Gdyby nie koronawirus, gospodarczym tematem numer jeden mogłaby być susza. Ekonomiści już przewidują, że żywność podrożeje mocniej niż w naznaczonym suszą 2019 r.
Jeszcze nie objawiły się wszystkie negatywne gospodarcze skutki koronawirusa, a już musimy się szykować na następne trudności. Tym razem dostarczy ich susza, przed którą ostrzegają eksperci i politycy.
"W marcu padało najmniej w ciągu ostatnich 30 lat. Na obszarze całego kraju opady stanowiły 67 proc. średniej wieloletniej, w pasie Polski centralnej – nawet poniżej 40 proc. Marcowy deficyt opadów, po wyjątkowo ubogiej w opady tegorocznej zimie powoduje, że znów w Polsce pojawia się ryzyko suszy" – napisano w komunikacie Wód Polskich.
Jak dodano, po wilgotnym jak na tę zimę lutym nastał bardzo deficytowy pod względem opadów marzec. Sumy opadów w marcu były bardzo niskie – średnia obszarowa wartość opadu wyniosła 26,4 mm, podczas gdy norma dla marca za lata 1987-2018 to 39,7 mm.
Brak opadów za oknem odczujemy w naszych portfelach, m.in. w cenach żywności. Jak wynika z prognoz ekonomistów Credit-Agricole, w 2020 r. dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych wyniesie 5,2 proc. wobec 4,9 proc. w 2019 r.

Oznacza to, że do lamusa odłożyć trzeba będzie pojawiające się w ubiegłych miesiącach przewidywania mówiące, że po suszy w 2019 r. (której symbolem była droga pietruszka) kolejny rok przyniesie poprawę warunków w rolnictwie, co korzystnie wpłynie na ceny żywności.
- Głównym czynnikiem, który skłonił nas do rewizji naszej ścieżki cen żywności w górę jest pogłębiająca się susza w Polsce. Jeśli obserwowane obecnie warunki agrometeorologiczne utrzymają się w kolejnych miesiącach, będzie miało to istotny negatywny wpływ na wielkość krajowej produkcji rolnej. Stąd na podstawie długoterminowych prognoz pogody w naszej prognozie założyliśmy, że tegoroczne warunki agrometeorologiczne będą podobne jak w 2019 r. (wcześniej przyjmowaliśmy założenie, że będą one lepsze niż ubiegłoroczne). W konsekwencji produkcja rolna w kategoriach szczególnie uzależnionych od warunków pogodowych (warzywa, owoce, zboża) ukształtuje się na poziomie zbliżonym jak w 2019 r. – czytamy w raporcie Credit-Agricole.
Susza 2020 od suszy 2019 różnić będzie się także otoczeniem, które w tym roku zdominowała pandemia. Zamknięcie restauracji i hoteli czy utrudnienia w handlu i transporcie sprawiły, że część żywności musi trafić gdzie indziej niż zwykle – zwiększona podaż przejściowo może zdusić wzrost cen, jednak zjawisko to nie musi okazać się trwałe.
- Zakładamy, że w kolejnych miesiącach zajdą procesy dostosowawcze i nadwyżki produkcji zostaną w znacznym stopniu zagospodarowane poprzez inne kanały dystrybucji (m.in. żywność, która do tej pory trafiała do restauracji i hoteli będzie sprzedawana poprzez sklepy). Jednocześnie można oczekiwać, że wraz ze stopniowym otwieraniem gospodarek swoją działalność wznawiać będą również restauracje i hotele, w szczególności w krajach będących głównymi importerami polskiej żywności czyli m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji). Dostrzegamy jednak istotne prawdopodobieństwo, że do tego czasu wielu producentów rolnych zmuszonych będzie ograniczyć swoją produkcję – dodano w raporcie.
- W konsekwencji wraz z późniejszym udrożnieniem kanałów dystrybucji zredukowana podaż może nie nadążyć za wzrostem popytu oddziałując w kierunku wzrostu cen – czytamy dalej.
W koszyku inflacyjnym GUS żywność i napoje bezalkoholowe stanowią blisko 25 proc. wszystkich wydatków. Dane te pochodzą z badań budżetów gospodarstw domowych w 2019 r., kiedy struktura wydatków wyglądała odmiennie niż w czasach pandemii. W obecnej sytuacji pewne „inflacyjne pocieszenie” mogą stanowić ceny paliw, których spadek będzie negatywnie wpływał na inflację.
Michał Żuławiński































































