Maszyny umożliwiające zaciągnięcie pożyczki gotówkowej nie są na polskim rynku nowością, ale do tej pory nie było o nich głośno. Sytuacja zmieniła się diametralnie po zamontowaniu urządzeń na kilku stacjach warszawskiego metra – gotówkomaty firmy Gotówkomat Polskie Płatności trafiły przypadkiem w centrum politycznej dyskusji.
Przeniesienie pożyczki udzielanej online do fizycznego świata – tak w skrócie można opisać ideę kryjącą się za gotówkomatami.
Jak działa gotówkomat
Maszyna pełni rolę zbliżoną do mini-placówki, pozwala wypełnić i złożyć wniosek oraz potwierdzić tożsamość pożyczkobiorcy. W tym celu skanowany jest dowód osobisty klienta, a jego zdjęcie, wykonane przez kamerę urządzenia, porównywane jest z dokumentem. Po weryfikacji wniosku użytkownik otrzymuje kod SMS-em i może odebrać od razu gotówkę.
Gotówkomaty pojawiły się na ulicach kilku miast już kilka miesięcy temu. Rozprowadzają pożyczki udzielane przez firmę Vivus. W tym tygodniu zamontowano je na kilku stacjach metra, a sprawę skomentował Jarosław Ossowski w „Gazecie Wyborczej”, wskazując, że w ten sposób ułatwia się działalność firmom, które wpędzają ludzi w spiralę długów. W podobnym tonie wypowiedział się na Facebooku Adrian Zandberg z partii Razem, komentując: „Trudno o złośliwsze podsumowanie rządów prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz niż lichwomaty, które pojawiły się właśnie w warszawskim metrze”.
Politycy zainteresowali się wynalazkiem
Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, prezydent Warszawy zapowiedziała zbadanie sprawy, a już po kilku godzinach wiceprezydent stolicy Jacek Wojciechowicz potwierdził, że umowa z firmą obsługującą maszyny zostanie zerwana. Rzeczniczka Metra w wypowiedzi dla gazety podkreśliła, że nie zachowano obowiązującej procedury umieszczenia tego typu urządzeń.
Sprawę dla Bankier.pl skomentowała Sylwia Witoszyńska, prezes Gotówkomat Polskie Płatności. „Metro jest dla nas kolejnym, po galeriach handlowych, i nie ostatnim miejscem instalacji urządzeń. (…) Nie otrzymaliśmy żadnej oficjalnej informacji na temat konieczności usunięcia maszyn. Doniesienia z mediów dziwią nas o tyle, że proces instalacji takich urządzeń, a już tym bardziej rozmów biznesowych na ten temat, rozpoczął się dawno temu. Samo montowanie maszyn trwało dwa tygodnie i odbywało się w ścisłej współpracy z przedstawicielami i ekipami Metra (m.in. BHP, elektrycy, itp.). Przeszliśmy rygorystyczne procedury sprawdzające, zarówno jeśli chodzi o bezpieczeństwo, jak i jakość usług oraz samej maszyny. Dowodem są zadowoleni klienci z ostatnich sześciu miesięcy. Proszę zauważyć, że zacytowany przez Pana fragment [wypowiedź rzecznika Metra – przyp. red.] dotyczy niezachowania przez Metro pewnych procedur - do których, jeśli zostaniemy o nich poinformowani, chętnie się dostosujemy. Jeśli są kwestie techniczne, które wymagają od nas zmian, chętnie wrócimy do tych rozmów i wypracujemy rozwiązania najlepsze dla naszych klientów oraz partnerów biznesowych”.

































































