Reklamy kredytów – żegnamy drobny druczek

analityk Bankier.pl

22 października wchodzi w życie zmiana w ustawie o kredycie konsumenckim, która wpłynie na sposób prezentowania kosztów w reklamach. Dane do tej pory wyliczane drobnym drukiem zaczną odgrywać pierwszoplanową rolę, chyba że kredytodawca postawi raczej na bardziej ogólnikowy komunikat.

Reklama ma przede wszystkim zachęcać - to uniwersalna zasada, dotycząca w równej mierze towarów potrzebnych w codziennym życiu, jak i produktów finansowych. Potencjalny klient potrzebuje jednak również rzetelnej informacji, która pomoże mu ocenić ryzyko, podjąć racjonalną decyzję i porównać oferty. W niektórych przypadkach prawo nakłada na reklamodawców zatem dodatkowe obowiązki. Tak jest w przypadku chociażby farmaceutyków i kredytów dla gospodarstw domowych.

22 października 2017 r. zmienią się zasady reklamowania kredytów konsumenckich
22 października 2017 r. zmienią się zasady reklamowania kredytów konsumenckich (thetaXstock)

Wszyscy przyzwyczailiśmy się już do schematu kredytowych reklam. Pierwsze miejsce zajmują w nich najbardziej elektryzujące elementy oferty – np. zerowe oprocentowanie. Zachęcające hasła i wybrane dane eksponuje się wielką czcionką lub umieszczając je na początku radiowego lub telewizyjnego spotu. Informacje najważniejsze z punktu widzenia klienta lądują na dole szpalty, billboardu lub na pasku przy dolnej krawędzi ekranu. Tam podawane są dane oparte na tzw. reprezentatywnym przykładzie, odzwierciedlającym typowe dla produktu parametry.

O konieczności zmian w sposobie reklamowania kredytów mówiło się od dawna. Kilka lat temu swoją propozycję zgłosił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Elementy tego projektu ostatecznie znalazły się w ustawie o kredycie hipotecznym, która zmienia także kilka artykułów w ustawie o kredycie konsumenckim. Nowe przepisy wchodzą w życie 22 października 2017 r.

Są liczby? Trzeba będzie podać sporo informacji

Ustawa opisuje dokładniej wymagania dotyczące dwóch typów reklam kredytów konsumenckich. Pierwszy to komunikat, w którym zawarte są dane dotyczące kosztu zobowiązania, a w szczególności oprocentowania. Można zatem przyjąć, że w tej kategorii mieszczą się również spoty zachęcające „przyjazną” ratą („już od 120 zł miesięcznie”) lub promujące prosty sposób obliczania kosztu pożyczki („tylko 10 zł miesięcznie za każdy pożyczony tysiąc”).

W takich komunikatach reklamodawca będzie musiał, „w sposób co najmniej tak samo widoczny, czytelny i słyszalny” jak wybrane zachęcające dane zaprezentować m.in.:

  • stopę oprocentowania (w tym wskazanie czy jest ona zmienna czy stała),
  • wyodrębnione opłaty, które składają się na całkowity koszt kredytu (np. prowizje),
  • całkowitą kwotę kredytu,
  • rzeczywistą roczną stopę oprocentowania,
  • informację o obowiązku zawarcia umowy dodatkowej (np. ubezpieczenia), jeśli nie da się z góry określić jej kosztu (inaczej znajdzie się ona wśród pozostałych składników kosztu).

W ustawie wskazano także szereg innych informacji, które mogą zyskać specjalny status w niektórych przypadkach. Należą do nich czas obowiązywania umowy, całkowita kwota do zapłaty oraz wysokość rat, a także, gdy reklamuje się pośrednik kredytowy, dane o współpracujących z nim kredytodawcami i zakresie pełnomocnictw.

Można powiedzieć, że wiele z danych prezentowanych do tej pory „drobnym druczkiem” czeka awans do pierwszoplanowej roli w reklamach kredytów. Podstawą wyliczeń ma być, jak do tej pory, reprezentatywny przykład. Przypomnijmy, że jest to zestaw założeń bazujący m.in. na średnim okresie kredytowania i kwocie kredytu typowym dla danego rynku oraz warunkach, które mają odpowiadać co najmniej dwóm trzecim umów, które „kredytodawca lub pośrednik kredytowy spodziewa się zawrzeć”.

RRSO zawsze w reklamie

W ustawie przewidziano także regulacje dotyczące innego typu reklam – pozbawionych danych liczbowych. Przykładem może być spot czy billboard zachwalający dostępność pożyczki, uproszczoną procedurę czy sięgający po zupełnie abstrakcyjne skojarzenia (np. „spełnij marzenia”). W wizerunkowych komunikatach trzeba będzie, w sposób co najmniej tak samo czytelny jak pozostałe informacje, przedstawić rzeczywistą roczną stopę oprocentowania bazującą na reprezentatywnym przykładzie.

Można spodziewać się, że zmiana prawa wyraźnie wpłynie na strategie reklamodawców. Naszpikowane danymi liczbowymi komunikaty zbliżą się do reklam leków – będą raczej usypiać niż pobudzać zainteresowanie. Banki i pożyczkodawcy wybiorą zatem raczej drugą opcję, skupią się na reklamach bazujących na skojarzeniach nawiązujących do niezaspokojonych pragnień i ogólnie zarysowanych zalet produktu. Takim komunikatom będzie jednak zawsze towarzyszył otrzeźwiający dodatek o rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania.

Michał Kisiel

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
8 11 niepelnosprawny_org

chwała ci Panie Boże, wprowadzana normalność, dbamy o siebie, więc zaczynamy sobie ufać... tak na marginesie ja bym zakazał kredytów (lub mocno ograniczył) i ludzie je znienawidzą (bo kredyty wywołają w przyszłości najwieksze kryzysy jakie mozna sobie wyobrazić), dzisiejsze światowe problemy ekonomiczne przyszły właśnie z kredytów, rozpieszczenia ludzi, przez wszystko "na bogato"...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 0 mirek225

Zakazy, nakazy to nie jest normalność! To ograniczanie wolności. Kredyt powinno się brać na inwestycje, aby na nim zarobić, a nie na konsumpcję.

! Odpowiedz
3 29 surow

Good move! Moze teraz ludzie ogarną ile kosztuje ta pożyczka 0% :)

! Odpowiedz
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl