Niemiecka prasa jest podzielona w ocenie wywołanych przez migrantów wydarzeń w Ceucie. Część komentatorów wykazuje zrozumienie dla krytyki krajów UE pod adresem władz Hiszpanii, inni zarzucają stolicom europejskim brak solidarności z socjalistycznym premierem Pedro Sanchezem i wietrzą spisek przeciwko niemu.


„Socjalista Pedro Sanchez jest dla wielu mieszkańców Europy symbolem pokojowej, przyjaznej ludziom, lepszej UE. Nie tylko domaga się ochrony klimatu, lecz osiąga także postępy w ekologicznej transformacji gospodarki” – pisze Josef Kelnberger w poniedziałek w „Sueddeutsche Zeitung”.
Sanchez „stawia czoło Donaldowi Trumpowi, wskazując na przypadki naruszania przez niego prawa międzynarodowego i odmawiając spełnienia postulatu zwiększenia wydatków na zbrojenia. Sprzeciwia się zaostrzeniu prawa azylowego, które jest przez prawicę i konserwatystów forsowane do granic możliwości – kontynuuje komentator.
Z tego powodu – czytamy w „SZ” - istnieje „duża pokusa, żeby objąć go ochroną”. Jednak z drugiej strony Sanchez „wykorzystuje każdą okazję do bezwzględnej walki przeciwko konserwatystom w Hiszpanii i w Brukseli”. Ostatnio stworzył program umożliwiający milionowi osób nie posiadających dokumentów uzyskanie prawa pobytu w Hiszpanii, a tym samym w UE.
Widmo roku 2015 powraca? Gorąco w niemieckich mediach po wydarzeniach w Ceucie
Jak pisze Kelnberger, można uznać to za „tani populizm”, ale tak funkcjonuje polityka. Zdjęcia kilkudziesięciu tysięcy migrantów przekraczających w Ceucie granicę UE „przypomniały o europejskiej traumie”. „Ta trauma nazywa się kryzys migracyjny 2015” – wyjaśnił komentator. Migracja jest podstawowym tematem prawicowych partii. Symbolizuje nie tylko „nieracjonalny lęk przed wymianą ludności”, ale także „racjonalne obawy przed zbytnim obciążeniem systemów socjalnych i wzrostem przestępczości”.

Komentator przypomniał, że w przeszłości kryzys migracyjny podzielił społeczeństwa i wbił klin między kraje UE. „Potrzeba było dziesięciu lat, żeby powstała jednolita polityka migracyjna” – podkreślił.
„Większość migrantów z Ceuty powróciła do Maroka. Ich zdjęcia pozostaną jednak w świecie jako ostrzeżenie, że polityka migracyjna UE opiera się o chwiejny fundament” – pisze w konkluzji komentator „Sueddeutsche Zeitung”.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” uznała Ceutę za „znak ostrzegawczy”. „Kto dotarł do Ceuty, ten znalazł się w eksklawie i musi wrócić. To jedyna słuszna droga do opanowania kryzysu” – pisze Jasper von Altenbockum. Nawoływanie do „solidarności” z Hiszpanią stawia pod znakiem zapytania Wspólny System Azylowy, który dopiero co wszedł w życie. „Jeżeli Europa nie chce po raz drugi przeżyć roku 20215, to musi się oprzeć na surowych kontrolach granic zewnętrznych” – podkreślił komentator „FAZ” dodając, że w Ceucie i innych miejscach UE nie może powtórzyć się sytuacja z Niemiec, z 2015 r.
Media: Panika w Europie to prezent dla szantażystów
„Handelsblatt” pisze o „niebezpiecznych zdjęciach z Ceuty”. Szturm dziesiątków tysięcy migrantów dostarcza zdjęć, o których prawicowi ekstremiści mogli tylko marzyć. Aby ich uprzedzić, szefowie rządów krajów UE atakują Hiszpanię. To łatwe do przewidzenia i bezczelne – oceniła gazeta.
Zdaniem komentatora temat migracji mocno oddziałuje na opinię publiczną, ponieważ „nadaje się świetnie do podsycania strachu” przed obcymi, przed pozbawionymi środków do życia, którzy wykorzystują systemy socjalne i zabierają miejscowym miejsca pracy. Taką narrację rozpowszechniają prawicowi ekstremiści – czytamy w „Handelsblatt”. Migranci z Ceuty są niebezpieczni, ponieważ są pożywką dla tej narracji.
Właśnie dlatego liczni szefowie państw UE zaatakowali w piątek premiera Pedro Sancheza. Jedni, jak Trump, żeby uzasadnić swoją twardą politykę migracyjną, inni, jak Giorgia Meloni, aby uprzedzić konkurencję z prawego marginesu. Włoska premier opowiedziała się za zawieszeniem umowy z Schengen z Hiszpanią, chociaż ani jeden imigrant z Ceuty nie dotarł do europejskiego lądu.
„Hiszpanie nie zapomną Europie braku solidarności” – pisze „Der Spiegel”. Zamiast w związku z napływem uchodźców do Ceuty wzmocnić presję na Maroko, wiele krajów UE zaatakowało Hiszpanię. Panika z powodu migracji jest prezentem dla każdego, kto chce szantażować Europę – pisze autor komentarza Steffen Luedke.
„Każdy troszczy się o siebie”. Jak spór o Ceutę odsłonił polityczne pęknięcia w Europie
„Najpierw Włochy. Potem Finlandia, Szwecja, Dania, a w końcu Austria”; partnerzy bynajmniej nie przekazywali Hiszpanii wyrazów solidarności, nie oferowali pomocy, nie obiecywali wywarcia presji na Maroko. Zamiast tego, grozili Hiszpanom wyrzuceniem z obszaru Schengen” – czytamy w „Spieglu”.
Zdaniem komentatora jest to „niebezpieczny i niepotrzebny precedens”, sprowadzający się do hasła - „każdy (troszczy się) o siebie”. Kraje położone na północ i wschód od Pirenejów chcą „za wszelką cenę nie dopuścić do powtórki z roku 2015”. Z psychologicznego punktu widzenia panika przed migracjami może być zrozumiała, jednak pod względem strategicznym prowadzi ona na manowce. Zamiast użyć swojego całego potencjału, UE pogrążyła się w ciągu kilku godzin w sporach.
Jeżeli Sanchez w ostatnim czasie wykazał wobec Maroka zbyt daleko idącą gotowość do kompromisu, UE powinna pomóc mu w zmianie stanowiska, wzmacniając pozycję władz w Madrycie, zamiast je osłabiać. „Hiszpanie nieprędko o tym zapomną” – pisze w konkluzji „Der Spiegel”.
„Tageszeitung” (TAZ) zwraca uwagę, że Sanchez jest ostatnim lewicowym politykiem, który stoi na czele dużego kraju UE. Gazeta przypuszcza, że to on był celem szturmu uchodźców na Ceutę.
Sanchez, przewodniczący Międzynarodówki Socjalistycznej jest dla wielu polityków celem, którego należy się pozbyć. Komentator zaznacza, że prezydent USA Donald Trump i premier Izraela Benjamin Netanjahu nienawidzą hiszpańskiego polityka, który odmówił USA prawa do korzystania z baz na terenie Hiszpanii i mówi o „nielegalnej wojnie” przeciwko Iranowi.
„Sanchez stał się wiodącą postacią lewicy wykraczającą poza granice Hiszpanii, stając się celem ataków. Skrajnie prawicowe rządy we Włoszech i Finlandii zareagowały wprowadzeniem kontroli granicznych tak, jakby Ceuta leżała tuż obok, a nie leżała poza obszarem Schengen, w dodatku na innym kontynencie” – czytamy w „TAZ”.
Być może król Maroka jest jedynie „instrumentem neofaszystowskiej i trumpistowskiej międzynarodówki” – pisze w konkluzji komentator „TAZ”.
Lep/wr/


























































