Państwowe Urzędy Pracy zajmują się wszystkim oprócz pomocy w znalezieniu pracy. Olbrzymia liczba obowiązków biurokratycznych w dużym stopniu uniemożliwia im wykonywanie właściwej działalności. Oprócz samego rejestrowania bezrobotnych urzędy opłacają za nich składkę zdrowotną. Minister Pracy zapowiedział, że niebawem się to zmieni.
Obecnie urzędy pracy za zarejestrowane osoby bezrobotne opłacają składkę zdrowotną, która wynosi ok. 60 zł za osobę. Część bezrobotnych rejestruje się tylko po to, by mieć prawo do opieki zdrowotnej. Jest to kłopotliwe, bo PUP-y zamiast pomagać znaleźć pracę, w zasadzie zajmują się wypłatą świadczeń i zapewnieniem bezrobotnym dostępu do usług publicznych. Całość kosztuje nas ok. 200 mln zł rocznie.
![]() | » Kosiniak-Kamysz obiecuje zmiany w urzędach pracy |
W teorii jest to konieczne, bo państwowy sektor medyczny jest finansowany właśnie ze składek zdrowotnych. Prawo do opieki zdrowotnej mają osoby, za które jest odprowadzana składka na ubezpieczenie zdrowotne. Bezrobotni z definicji nie posiadają dochodu, zatem składkę musi za nich opłacać państwo.
Słowem, państwo zajmuje się przelewaniem środków z jednego konta na drugie, a wysokość tych środków jest uzależniona od liczby bezrobotnych. Od wielu lat eksperci apelują o zmianę tego systemu. Nie jest to proste, bo istnieje realne zagrożenie, że gdy każdy bezrobotny z definicji będzie posiadał ubezpieczenie zdrowotne, to skorzystają na tym osoby pracujące w szarej strefie. I tu pojawia się pytanie, czy koszty uszczelnienia systemu nie są zbyt wysokie niż ewentualne straty z powodu oszustw obywateli?
ReklamaZobacz także
Pośredniaki mają pośredniczyć
Nie chodzi tylko o koszty finansowe, ale także koszty alternatywne, polegające na mniejszej efektywności urzędów pracy. Urzędnicy są zbyt zajęci biurokracją i nie mają zasobów, by skutecznie pomagać w znalezieniu pracy lub aktywizowaniu zrezygnowanych bezrobotnych do podjęcia legalnej pracy.
PUP-y mają działać podobnie do agencji zatrudnienia. Mają być zwolnione z części obowiązków biurokratycznych. Dodatkowo ma się pojawić system premiowania najskuteczniejszych urzędów. Niemniej najpierw trzeba zacząć od składek zdrowotnych. Pomysł jest prosty – domyślnie bezrobotny otrzymywałby prawo do opieki zdrowotnej tylko na podstawie numeru PESEL. To oczywiście rodzi pewne komplikacje, bo system eWUŚ w dużej mierze nastawiony jest na wychwytywanie nieubezpieczonych. Zmiana proponowana przez resort pracy w konsekwencji doprowadziłaby do uproszczenia systemu eWUŚ.
Tu pojawia się pytanie, czy w Polsce w ogóle może istnieć grupa nieubezpieczonych. Zgodnie z wyrokiem TK państwo ma prawo pobierać składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Z drugiej strony art. 68. Konstytucji brzmi „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa”. Im dalej w las, tym ciemniej.
Łukasz PiechowiakBankier.pl
































































