Sean Penn jeszcze w lutym odwiedził Ukrainę, kolejne gwiazdy robią pokaźne przelewy na organizacje charytatywne pomagające uchodźcom, a koszulki ze słynną kwestią obrońców z Wyspy Wężowej sprzedają się na pniu - wojna wkroczyła do popkultury.


Wojna w Ukrainie była przynajmniej dla popkultury sporym zaskoczeniem. Podobnie jak dla intelektualistów z zachodniej Europy. Dla nich bowiem Rosjanin to odrobinę nieokrzesany czytelnik Tołstoja, który sobotnie wieczory spędza, pochlipując nad "Jeziorem łabędzim". Ten obraz nie przeżył brutalnego zderzenia z rzeczywistością, w której trzeba się odnaleźć. I pokazać.
Hollywood trochę jak żaba, co się nie rozdwoi
5 proc. światowych przychodów z filmów - tyle studia musiały wziąć pod uwagę, kiedy zdecydowały się wstrzymać licencjonowanie filmów po inwazji. Po zakończonej wojnie trzeba będzie się rozliczyć w ramach podpisanych umów, począwszy od naruszenia postanowień przez rosyjskich dystrybutorów, poprzez brak możliwości ich wykonania, na działaniach siły wyższej kończąc. Co więcej, Rosja zniosła ochronę znaków towarowych dla zachodnich firm, a ścisła ochrona praw autorskich nigdy nie szła tam najlepiej, stąd wniosek, że w kinach będą puszczać pirackie wersje hitów (o ile przejdą one sito cenzury).
Studia filmowe muszą się także zmierzyć z rosnącymi kosztami ich produkcji - inflacja, która przyspieszyła m.in. przez nałożone na rosyjską ropę embargo czy wzrost cen pszenicy i nawozów.
Z drugiej strony scenariusze na kolejne megaprodukcje pisze samo życie. Zapewne w najbliższym czasie możemy się spodziewać powrotu Rosji do roli czarnego charakteru jak w pierwszych filmach z Jamesem Bondem (a nie amorficznych niebytów zła, z którymi mamy do czynienia teraz). Powróci więc stare dobre kino szpiegowskie. Zapewne widzowie dostaną szansę obejrzenia ukraińskiego sequela "300", opartego np. o bohaterską obronę fabryki Azowstal albo "Walkirii" o nieudanym zamachu na Putina, bo o takim pewnie stanie się w którymś momencie głośno. Dopiero po czasie wejdzie do kin odpowiednik "Plutonu" Oliviera Stone'a.

Moda na wycieczkę do Kijowa
Aktorka i producenta Jessica Chastain, aktor Sean Pean, komik Ben Stiller, aktor Liev Schreiber (o ukraińskich korzeniach) udali się do Ukrainy. I choć środki przeznaczone na ich ochronę są znaczne, to dla broniących się przed inwazją, przewyższają korzyści.
It was an honour to meet President @ZelenskyyUa on #WorldRefugeeDay as part of my visit with UNHCR @Refugees to stand in solidarity with people forced to flee in Ukraine and worldwide, and bring more attention to the humanitarian situation. @Refugees #WithRefugees pic.twitter.com/zpNpva233j
— Ben Stiller (@BenStiller) June 20, 2022
- Zrobimy wszystko, aby nasza walka i nasze potrzeby usłyszano w najodleglejszych częściach globu, nawet przez tych, którzy na co dzień nie śledzą polityki - zapowiedział Wołodymyr Zełenski. Wykorzystuje więc platformy społecznościowe celebrytów, by dotrzeć na pierwsze strony gazet. W końcu jako były komik doskonale rozumie, jak działa showbiznes.
W dobrym tonie na hollywoodzkich salonach jest także przeznaczenie pieniędzy na wsparcie dla Ukrainy. I tak za pośrednictwem Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego Leonardo DiCaprio przekazał 10 mln dol. David i Victoria Beckhamowie wpłacili za pośrednictwem UNICEF-u 1 mln funtów. Mia Kunis, która urodziła się w Ukrainie, zebrała wraz z mężem Ashtonem Kutcherem 30 mln dolarów, z czego sami przekazali 3 mln na rzecz uchodźców, rozpoczynając kampanię GoFundMe. Jak zaznaczyli na Instagramie, dzięki temu zapewniają"łagodniejsze lądowanie osobom, których przyszłość jest niepewna".
Z kolei brytyjski aktor Benedict Cumberbatch w ramach rządowego programu Homes for Ukraine, w którym mieszkańcy mogą oferować uchodźcom zakwaterowanie w swoich domach, sam przyjął u siebie rodzinę z Ukrainy. Dzięki staraniom aktora Marka Hamilla, który wcielił się w postać Luka Skywalkera w kultowej serii "Gwiezdnych wojen", 500 dronów trafi do Ukrainy. Akcja pod hasłem "Luke Skywalker dowodzi armią dronów" zebrała fundusze na zakup sprzętu.
Część z ich starań może zostać odebrana przez widownię jako cyniczna. Ale jest to ryzyko wkalkulowane.
Wojna memów wygrana przez Ukrainę
"Romantyczne gesty przybierają różne formy" - tak Twitter Ministerstwa Obrony Ukrainy skomentował przekazanie przez Emmanuela Macrona dział samobieżnych Cezar.
Sophie Marceau… Isabelle Adjani… Brigitte Bardot…
— Defense of Ukraine (@DefenceU) October 12, 2022
Emmanuel Macron! … and CAESARs!
🇺🇦❤️🇫🇷 pic.twitter.com/JQDmAO6cjH
Takich perełek można znaleźć sporo na tym profilu, który prowadzony jest przez "magików", idealnie wyczuwających proporcje pomiędzy horrorem wojny a czarnym humorem. - Uwielbiamy memy - mówi BBC News Olena, ale to nie jej prawdziwe imię. Zarządza ona pięcioosobowym zespołem wolontariuszy, którzy współpracują z ukraińską administracją rządową w mediach społecznościowych. Pracują całą dobę, by najpóźniej w ciągu kilku godzin zareagować na wiadomości z kraju i zagranicy, tworząc filmiki czy memy o dużej dawce emocji. I przełożyło się to na realne korzyści. Kanał ukraińskiego MON ma już 1,8 mln obserwujących, a niektóre filmiki odtwarzane były więcej niż milion razy.
Jako jeden z największych sukcesów swojego zespołu Olena opisuje filmik, który wygląda jak reklama turystyczna Krymu, ale tuż po pięknych plażach czy drogich kurortach pojawiają się obrazy z bombardowania tego obszaru. Na końcu pojawiają się uciekający stamtąd Rosjanie, którzy raczej nie spędzili na ukraińskim Krymie miłego urlopu. Wszystko na podkładzie muzycznym piosenki Bananarama "Cruel Summer" ["Okrutne lato" - tłum. red.].
Unless they want an unpleasantly hot summer break, we advise our valued russian guests not to visit Ukrainian Crimea.
— Defense of Ukraine (@DefenceU) August 11, 2022
Because no amount of sunscreen will protect them from the hazardous effects of smoking in unauthorised areas.
🎶Bananarama pic.twitter.com/NnWnpZqMhR
- Naszym głównym celem jest pokazanie międzynarodowej społeczności, że Ukraina może wygrać- wyjaśnia Olena.
Inny zespół z kolei ma demoralizować oddziały przeciwnika, poprzez m.in. pokazywanie strat, jakie ponoszą. Metodą prób i błędów doszli do mechanizmów, które działają na wojsko rosyjskie. Np. pokazywanie ciał martwych żołnierzy tylko ich jednoczyło w gniewie. Podobnie jak nie zadziałały przekazy z rannymi i zabitymi przez nich cywilami. - To tylko sprawiało, że byli dumni - opisuje Olena. Rozwiązanie podsunął sam Putin, ogłaszając mobilizację.
Wojna stanowiła cement dla Ukraińców w mediach społecznościowych. - Być może po raz pierwszy w historii mamy do czynienia z sytuacją, w której społeczeństwo obywatelskie ufa państwu i pomaga mu. Siły zbrojne robią swoje, a społeczeństwo tworzy treści, memy, obrazy, piosenki - zaznacza Igor Sołowiej, dyrektor Centrum Komunikacji Strategicznej i Bezpieczeństwa Informacji.
Co na to Rosja? Niewiele, patrząc na wcześniejsze doniesienia o ich farmach trolli. Jak na razie nie udało się im wymyślić nic ciekawego, śmiesznego, pięknego czy bolesnego. Tylko paździerzowe obrazki i Z.
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.




























































