich narodowością. Należy jednak przyjąć, że są wśród tutejszych "kur domowych" kobiety zadowolone z tego jak żyją lub - nie mając specjalnie wiedzy o tym, że można inaczej - przyjmują to jako jedyny sposób na życie. Myślę, że w Jordanii wciąż więcej jest kobiet, których życie skupia się wokół domu, jednak coraz więcej z nich (głównie w miastach) przełamuje ten stereotypowy obraz arabskiej kobiety.

    życie w algierii

    Południe kraju - pustynia na trasie do Wadi Rum, źródło: jordaniaokiempolki.blogspot.com

    Jest jednak coś, co powoduje, że życie cudzoziemki może być trudniejsze, niż życie rodowitej mieszkanki Jordanii i jest to rodzina. Jordanka ma tu swoją rodzinę, cudzoziemka – nie. Jej rodziną jest rodzina męża, a to już zwykle nie to samo. To kwestia tak ważnego bieżącego kontaktu z osobami, z którymi łączą nas więzy krwi, ale też kwestia posiadania kogoś, kto stanie w twojej obronie, wesprze cię, gdy na przykład z mężem nie układa się najlepiej. Jordanka ma za sobą całą rodzinę, cudzoziemka w takich sytuacjach jest osamotniona. W ewentualnych konfliktach raczej nie ma co liczyć na to, że rodzina męża stanie po jej stronie, choć pewnie zdarzają się chlubne wyjątki. Ponadto Jordanki wzrastały w tej kulturze, religii, mentalności, to jest ich naturalne środowisko, a dla cudzoziemki pewne rzeczy mogą być jednak trudne do przyjęcia.

    Natężenie dziwów maleje jednak wraz z wielkością aglomeracji – najwięcej zaskoczeń spotka cudzoziemkę na pustyni, na wsi i w małych miejscowościach. Im większe miasto, tym styl życia, sposób myślenia bliższy jest temu europejskiemu.

    Ale podobno panie nie spieszą się tutaj tak, jak w Europie. To wymuszony przez kulturę wizerunek czy faktycznie inna od zachodniej mentalność?

    Jordańczycy mają temperament południowców. Poza oczywistymi wyjątkami żyją wolniej, pracują wolniej, są mniej aktywni, dużo siedzą, wolniej chodzą, biernie spędzają czas wolny, dużo czasu poświęcają na jedzenie i przygotowanie potraw i, co szczególnie dotyczy kobiet, mają zupełnie inną niż na przykład Polki motorykę. W miejscach publicznych tutejsze kobiety nie biegają, by abaja nie odsłoniła tego, czego nie powinna, by nie podskakiwało to, co nie powinno i to wynika z religii i jej przesłanek dotyczących zasłaniania kobiecego ciała i skromności. Ale w domowym zaciszu Jordanki też wszystko zdają się robić wolniej i zabiera im to więcej czasu, ponieważ wiele z nich wciąż nie musi się śpieszyć, nie muszą godzić pracy, rozwoju, pasji z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci i, mimo że średnio mają ich troje-czworo, najczęściej nie inwestują w nie tyle czasu, co Europejka w jedno, ponieważ w stadzie dzieci się nie wychowuje, one po prostu są. Dzieci należy nakarmić, ubrać, umyć, ewentualnie - choć niekoniecznie - przypilnować przy nauce, nie wozi się ich na zajęcia pozaszkolne, nie bawi się z nimi, nie czyta im i nie ogląda z nimi bajek, bo od zabaw mają inne dzieci. Ileż zyskuje się czasu! Przestaje dziwić 25 minut poświęconych na wiązanie chusty, którą można zawiązać w 5 sekund lub pięć minut poświęcone na pokrojenie cebuli.

    "Północ kraju to najbardziej zielony obszar, ale i tu tylko wiosną (marzec-kwiecień) jest tak zielono. Osiedle w trakcie budowy", źródło: jordaniaokiempolki.blogspot.com

    Tak, wydaje mi się, że poza narzuconymi przez kulturę i religię zasadami, wolniejsze tempo jest zdecydowanie kwestią ich mentalności, stylu życia i wspomnianej motoryki.

    Przyjęła Pani religię muzułmańską jeszcze przed wyprowadzką z Polski, trudno więc pewnie było mówić o kulturowym szoku...

    I tu być może Panią zaskoczę. Owszem, przyjęłam islam, posiadając o nim sporą wiedzę, przed emigracją z Polski, przed zamążpójściem, ale szoków kulturowych w związku z tym mi nie brakowało i było ich zdecydowanie więcej, niż trudności w zaadoptowaniu zasad nowej religii. Ludzie, również tubylcy, często mylą zasady islamu z kulturą i tradycją arabską. Jest tutaj mnóstwo rzeczy, zachowań, reguł, które nie mają nic lub prawie nic wspólnego z islamem, a które zadziwiały mnie i czasami nadal zadziwiają, szokują, a nawet denerwują.

    Zaakceptowanie których z nich wymagało najwięcej determinacji?

    Ponieważ w pierwszych latach po emigracji mieszkałam z mężem i jego rodziną na prowincji, to zdecydowanie tamtejszego stadnego modelu życia, a jednocześnie - co dziwi wobec ilości czasu spędzanego razem - braku między ludźmi naprawdę silnych więzi na głębszym duchowym poziomie oraz lęk przed wszczynaniem otwartych konfliktów i przez to nieumiejętności komunikowania pewnych spraw wprost, a co za tym idzie – unikanie trudnych tematów lub omawianie ich za plecami głównych zainteresowanych. To był największy kulturowy szok i tak naprawdę, mimo że pozornie się dostosowałam (oczywiście nie do obmawiania za plecami), nigdy nie udało mi się tego zaakceptować.

    Szokować może też fakt, że w Jordanii nie wszystko, co dla nas naturalne, przystoi. Wiem, że lubi Pani stanąć za obiektywem aparatu i ubolewa, że nie zawsze może sobie pozwolić na taką bezpośredniość wobec obcych, jak na Zachodzie. Zdjęć nie wypada robić np. na suku...

    Na suku można robić zdjęcia, ale - szczególnie w miejscowościach nieturystycznych - nie wypada, by robiła je tutejsza kobieta oraz by robione były tutejszym kobietom. Panowie i dzieci chętnie pozują, ale właśnie turystom, a nie tubylcom, a już na pewno nie tubylczym kobietom. Mieszkam w mieście, gdzie dociera niewielu turystów, jestem kobietą i z powodu stroju i zasłoniętej twarzy wyglądam na tubylca, a to przekreśla moje szanse na robienie tutaj zdjęć inaczej niż z ukrycia. Szkoda, bo suk to zawsze serce arabskich miast.

    Irbed - północna Jordania - jedna z wielu willi, źródło: jordaniaokiempolki.blogspot.com

    Natomiast wracając do pytania, w Jordanii obowiązuje pewna etykieta zachowywania się w miejscach publicznych, po części wynikająca z zasad islamu, po części z arabskiej kultury, która niestety czasami naciąga te zasady do absurdu. Turystce poza nadmiernym odsłanianiem się (nie dotyczy plaży) w zasadzie wybaczy się tutaj wszystko; niechaj sobie biega, śpiewa, robi zdjęcia, pije piwo, opala w bikini (na plaży), pali papierosy, muśnie przypadkowo ramieniem obcego mężczyznę, ale kiedy uchodzisz za tubylca, wówczas to już nie przystoi. Ja, nawet jak na polskie warunki, zachowywałam się czasami dość, powiedzmy, oryginalnie, zatem nagłe zwolnienie tempa o 75%, zakaz podrygów, tańców, podśpiewywania, głośnego śmiechu, trajkotania, czasami wręcz konieczność absolutnego milczenia, były lekcją utemperowania mojego hałaśliwego, nadaktywnego temperamentu. To nie była trudność, poczucie bycia ograniczaną, musiałam się po prostu zresetować i nauczyć pewnych rzeczy od nowa. To było jak nauka chodzenia. Przewracałam się, potykałam, ale w końcu się udało.

    Trzeba było też redefiniować pojęcie prywatności? Jak Pani mówi, w Jordanii żyje się stadnie. Z drugiej strony niqab na twarzy buduje pewien dystans. Dostrzegam sprzeczność.

    Niqab zakłada się w miejscach publicznych, a w domu tylko przy mężczyznach. Tworzy dystans, ale tylko wobec mężczyzn. Na prowincji obowiązuje najczęściej rozdział płci, przy kobietach niqab się ściąga, więc już po tajemniczości i dystansie. (śmiech) Tylko niewielki odsetek mieszkanek Jordanii zasłania twarz. Ale nie o tym teraz. Prywatność ma inny wymiar w mieście, a inny na prowincji. Ta różnica między miastem a prowincją przewija się w każdej mojej wypowiedzi, ponieważ to jakby dwa różne światy w jednym kraju i nie mogę uniknąć tego rozróżnienia. Na prowincji można mieć prywatność w dwóch miejscach – w toalecie i w sypialni głęboką nocą. Pozostałe miejsca i czas są własnością wspólnoty, stada. Brzmi jak żart? Ale nim nie jest. Takie doświadczenia wyniosłam z czterech lat życia na jordańskiej prowincji w jednym z kilku domów skupionych na działce należącej do rodziny męża. Jakkolwiek ciekawe doświadczenie etnograficzne, jako osobista codzienność, trudne do wytrzymania.

    W mieście wygląda to już zupełnie inaczej i od trzech lat cieszę się odzyskaną wolnością, prywatnością i poczuciem, że sami stanowimy o sobie i swoim czasie. Z rodziną męża utrzymuje się kontakty, podejmuje i składa wizyty, ale nie żyje na przysłowiowej „kupie”. Słowo prywatność odzyskało dla mnie właściwe znaczenie. Ale życie na jordańskiej prowincji, jak każde doświadczenie życiowe, czegoś mnie nauczyło: pokory, cierpliwości i doceniania tego, co się ma, więc nie uważam tego trudnego czasu za stracony. A zamykając temat niqabu – spotkania w miejskich domach są najczęściej koedukacyjne i kobiety narzekają, że nie mogą zobaczyć mojej twarzy i tu pojawia się dystans, o którym Pani wspomina.

    A jak rozumie się tu prywatę, ale w ujęciu ekonomicznym? Ludzie uważają, że każdemu należy się podług jego pracy czy wszystkim solidarnie i po równo?

    Pojęcie własności ewoluuje. Nie mamy tu do czynienia z być znaczy mieć, ale z roku na rok rosną oczekiwania co do poziomu życia. Dwie izby, betonowe pobielone wapnem ściany, kilka aluminiowych garnków, palnik, obdrapana lodówka i wiatr w roli klimatyzatora to już od lat nie jest szczyt marzeń przeciętnego Jordańczyka. Ludzie - w zależności od swoich możliwości - zaczęli otaczać się dobrami materialnymi, budować bardziej komfortowe domy, urządzać je na styl zachodni (kanapy i stoły wypierają materace i ceratę lub gazetę na podłodze), korzystać z ulepszeń technologicznych. Pogłębia się przepaść między biednymi i zamożnymi, ale nawet ludzie biedni starają się poprawić jakość swojego życia.

    Koniec części 1. Druga część wywiadu znajduje się tutaj.

    * A.Oliwna - Polka mieszkająca z rodziną i pracująca w Jordanii. Internautom znana również jako Mama Ammara.

    Ceny w Jordanii*

    Waluta: JOD – Jordanian Dinar

    1l mleka to koszt: 5,80 PLN za dobre mleko od krowy (pasteryzowane, w kartonie) i ok. 3,00 PLN za mleko płynne w kartonie, ale wyprodukowane z mleka w proszku

    1l benzyny: 3,30 PLN

    3-pokojowe mieszkanie średniej klasy: trudno znaleźć w Jordanii trzypokojowe mieszkanie; za średnie uważa się mieszkania 140-160 metrowe, a za wygodne i duże - mieszkania powyżej 200 metrów. Mieszkania do kupienia to zwykle mieszkania deweloperskie (Jordania od kilku lat bardzo prężnie się buduje) lub nie starsze niż 5-10 lat. Za mieszkanie blisko 160-metrowe z drugiej ręki w średniej klasy dzielnicy w Amman trzeba zapłacić około 300-350 tys. złotych, za nowe w takiej dzielnicy 350-400 tys. zł. W drogich dzielnicach ceny mogą być jednak o 50% wyższe.

    Zdecydowanie tańsze niż w Polsce są: poza mieszkaniami, należałoby zmienić czas na przeszły. Dużo tańsze były do niedawna owoce i warzywa, ale te ceny odchodzą do lamusa i coraz niebezpieczniej zbliżają się do cen w Polsce. Tańsza jest benzyna, ale ponieważ kilka lat temu kosztowała złotówkę za litr, to 3,30 stanowi ponad 300% podwyżkę. Dla osoby, która zarabia o 5% więcej w stosunku do lat poprzednich, to jest majątek. Tańsze są buty, ubrania i torebki, ale na suku, w centrach handlowych ceny są porównywalne do polskich, a nawet bywają wyższe. I chociaż Pani nie pyta, dodam, bo to niebywałe, że dużo droższe są samochody – nawet o 200-300% w stosunku do cen w Polsce.

    * Na pytania odpowiada A. Oliwna, bohaterka Tam mieszkam: Jordania

    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (1)

    dodaj komentarz
    ~bassam
    myslalem ze to sa beduini i mieszkaja na saharze

    Powiązane: Tam mieszkam

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki