REKLAMA

Precedens na skalę kraju. Klienci dewelopera sami dokończą budowę

2014-08-22 06:00
publikacja
2014-08-22 06:00
Precedens na skalę kraju. Klienci dewelopera sami dokończą budowę
Precedens na skalę kraju. Klienci dewelopera sami dokończą budowę

Dobrze pamiętają ten dzień, kiedy deweloper przekonał ich wizją mieszkania w odrestaurowanych loftach. Kupili lokale na zaawansowanym etapie rewitalizacji, ale to nie było wystarczające zabezpieczenie. Sąd ogłosił upadłość likwidacyjną spółki. Po batalii prawnej właśnie udało im się wywalczyć prawo do dokończenia inwestycji własnymi siłami. Tym samym z klientów przekształcą się w przedsiębiorców. Mamy precedens na skalę krajową.

 

„Projekty Lofty De Girarda (…) realizuje Green Development spółka z o.o., wywodząca się z kanadyjsko-polskiej grupy inwestycyjnej, skupiającej kilka firm produkcyjnych i handlowych związanych z budownictwem (Royal Europa, Royal Hurt, Stone Master). Zespół Green Development to ludzie z wieloletnim doświadczeniem w przygotowywaniu i prowadzeniu inwestycji. O budownictwie, domach, mieszkaniach i loftach wiemy prawie wszystko!” – taka informacja po dziś dzień widnieje na internetowej stronie dewelopera, po którym pozostały już tylko długi i problemy dziesiątek osób marzących o przeprowadzce do nowego mieszkania.

Nabywcy niedokończonych Loftów de Girarda w Żyrardowie nie chcą dać za wygraną, dlatego zawiązali zgromadzenie nabywców i wspólnie z prawnikami walczą o możliwość dokończenia inwestycji, na którą wyłożyli pieniądze. Wykorzystują zapisy ustawy deweloperskiej. Przecierają szlaki, bo choć nowe prawo miało chronić nabywców mieszkań, wcale nie zabezpiecza ich interesów w prosty sposób.

W zeszłym tygodniu warszawski sąd upadłościowy swoim postanowieniem potwierdził, że podjęta przez grupę klientów dewelopera uchwała o przejęciu przez nich osobnej masy upadłości jest skuteczna. – Na podstawie tej uchwały nabywcy stali się współużytkownikami wieczystymi nieruchomości, na której zlokalizowana jest inwestycja Lofty de Girarda, w której osoby te zakupiły lokale, z wszelkimi prawami do tego budynku. Innymi słowy, choć nabywcy nie otrzymali na razie własnych poszczególnych mieszkań, to jednak mają szansę doprowadzenia do ukończenia inwestycji i uzyskania własności loftów – wyjaśnia w rozmowie z redakcją Bankier.pl obslugująca tę sprawę kancelaria Zimmerman i Wspólnicy sp.k.

Przed klientami dewelopera jeszcze długa droga. – Pozytywny scenariusz zakłada znalezienie finansowania na dokończenie budowy i szybkie uruchomienie sprzedaży pozostałych wolnych lokali, która umożliwiłaby spłatę głównego wierzyciela hipotecznego. Mamy już ustalony plan działania, jednakże jego wykonanie będzie trudnym przedsięwzięciem – mówią w rozmowie z Bankier.pl Artur Wdowiarski i Aneta Janas, nabywcy pechowych mieszkań.

Bankier.pl: Pamiętają Państwo jeszcze ten dzień, kiedy znaleźli wspomniane lofty i podejrzewali, że to może być przyszły adres?

Artur Wdowiarski: Pamiętam. Dowiedziałem się o nich od znajomych. Niewiele później wybrałem się z wizytą, żeby obejrzeć lofty modelowe i tak naprawdę – niestety - już wtedy podjąłem decyzję. Później starałem się już tylko zachować pozory zdrowego rozsądku.

Aneta Janas: Też dokładnie pamiętam ten dzień. Byłam wtedy po raz pierwszy w życiu w Żyrardowie i zachwyciłam się zarówno zabytkową osadą fabryczną, jak samymi loftami. Z opowieści pozostałych nabywców wynika, że prawie wszyscy podejmowali decyzję pod wpływem emocji, co wynikało z wyjątkowego charakteru tej inwestycji.

Czy wtedy słyszał Pan już o konieczności sprawdzania kondycji deweloperów?

 A.W.: To był październik 2009 roku. Mówiło się wtedy o problemach klientów z poszczególnymi deweloperami, ale z mojej perspektywy wyglądało to jedynie na odosobnione przypadki na cudownie rozwijającym się rynku deweloperskim. Ludzie obawiali się wtedy kupowania tzw. dziury w ziemi, ale ryzyko wydawało się być mniejsze w przypadku adaptacji fabryki z początku XX wieku.

Sprawdził Pan firmę, z którą zamierzał podpisać umowę?

A.W.: Wiedziałem, że firma miała minimalne doświadczenie na rynku deweloperskim. Sami się zresztą do tego przyznawali. Nie sprawdzałem poszczególnych współwłaścicieli ani członków zarządu.

Firma była w okolicy znana, chwalona?

A.W.: Nie zapoznawałem się z opiniami na jej temat. Całą wiedzę wziąłem od przedstawicieli tej firmy oraz z własnych, pobieżnych poszukiwań.

Jak przebiegał sam proces zakupu? Ma Pan zarzuty co do jakości obsługi klienta?

A.W.: Proces zakupu przebiegał bardzo sprawnie i w dobrej atmosferze. Całość trwała około miesiąca i zamknęła się w trzech/czterech spotkaniach, na których dopytywałem o interesujące mnie kwestie i ustalałem szczegóły. Odpowiedzi, które uzyskiwałem były wyczerpujące i dość wiarygodne.

Oczywiście miałem świadomość, że deweloper robi wszystko, żeby podpisać ze mną umowę, ale wzbudził on we mnie na tyle duże zaufanie, że zdecydowałem się podjąć ryzyko zakupu niedokończonego mieszkania. Zresztą, cała inwestycja miała być dokończona w marcu 2010 roku (umowę podpisałem w październiku 2009 roku).

 Deweloper mocno trzymał cenę?

 A.W.: Stosunkowo łatwo uzyskałem kilkuprocentową obniżkę.

 Jaki system zapłaty za mieszkanie zaproponowano?

 A.W.: Wpłat dokonywałem według podziału 15:35:20:20. Dwie ostatnie wpłaty zostały przelane po pierwotnie zakładanym terminie zakończenia inwestycji. Każda wpłata miała nastąpić po zakończeniu określonego w umowie zakresu prac, ale bank wypłacił wszystkie transze kredytu, mimo że ostatnie etapy określone w harmonogramie nie zostały zakończone (i mimo że przy każdej transzy pracownik banku miał przeprowadzić inspekcję na budowie). Podobnie było w przypadku większości nabywców.

Czy przez ten czas pojawiły się jakiekolwiek symptomy złej kondycji finansowej dewelopera?

 A.W.: Nie zauważyłem żadnych takich symptomów.

Czytaj dalej: Co wskazywało na złą kondycję dewelopera


Do którego momentu dotarł Pan z formalnościami przy zakupie? Na kiedy planowano przeniesienie własności?

A.W.: Podpisałem przedwstępną umowę sprzedaży mieszkania. Później uzyskałem wpis z roszczeniem do księgi wieczystej. Nie mogłem dotrzeć dalej z formalnościami, ponieważ stopień zaawansowania budowy nie pozwalał na wydzielenie własności mojego lokalu. Przeniesienie własności miało nastąpić nie później niż 30 dni od uzyskania prawa użytkowania lokalu. W momencie podpisywania umowy przedwstępnej przeniesienie własności miało nastąpić do końca kwietnia 2010 roku.

Kiedy było już wiadomo, że deweloper nie poradzi sobie z dokończeniem inwestycji?

A. J.: Deweloper cały czas twierdził, że chce i może dokończyć inwestycję. Wiosną 2010 informował wprawdzie, że ma problemy z finansowaniem, bo bank BNP Paribas wypowiedział umowę kredytu z powodu zmiany polityki kredytowej po przejęciu Fortis Banku, ale ponieważ działa w grupie kapitałowej, to na budowę zostaną chwilowo przesunięte środki z innych spółek, a docelowo zostanie zaciągnięty kredyt w innym banku. Później okazało się, że kredyt z Fortis Banku był kredytem w rachunku bieżącym, a nie kredytem inwestycyjnym, co oznacza, że od początku deweloper nie miał zapewnionego właściwego finansowania, liczył na wpłaty od klientów, a kiedy sprzedaż z powodu kryzysu zmniejszyła się, deweloper stracił płynność finansową. Mimo to pod koniec 2010 została podpisana nowa umowa kredytowa z PKO BP, dzięki czemu deweloper mógł w dalszym ciągu zapewniać nas, że w ciągu kilku miesięcy dokończy budowę, jednak tak się nie stało. 




Mimo że kredyt został w 2011 uruchomiony, podwykonawcy nie dostawali zapłaty za wykonane przez siebie prace, co poskutkowało wpisami w IV dziale KW na początku 2012 i niedotrzymaniem kolejnego terminu oddania inwestycji, wyznaczonego na marzec 2012.

W kwietniu 2012, zaniepokojeni sytuacją, zaczęliśmy się kontaktować i wymieniać informacjami najpierw za pośrednictwem internetu, później w bezpośrednich kontaktach. Na spotkaniu zorganizowanym z naszej inicjatywy w maju 2012 zarząd Green Development zapewniał nas solennie, że kredyt z PKO BP spłacany jest terminowo, wpisy w IV dziale KW są wynikiem nieporozumienia, a przede wszystkim został zatrudniony nowy generalny wykonawca, który w ciągu trzech miesięcy dokończy wszystkie prace i w sierpniu dostaniemy klucze. Tydzień później prace na budowie stanęły, a nam udało się pozyskać informacje, że kredyt nie jest obsługiwany prawidłowo i trafił do restrukturyzacji, co groziło wypowiedzeniem umowy przez bank i wszczęciem egzekucji.

Dodatkowo dotarły do nas sygnały, że podwykonawcy, wobec których deweloper od dawna nie regulował należności, przymierzają się do złożenia wniosku o upadłość, dlatego uznaliśmy, że jedynym możliwym dla nas rozwiązaniem jest w tej sytuacji złożenie wniosku o upadłość przez nas, co zrobiliśmy w sierpniu 2012. Wnioskowaliśmy o upadłość układową, licząc, że w porozumieniu z innymi wierzycielami, w tym z bankiem, uda nam się doprowadzić do ukończenia inwestycji. Niestety, sytuacja finansowa firmy okazała się znacznie gorsza, niż sądziliśmy, wskutek czego sąd w październiku 2012 ogłosił upadłość likwidacyjną Green Development.

 Co spowodowało, że sąsiedzi zadecydowali o wspólnej walce o swoje pieniądze?

A. J.:  Część nabywców wierzyła w zapewnienia dewelopera, mimo negatywnej opinii na temat sposobu prowadzenia prac budowlanych i niedotrzymywania kolejnych terminów, i twierdziła, że należało dać im jeszcze jedną szansę. Grupa, która zdecydowała się na złożenie wniosku o upadłość, liczyła na początku 15 osób, w kolejnych miesiącach dołączyło do niej 18 dalszych. W tym czasie nie znaliśmy jeszcze wszystkich nabywców, ale próbowaliśmy na różne sposoby nawiązać z nimi kontakt, co udało się prawie w 100%, ale nie wszyscy przyłączyli się do nas.

 Co z pozostałymi mieszkańcami?

A. J.:  Około 20 osób zorganizowało się, zatrudniając innego prawnika, reszta (kilkanaście osób) do teraz pozostaje nieaktywna. Jeden z nabywców nawiązał współpracę z zarządem firmy, w wyniku czego w grudniu 2012 został członkiem zarządu, a wiosną 2014 prezesem. Z tej pozycji próbował przekonać nas, że możliwe jest dalsze finansowanie i dokończenie budowy przez dewelopera, w co jednak ani my, ani sąd nie daliśmy wiary - w styczniu 2014 sąd odrzucił propozycje układowe Green Development.

Czytaj dalej: Jakie kroki musieli podjąć poszkodowani? 


Jakie kroki formalne podjęliście, żeby znaleźć się tu, gdzie jesteście teraz?

A. J.:  W listopadzie 2012 sędzia komisarz wydała postanowienie o zastosowaniu w odniesieniu do naszej inwestycji przepisów o upadłości deweloperskiej, co w pierwszej kolejności dawało nam możliwość podjęcia decyzji (jako zgromadzenie nabywców) o kontynuowaniu inwestycji przez syndyka i dopłatach.

Na podstawie list sporządzonych przez syndyka ustaliliśmy, ilu jest nabywców i ile loftów zostało naprawdę sprzedanych (deweloper zawyżał tę liczbę). Na podstawie informacji od podwykonawców, którzy pracowali na budowie, oszacowaliśmy kwotę niezbędną do dokończenia inwestycji - nie tylko części loftowej, ale też nadbudowy typu penthouse oraz części usługowo-handlowej, bez których niemożliwe byłoby uzyskanie pozwolenia na użytkowanie. Szacunki wskazywały, że dopłaty konieczne do dokończenia inwestycji musiałyby wynieść po kilka tysięcy złotych za metr kwadratowy, co budziło zrozumiały sprzeciw.

Rozważaliśmy możliwość uzyskania zgody sędzi komisarz na finansowanie dokończenia budowy ze środków uzyskanych ze sprzedaży wolnych lokali i powierzchni handlowo-usługowej albo zapewnienia zwrotu naszych dopłat ze sprzedaży wolnych powierzchni, ale było to bardzo ryzykowne - gdyby się nie powiodło, nasze dopłaty doprowadziłyby do zwiększenia ogólnej masy upadłości i zaspokojenia pozostałych wierzycieli, a tym samym stanowiłyby prezent dla upadłego, co nie było w naszym interesie.

Wtedy pojawił się pomysł skorzystania z drugiej możliwości, która wynika z przepisów o upadłości deweloperskiej - układu likwidacyjnego polegającego na przejęciu majątku upadłego, czyli w naszym przypadku nieruchomości, na której realizowana jest inwestycja.

Od początku budziło to bardzo wiele wątpliwości, zarówno natury prawnej i formalnej (np. jak powinna brzmieć uchwała zgromadzenia nabywców), jak i ekonomicznej, bo wiedzieliśmy, że razem z nieruchomością przejmiemy hipoteki, w tym hipotekę PKO BP na ponad 20 mln zł. W międzyczasie upadły deweloper zaczął zwodzić nas obietnicami złożenia propozycji układowych, polegających przede wszystkim na sfinansowaniu dokończenia budowy, na co niektórzy czekali jak na zbawienie.

Niestety, czas płynął, a propozycji układu nie było, w związku z czym podjęliśmy rozmowy z pozostałymi nabywcami odnośnie do szczegółów uchwały o układzie likwidacyjnym i dalszych naszych działaniach, niezbędnych do dokończenia inwestycji. Przygotowaliśmy i uzgodniliśmy projekt uchwały zgromadzenia nabywców, które sędzia komisarz zwołała na 10 września 2013, mimo że nie były wtedy jeszcze zatwierdzone listy nabywców. Dalsze szczegóły można znaleźć na naszym blogu.

Jakie finansowe koszty ponieśliście w tej sprawie do tej pory, to znaczy ile pieniędzy prócz kwoty wpłaconej na poczet mieszkania trzeba było przeznaczyć na walkę o swoje?

A. J.:  Nasze koszty to do tej pory wynagrodzenie kancelarii prawnych, które nas wspierają w postępowaniu upadłościowym, oraz koszty sądowe, łącznie kwoty rzędu kilku tysięcy złotych na osobę. Nie licząc oczywiście prywatnego czasu poświęconego na czytanie dokumentów, spotkania z prawnikami i dyskusje na forum, za pomocą którego komunikujemy się w grupie nabywców.

 Jakie wydatki jeszcze przed Wami?

A. J.:  Dalsze koszty wiążą się z obsługą prawną dalszych działań poza postępowaniem upadłościowym oraz finansowaniem działalności podmiotu, który powołamy w celu dokończenia budowy (spółka lub spółdzielnia), i przede wszystkim kosztów budowy. Na razie nie znamy jeszcze źródła finansowania tej działalności.

 Jak wygląda pozytywny scenariusz w Waszej sprawie, czego obecnie oczekujecie?

A.W.:   Pozytywny scenariusz zakłada znalezienie finansowania na dokończenie budowy i szybkie uruchomienie sprzedaży pozostałych wolnych lokali, która umożliwiłaby spłatę głównego wierzyciela hipotecznego. Mamy już ustalony plan działania, jednakże jego wykonanie będzie trudnym przedsięwzięciem. Dlatego mamy nadzieję na nagłośnienie sprawy, które być może otworzy przed nami nowe scenariusze i ułatwi dokończenie inwestycji.

 Dokończyć inwestycję deweloperską własnymi siłami mieszkańców brzmi jak niemałe wyzwanie. Wykonawcy są już wybrani czy mówimy na razie o dość abstrakcyjnym planie działania?

A.W.:  W ciągu ostatnich dwóch lat przedstawiciele naszej grupy prowadzili bardzo intensywne rozmowy ze wszystkimi stronami zaangażowanymi lub wyrażającymi chęć zaangażowania w dokończenie budowy, w tym z wykonawcami i z głównym wierzycielem hipotecznym. Dokończenie budowy z pewnością nie będzie łatwe, ale wykonaliśmy niemałą pracę, aby je sobie ułatwić. Na szczęście mamy też wśród nas osoby obeznane z procesem budowlanym, które będą nas wspierać w tym przedsięwzięciu.

 Co powiedziałby Pan osobom, które właśnie przymierzają się do zakupu nieruchomości od dewelopera?

A. J.:  Wszystkie nasze dotychczasowe doświadczenia i konieczne działania w przyszłości pokazują, że przepisy o upadłości deweloperskiej, wbrew opinii lansowanej w mediach, nie stanowią żadnej ochrony dla klientów upadłych deweloperów. Ich zastosowanie może okazać się albo wręcz niemożliwe, albo bardzo trudne, ryzykowne i kosztowne dla nabywców. Budzą również poważne wątpliwości natury prawnej. W naszym przypadku sąd podjął wprawdzie decyzję na naszą korzyść, ale przepisy są na tyle niejednoznaczne, że w innych przypadkach ta decyzja może być równie dobrze wręcz przeciwna.

Ponadto wskutek tej decyzji musimy z konsumentów przekształcić się w przedsiębiorców, na co nikt z nas się nie nastawiał w momencie podpisywania umowy z deweloperem i czego chyba ustawodawca nie przewidział.

Mateusz Gawin, Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Otwórz konto w mBanku i zgarnij do 300 zł

Otwórz konto w mBanku i zgarnij do 300 zł

Komentarze (10)

dodaj komentarz
~Alina
jedyna rada - kupować gdy już jest fizycznie , a nie obiecywane wydmuszki komputerowe
~pit
Taaaaak. Niedawno byłem przypadkowym świadkiem takiej rozmowy: A: Wiesz, ci gangsterzy z mojej miejscowości co to ich kiedyś pozamykali, powychodzili już z więzienia. No ta mafia. Odsiedzieli po 7-9 lat. Gadałem z jednym, to mój kolega z podwórka. Powiedział, że teraz interesują ich tylko legalne interesy, żadne wymuszenia.Taaaaak. Niedawno byłem przypadkowym świadkiem takiej rozmowy: A: Wiesz, ci gangsterzy z mojej miejscowości co to ich kiedyś pozamykali, powychodzili już z więzienia. No ta mafia. Odsiedzieli po 7-9 lat. Gadałem z jednym, to mój kolega z podwórka. Powiedział, że teraz interesują ich tylko legalne interesy, żadne wymuszenia. Chcą być normalnymi obywatelami i zarabiać legalnie. B: To czym chcą się zajmować? A: Założyli firmę.....developerską. To podobno najlepszy biznes, tylko trzeba mieć bajer i dar przekonywania. Oni mają./ Amen/.Rozmowa jak najbardziej autentyczna, chociaż zasłyszana przypadkowo. Ot, Polska.Z naiwnych wszyscy żyją. "Developerzy", prawnicy, gazety z pięknymi ogłoszeniami. Obserwacja życia ludzi jednak nie uczy. A to już 20 lat.
~Arek212
Jedynym skutecznym rozwiązaniem, które niestety żaden parlament nie wprowadzi, ze względu na układy z lobby deweloperskim jest wprowadzenie absolutnego zakazu finansowania inwestycji ze środków kupującego. Po prostu - albo deweloper buduje za swoje, albo z kredytu własnego, a przepisanie nieruchomości następuje z reki Jedynym skutecznym rozwiązaniem, które niestety żaden parlament nie wprowadzi, ze względu na układy z lobby deweloperskim jest wprowadzenie absolutnego zakazu finansowania inwestycji ze środków kupującego. Po prostu - albo deweloper buduje za swoje, albo z kredytu własnego, a przepisanie nieruchomości następuje z reki do reki - po jej zakończeniu. Niestety ludzie z natury przejawiają skłonności samobójcze finansowo, jeżeli sami decydują o sobie i po prostu trzeba ich chronić przed nimi samymi. Podobnie jak się chroni pasażerów samochodów wprowadzając przepis o obowiązku zapinania pasów.
~Tomo
Nieliczni, ale są - mądrzy Polacy.
~ja
zdarza się i tak, że developer buduje w całości ze środków z kredytu, a bank nie dopilnuje prawidłowości wykorzystania poszczególnych transz. Pojawia się znaczący wzrost kosztów (matriałów budowlanych), by harmonogram był poniżej rzeczywistych kosztów, deweloperzy próbują ratować się wcześniejszą sprzedażą zdarza się i tak, że developer buduje w całości ze środków z kredytu, a bank nie dopilnuje prawidłowości wykorzystania poszczególnych transz. Pojawia się znaczący wzrost kosztów (matriałów budowlanych), by harmonogram był poniżej rzeczywistych kosztów, deweloperzy próbują ratować się wcześniejszą sprzedażą poszczególnych mieszkań, z czegoś trzeba zapłacić odsetki bankowi. Dodatkowy kredyt na dokończenie budowy spowoduje, sprzedaż z wybudowanych mieszkań musi odbywać się po wyższych cenach niż planowano, wystarczy spadek cen m2 na rynku i katastrofa gotowa.
~adam odpowiada ~ja
wydaje mi sie, że dobry biznes plan zakłada pewien wzrost materiałów budowlanych co pozwala na płyny przebieg budowy. Ponadto marże developerskie są na tyle duże nie ma co sie zasłaniać kilku procentowymi wachaniami cen za metr2. jeśli więc jakiś developer "pada" w moim odczuciu jest to poprostu sposób na wydaje mi sie, że dobry biznes plan zakłada pewien wzrost materiałów budowlanych co pozwala na płyny przebieg budowy. Ponadto marże developerskie są na tyle duże nie ma co sie zasłaniać kilku procentowymi wachaniami cen za metr2. jeśli więc jakiś developer "pada" w moim odczuciu jest to poprostu sposób na wyprowadzenie pieniędzy.
~Cbn
Jak zwykle przepisy niejednoznawcze, zagmatwane, polskie prawo jak zwykle nie chroni obywatela w pełni. Kiedy zmieni się prawo na takie, które będzie chronić obywatela w pełni jak wpłaci na mieszkanie, to nie będzie się bał, że go nie otrzyma?
~FV
kiedyś za czasów PRL to było nie do pomyślenia, co się porobiło, że osoba wpłaca kasę jeszcze musi się potem martwić, co dalej? Dlaczego Rząd na to pozwala? Przecież można znaleźć skuteczny sposób na złodziei, naciągają ludzi a potem upadłość, najłatwiej powiedzieć, to gdzie kasa którą wpłacili ludzie,kiedyś za czasów PRL to było nie do pomyślenia, co się porobiło, że osoba wpłaca kasę jeszcze musi się potem martwić, co dalej? Dlaczego Rząd na to pozwala? Przecież można znaleźć skuteczny sposób na złodziei, naciągają ludzi a potem upadłość, najłatwiej powiedzieć, to gdzie kasa którą wpłacili ludzie, dlaczego bank przelał, a inwestycje nie była dokończona?
~mati
naprawa tego dzikiego i chorego kraju jest banalnie prosta - wsadzenie złodziei do więzienia, tylko wtedy trzeba by tam wsadzić wszystkich premierów i ministrów od 89r., wszystkich samorządowców, wszystkich ludzi zajmujących wysokie stanowiska w panstwie. do tego ich rodziny i wszystkich znajomych. wyszłoby pewnie kilkaset naprawa tego dzikiego i chorego kraju jest banalnie prosta - wsadzenie złodziei do więzienia, tylko wtedy trzeba by tam wsadzić wszystkich premierów i ministrów od 89r., wszystkich samorządowców, wszystkich ludzi zajmujących wysokie stanowiska w panstwie. do tego ich rodziny i wszystkich znajomych. wyszłoby pewnie kilkaset tys ludzi. nie ma tyle wolnych miejsc w polskich więzieniach !!!
~zerro
"papierowe państwo", papierowe prawo: udawajmy dalej że "nic się nie stało" przy wyborze przewodniej siły narodu...

Powiązane: Mieszkanie na kredyt

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki