Przeciętny metraż mieszkania to tutaj 140-160 mkw., w sklepach nie brakuje niczego, a na ulicach świecą szyldy zagranicznych sieci gastronomicznych. Mimo to, tak ciężko jak jest teraz w Jordanii chyba jeszcze nie było – mówi mieszkająca tam i pracująca Polka, A. Oliwna*.


Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Jak wysoko w hierarchii wartości mieszkańców Jordanii plasuje się praca?
A. Oliwna: Według mnie - bardzo wysoko. Wiara i rodzina z pewnością są na pierwszym miejscu, ale aby mieć rodzinę, trzeba zarabiać i sama wiara tu nie wystarczy. Żaden ojciec, żadna kobieta nie zgodzą się na męża, który nie pracuje. Oczywiście różne rodziny stawiają kandydatom różne poprzeczki, ale nawet jeśli mowa o najskromniejszym lokum, odzieniu i strawie, to musi być ono zapewnione. Dlatego dla tutejszych mężczyzn naturalnym jest, że muszą się kształcić (zgodnie z możliwościami i umiejętnościami na lekarza, żołnierza czy krawca), by mieć pracę.
Kto pracuje, a kto i gdzie pracować nie powinien?
Według islamu to mężczyzna musi utrzymać rodzinę, kobieta nie musi pracować, zarabiać, ani dokładać się do utrzymania i te reguły tu obowiązują. Pracują głównie mężczyźni, ale też coraz więcej kobiet, głównie jako urzędniczki, nauczycielki, lekarki, pielęgniarki, farmaceutki, fryzjerki, sprzedawczynie w dużych sklepach i centrach handlowych, bo na suku już zdecydowanie rzadziej. Rzadziej, ale spotkamy tu policjantkę czy kobietę na stanowisku grafika komputerowego.
|
"Irbed - północ kraju - charakterystyczne białe zabudowy, ale z bliska, szczególnie w starszych dzielnicach, nie jest już ani tak biało, ani tak czysto", źródło: jordaniaokiempolki.blogspot.com |
Nie sądzę, by w Jordanii istniały zawody zakazane dla którejś płci; wielu jest mężczyzn ginekologów, (co może dziwić, skoro panie zasłaniają włosy, a czasami nawet twarze), sprzedawców bielizny (!) i krawców. Nie widziałam kobiety za kierownicą ciężarówki czy w roli mechanika samochodowego, ani mężczyzny w roli przedszkolanki, jednak te zawody na całym świecie uchodzą za typowe dla danej płci, więc chyba nic w tym dziwnego.
Świat się nam globalizuje i dziś nad czterema jordańskimi miastami wnoszą się złote łuki restauracji McDonald’s. Jordańczycy łakną Zachodu?
Nad czterema jordańskimi największymi miastami wznoszą się również szyldy Pizzy Hut, KFC, Burger Kinga i mniej znanych Papa Jones czy Popeyes, a złote łuki McDonald’s wznosiły się w Jordanii również 10 lat temu. Pokutuje przekonanie, że kraje arabskie są zacofane, a – pozostając przy Jordanii – pod pewnymi względami już wiele lat temu wyprzedziła Polskę, choć oczywiście sporo jest i takich sfer, w których wciąż musi dogonić Zachód, ale ten dystans coraz bardziej się zmniejsza.
|
Morze Martwe tuż przed zachodem słońca w lutym, źródło: jordaniaokiempolki.blogspot.com |
Jordania od lat w dużej mierze wzoruje się na USA i mówiąc ogólnie, czerpie z kultury Zachodu. Na systemie amerykańskim oparte jest szkolnictwo, w amerykańską aparaturę wyposażone są lepsze szpitale, na ulicach obok tradycyjnych arabskich fast-foodów i restauracji królują szyldy amerykańskich sieci gastronomicznych, w sklepach, w niemniejszym niż w Polsce stopniu, zatrzęsienie artykułów szkolnych, odzieżowych, wyposażenia wnętrz z postaciami Spider-Mana, Batmana, Ben-Tena, Hello-Kitty i tak dalej.
Dominującą siecią telefonii stacjonarnej i komórkowej jest Orange, coraz częściej w jordańskich domach jest internet. Jordańczycy lubią mieć dobre telefony, lubią wymieniać je na lepsze, nowsze modele, coraz częściej kupują telewizory LCD/LED (czasami drastycznie kontrastujące z wysłużonymi materacami na równie wysłużonej podłodze), laptopy, komputery, pralki automatyczne.
Wszelki sprzęt RTV i AGD jest powszechnie dostępny w cenach zbliżonych do polskich, choć nie tak dawno był o wiele droższy, ponieważ niektóre towary, szczególnie elektronika, jeszcze kilka lat temu były luksusowymi. Od kilku lat wyrastają w Jordanii ogromne centra handlowe, w których można znaleźć ubrania marek znanych nam w Polsce oraz całą gamę innych markowych sklepów i produktów.
|
Dżerasz - miasto w północnej Jordanii, źródło: ingimage.com |
W miejscach publicznych globalizację widać na każdym kroku, chociaż mniej symboli komercji zobaczymy w tradycyjnym jordańskim domu, może dlatego, że tradycyjny jordański dom, to dom mniej zamożny. Dzieci nie mają zabawek lub mają ich niewiele i najczęściej jest to „chińszczyzna” z najniższej półki, wystarczyć musi zwykły 21-calowy telewizor, a - o ile rodzina w ogóle ma samochód - to stary koreański model.
Skoro mowa o finansach, Jordania to kraj na wskroś muzułmański, a islam jest religią ciekawą tym bardziej, że dość wyraźnie odnosi się również do tematu pieniądza, oszczędzania, pomnażania kapitału. Które z zapisów Koranu, dotyczące tej sfery , obecne są w codziennym użyciu mieszkańców?
W Jordanii muzułmanie i meczety stanowią przewagę wobec wyznawców innych religii i ich miejsc kultu, nadal widać wiele chust i abaji, a jednak nie nazwałabym Jordanii krajem na wskroś muzułmańskim. Pomijając bardzo przywiązaną do religii, nieco archaiczną prowincję, w dużych miastach można tu zupełnie legalnie kupić alkohol, pójść do kina i do kawiarni w mieszanym towarzystwie. Mężczyźni w wieku 60 minus ubierają się jak ci na Zachodzie (starsi – różnie), a coraz więcej kobiet w wieku 35 minus rezygnuje z chust, więc nie uważam, by to określenie było trafne.
|
Południe kraju - wyjazd z Aqaby w kierunku Wadi Rum, źródło: jordaniaokiempolki.blogspot.com |
Jeśli chodzi o pytanie to, ponieważ w Koranie istnieje cała wykładania dotycząca sfery finansów, nie mogę udzielić rzetelnej odpowiedzi w kilku zdaniach. Powiem więc o tym, o czym słyszy się tutaj najczęściej, co wywołuje spore emocje i co z pewnością oparte jest na Koranie: lichwa. Lichwa (riba) jest zakazana w islamie i choć coraz więcej banków oferuje kredyty w systemie islamskim (bez lichwy), to w kredytach takich ukryta jest jednak jakaś, choćby minimalna, opłata i z tego powodu niektórzy Jordańczycy nadal boją się z nich korzystać, by nie popełnić grzechu. Częściej niż z kredytów gotówkowych, korzysta się tutaj z nabywania dóbr materialnych na raty. Pozornie to samo, a jednak inaczej. Bank kupuje dla klienta samochód lub pustaki, a on musi oddać ich równowartość w spieniężonych ratach, ale bez odsetek. Gdzie tkwi więc zysk banku, instytucji z natury swej nie charytatywnej? Bank kupuje towar za cenę x i sprzedaje go klientowi za podwyższoną cenę y podzieloną na równe raty i ta różnica stanowi jego zarobek. Raty nie mogą być oprocentowane czy mieć ukrytych kosztów.
Oferta jordańskiej bankowości, w drugiej kolejności warunki produktów różnią się od tego, co znamy?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie mamy nawet kont w tutejszym banku. Należymy z mężem do tych, którzy nie mają zaufania do kredytów bez lichwy, więc nie korzystamy z oferty kredytowej. Nie mamy rachunków oszczędnościowych, ale nie grozi nam „system skarpetowy”, ponieważ pensji szybko się pozbywamy i nie mamy co odkładać. (śmiech)
Rok temu cały świat obiegły zdjęcia w rewolucji w Egipcie, przeciwko rosnącym kosztom życia protestowano wtedy również w Jordanii. Zmienił się szef rządu, co zmieniło się w życiu obywateli?
Przykro mi to mówić, ale protesty w Jordanii trwają nadal, jednak w obliczu dramatycznych wydarzeń w Syrii, nie są czymś na tyle poważnym, by zajmowały się nimi zachodnie media, to zrozumiałe. Jeszcze bardziej przykro jest mi powiedzieć, że w życiu obywateli Jordanii po protestach wewnątrz kraju, jak i w wyniku całej arabskiej rewolucji, mimo wielu obietnic, nie zmieniło się nic, może poza tym, że na niektóre tematy przestano publicznie milczeć. Obiecano wprawdzie duże podwyżki, ale słychać głosy, że - jeśli w ogóle - będą minimalne. Przeciętny Jordańczyk czuje się nie tylko sfrustrowany i bezsilny, ale w dodatku oszukany. Dlatego protesty nie ustały, a nastroje w kraju nie są najlepsze.
Sytuacja „za ścianą” też nie do pozazdroszczenia. Irak, Arabia Saudyjska, niedaleko Liban, Egipt – czuć napięcie spowodowane tak kłopotliwym położeniem?
Dodałabym jeszcze do tej listy walczącą z rządem Syrię (gdzie w wojnie domowej przelewana jest krew) oraz Izrael i Palestynę. Po wydarzeniach w Iraku, po egzekucji Saddama Husajna trzykrotnie podrożało paliwo, ludzie tutaj byli ogromnie przeciwni działaniom Amerykanów w Iraku, przejęci procesem Husajna, a po jego egzekucji panowała tu prawdziwa żałoba, ale nie odczuwano strachu, że to, co się dzieje w Iraku może rozszerzyć się na Jordanię, poza ewentualnymi skutkami ekonomicznymi.
Na pewno przeżywaliśmy to, co działo się w Egipcie, bardziej, niż na przykład wydarzenia w Tunezji, Libii, Libanie, a jednak najżywiej poruszana i najbardziej odczuwalna w Jordanii kwestia to konflikt izraelsko-palestyński. Jordania ma od lat podpisane z Izraelem układy pokojowe, prowadzi z nim handel, granice są otwarte, więc ludzie, choć nie zawsze zadowoleni z zachowawczej polityki króla i rządu wobec Izraela, są spokojni, że konfliktu nie będzie. Jednocześnie bardzo przeżywają losy Palestyńczyków w Palestynie; towarzyskim faux pas jest tu nazywanie rejonu Izraela inaczej niż Palestyną.
A jednak dla Jordańczyków kolejne przesiedlenia Palestyńczyków na terytorium Jordanii to jednocześnie pewien problem. Odnosi się czasami wrażenie, że rząd bardziej dba o uchodźców, budując dla nich obozy, sierocińce, dając im dach nad głową, nieodpłatną edukację i opiekę medyczną, niż o własnych obywateli. Topnieją miejsca pracy, bo przecież Palestyńczycy dostają obywatelstwa i stają się pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, a więc mają również prawo do posad państwowych. To temat szerokich, choć niekoniecznie w pełni otwartych debat wśród Jordańczyków. Czuje się w powietrzu poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, bo wielu rdzennym Jordańczykom nie wiedzie się najlepiej, czasami gorzej niż jordańskim Palestyńczykom.
Wyższych zarobków. Powstrzymania inflacji. Zmniejszenia bezrobocia. Wytępienia korupcji. W Jordanii w ostatnich latach ceny życia wzrosły dwu-, trzy-, a nawet czterokrotnie, coraz bardziej zbliżając się do cen w Polsce, a przeciętne pensje utrzymują się od lat na poziomie 1000-1200 złotych. Gdy na wielodzietną rodzinę pracuje tylko mężczyzna, to taka rodzina zaczyna ocierać się o życie w ubóstwie. Jordania to kraj kontrastów i mimo, że bardzo prężnie się rozwija i coraz więcej jest ludzi bardzo zamożnych, dotychczasowa klasa średnia biednieje. Kontrasty się pogłębiają. Tak ciężko, jak jest teraz, chyba w Jordanii jeszcze nigdy nie było.
Przeczytaj również Tam mieszkam: Jordania cz. 1, o życiu Europejki z muzułmańskim kraju arabskim.
* A.Oliwna - Polka mieszkająca z rodziną i pracująca w Jordanii. Internautom znana również jako Mama Ammara.














!["Bardzo ciężka praca, ale i bardzo dobre życie". Bankowiec z Polski o realiach Nowego Jorku [Tam mieszkam]](https://galeria.bankier.pl/p/1/f/4fd22ab3ebbae7-480-288-0-0-1488-893.jpg)
















































